Dobrze, że rząd jasno mówi: nie chcemy głowic nuklearnych na terytorium Polski — to odpowiedzialne i zgodne z wartościami ochrony życia i środowiska. Jednocześnie deklaracja o uczestnictwie w natowskim odstraszaniu brzmi niepokojąco, jeśli nie zostanie doprecyzowana: udział w gwarantowaniu bezpieczeństwa nie musi oznaczać eskalacji nuklearnej ani pozbawienia demokracji i społeczeństwa prawa do decydowania o tak poważnych kwestiach. Jako progresywni wyborcy oczekujemy przejrzystości i debaty parlamentarnej: jakie dokładnie zobowiązania bierze na siebie Polska, jakie są ryzyka i koszty? Poleganie głównie na stałej obecności wojsk USA — zwłaszcza w cieniu politycznej niestabilności w Waszyngtonie — to gra obarczona ryzykiem. Lepiej inwestować w spójną, europejską zdolność obronną opartą na konwencjonalnym odstraszaniu, solidarności sojuszniczej i dyplomacji wielostronnej oraz naciskać na rzeczywiste kroki redukujące rolę broni jądrowej w Europie. Musimy też pamiętać o humanitarnych i środowiskowych konsekwencjach broni jądrowej — to nie tylko strategia, to potencjalna katastrofa dla milionów ludzi. Apeluję o bardziej zrównoważoną politykę bezpieczeństwa: zwiększenie obecności sojuszników powinno iść w parze z kontrolą demokratyczną, inwestycjami w obronę konwencjonalną, wzmacnianiem skutecznej dyplomacji i długofalowymi krokami na rzecz rozbrojenia.