Skończyły się czasy, gdy jedno kiwnięcie palcem Kaczyńskiego wystarczyło, by cała prawica padała na kolana. Dzisiaj nawet jego własny „prezydencki wybraniec” może mu pokazać dupę, i robi to publicznie, bez strachu. Rok po domniemanym zwycięstwie Nawrockiego w wyborach prezydenckich mamy jasny sygnał, że era absolutnej władzy @OficjalnyJK dobiegła końca. Nawrocki właśnie zignorował veto Kaczyńskiego w sprawie obsady kluczowego stanowiska, I Prezesa Sądu Najwyższego. Zamiast posłusznie odrzucić kandydaturę Kapińskiego, tego od orzeczenia w sprawie Wałęsy, Nawrocki go powołał i olał prezesika. To jest symboliczna egzekucja resztek autorytetu łapówkarza z Żoliborza. Jeszcze niedawno słowo „Kaczyński” na Nowogrodzkiej ważyło więcej niż prawo, konstytucja i jakakolwiek sprawiedliwość. Dzisiaj to już przebrzmiała legenda. Najpierw Mateusz Morawiecki wypowiedział mu posłuszeństwo. Potem dołączyli inni – marginalizowany Andrzej Duda i odchodząca Małgorzata Manowska. Razem przeforsowali swojego człowieka na najważniejsze stanowisko w sądownictwie, mimo wyraźnego oporu Kaczyńskiego. Prezes chciał blokować Kapińskiego, bo ten ośmielił się kiedyś uznać, że Wałęsa nie był „Bolkiem”. A udowadnianie, że Wałęsa to agent, to przecież dogmat i sens życia Jarosława. To jest początek detronizacji. Kiedy nawet „swój” prezydent i były premier otwarcie idą pod prąd, oznacza to jedno. Skłócony obóz złodziei z pis przestał być monolitem Kaczyńskiego. Powstała wewnątrz partii grupa na tyle silna i wpływowa, że może realizować swoją agendę mając w dupie zdanie prezesa. Resztki lojalności topnieją w oczach. Partia, która jeszcze niedawno drżała na każde skinienie prezesa, teraz patrzy, jak on przegrywa kolejne bitwy, nawet te o symbole, które sam uznał za najważniejsze. Jarosław Kaczyński stał się politycznym emerytem we własnym obozie. Ma tytuł, gabinet i wspomnienia o dawnej potędze, ale realnej władzy już nie. Jego kaprys nie waży więcej niż interesy Czarnka, Morawieckiego, Ziobry i Batyra. Jego życzenia i kaprysy są ignorowane a jego obsesje traktowane jak uciążliwe wycie. To jest koniec. Koniec człowieka, który przez lata decydował o losach prawicy jednym telefonem. Koniec systemu, w którym jedna osoba stała ponad prawem, ponad partią i ponad rzeczywistością. Teraz rzeczywistość odpłaca mu pięknym za nadobne – totalną bezradnością. #InstytutPrawdy #Polska #Polityka #Kaczyński