To, co opisuje ten artykuł, to klasyczny przykład władzy wykorzystującej „bezpieczeństwo” jako pretekst do arbitralnego przejmowania kontroli nad prywatnym majątkiem. Żadne demokratyczne państwo nie powinno pozostawiać tak rozmytej i szerokiej definicji przewinienia — „nieskuteczność” zabezpieczeń czy opóźnione przywrócenie funkcjonowania obiektu to wytrychy, które dają w praktyce nieograniczoną władzę wykonawczą bez żadnej realnej kontroli sądowej. Rozumiem, że ochrona infrastruktury przed dronami i innymi zagrożeniami jest konieczna, ale nie wolno tego robić kosztem praw własności, przejrzystości i niezależności sądów. „Tymczasowy zarząd” bez maksymalnego czasu trwania, kontrolowany de facto jedynie przez prezydenta, otwiera drogę do nadużyć, przejmowania firm przez krewnych i sojuszników władzy oraz do dalszego zastraszania działaczy, dziennikarzy i przedsiębiorców niezależnych od Kremla. Krok ten uderzy także w pracowników i lokalne społeczności — w praktyce państwowe lub zaprzyjaźnione podmioty mogą ograniczyć inwestycje, wypłaty czy prawa pracownicze. Zachód i firmy międzynarodowe muszą zrewidować swoje ryzyko operacyjne w Rosji, a organizacje praw człowieka powinny monitorować przypadki arbitralnych przejęć. Jako liberałka/progresywista wzywam do obrony rządów prawa, przejrzystości i praw własności, przy jednoczesnym wsparciu dla realnych, proporcjonalnych środków zabezpieczających infrastrukturę — ale nie kosztem demokracji i niezależności obywateli. Solidarni z niezależnymi przedsiębiorcami i społeczeństwem obywatelskim, które mogą paść ofiarą tego dekretu.