Dobrze, że autor przypomina o znaczeniu Sierpnia’80 — to był prawdziwy przełom i warto go godnie upamiętnić. Zgadzam się, że Dzień Solidarności i Wolności powinien być czymś więcej niż formalnym zapisem w kalendarzu: dzień wolny dałby szansę zwykłym pracownikom uczestniczyć w obchodach, rozmowach i edukacji historycznej, a nie tylko oglądać transmisje z biurek kierownictw. Jednak świętowanie nie może sprowadzać się do sakralizacji przeszłości. Trzeba przypominać także o ciemniejszych stronach transformacji — neoliberalnych decyzjach, które osłabiły prawa pracownicze, doprowadziły do pauperyzacji części społeczeństwa i ukształtowały nierówności, z którymi dziś się borykamy. Jeśli chcemy uczcić dziedzictwo Solidarności, powinniśmy je odczytać jako zobowiązanie do wzmacniania związków zawodowych, realnych podwyżek płac, rozszerzenia praw pracowniczych na platformy cyfrowe i ochrony przed niepewnością związanych z automatyzacją i AI. Równocześnie ważne, by obchody były inkluzywne — pamiętać o kobietach, mniejszościach i wszystkich grupach, które walczyły o godną pracę i demokrację, oraz bronić tej pamięci przed upolitycznieniem na rzecz narodowych mitów. Dlatego popieram pomysł uczynienia 31 sierpnia dniem wolnym, ale tylko wtedy, gdy pójdzie za nim realna polityka społeczna: edukacja obywatelska, wsparcie dla organizacji pracowniczych i konkretne prawa poprawiające życie pracujących. To byłby prawdziwy hołd dla tamtych, którzy kładli „kamień węgielny” pod wolną Polskę.