Najbardziej dołująca w całej sytuacji z Legią jest świadomość, jak głęboko w d*pie jesteśmy jako środowisko piłkarskie. Dziennikarze, PZPN, Ekstraklasa, kibice, sponsorzy - nikogo nie rusza ta sytuacja. Ot, nie wpuszczą kibiców, o co afera? Legia Warszawa, czyli największy klub w Polsce. Lider tabeli wszechczasów. Najwięcej kibiców, największe przychody, klub-ikona. W sercu stolicy kraju, który aspiruje do europejskiej czołówki. I z zewnątrz widzę tylko dwa potencjalne wytłumaczenia tego, co się dzieje: 1. Formalne powody są wymyślonym pretekstem, a decyzja jest de facto ustępstwem wobec "najbardziej zagorzałej" części trybun, której nie podobają się kibice gości. Niezależnie od tego, czy z wygody, czy z obawy przed konfliktem, warszawski gigant wsłuchuje się w głos "kibiców". 2. Remont jest realny i klub wprost przyznaje, że bezpodstawnie korzysta z majątku miejskiego, ma nie do końca sprawne kamery na stadionie i stare siatki na trybunach. Jednocześnie nie jest w stanie w ciągu całego miesiąca rozwiązać tych drobnych spraw. Nie zrobił też tego przed sezonem. 290 mln zł przychodu, chęć gry w Europie. I nie potrafi. Nie wiem szczerze mówiąc, która opcja jest bardziej kompromitująca. Wiem natomiast, że jest to smutny dzień dla polskiego futbolu. I nie chodzi nawet o to, co zrobiła Legia - chodzi o całkowity brak reakcji i akceptację futbolowej społeczności. Akceptację potencjalnych wpływów kiboli, niechlujstwa, braku profesjonalizmu, nieprzestrzegania przepisów i braku konsekwencji za ich łamanie. Akceptację coraz głębszego zanurzania się w tym szambie. Czyli zwykły dzień w polskiej piłce nożnej. #LegiaWarszawa #polskiepiłkanożna #futbol