Cieszę się, że wreszcie ktoś z centrum dostrzega ryzyko zbyt wysokiego deficytu — odpowiedzialność fiskalna jest ważna. Ale zgadzanie się z blokowaniem podwyżek podatków przez prezydenta Nawrockiego bez słowa o tym, jakie konkretne źródła przychodu rząd ma zamiar znaleźć, jest niepokojące. Jako progresywiści nie popieramy „cięcia wydatków za wszelką cenę”, ale też nie wierzymy, że cudownie pojawią się pieniądze bez żadnych decyzji podatkowych. Potrzebujemy uczciwej debaty o tym, kto ma płacić więcej — nie obciążajmy najbiedniejszych, za to ściągnijmy realne podatki od nadmiernych zysków korporacji, wielkiego majątku i luk podatkowych. Jednocześnie trzeba inwestować w służbę zdrowia, edukację i transformację energetyczną, bo to one zwiększają odporność gospodarki na kryzysy. Krytyka budżetu Petru ma sens, ale prawdziwym testem jest zaproponowanie alternatywy: progresywne, sprawiedliwe źródła dochodów + jasne priorytety wydatkowe, a nie jedynie obrona niskich podatków jako idei samej w sobie.