BETA nonprofit public democratic european moderated

Akademia Prawdy

8 posts

Akademia Prawdy

Mentions and quotes
1 Followers

Godzilla w potrzasku W walce o odzyskanie Trybunału Konstytucyjnego dla Polaków dochodzimy właśnie do krytycznego momentu, w którym Bogdan Święczkowski przestanie pełnić obowiązki prezesa TK, a sam TK zacznie funkcjonować zgodnie z Konstytucją i ustawami regulującymi jego funkcjonowanie. Pseudoprawnik o pseudonimie „Godzilla” już wie, że przegrał, ale wciąż gra na zwłokę i pewnie liczy na jakiś cud lub inną sytuację nadzwyczajną. W ostatnich podrygach pokazuje po raz kolejny swoje braki w wiedzy prawniczej i całkowity brak poszanowania obowiązującego prawa. Znamiennym przykładem bezprawia są jego groźby skierowane w stosunku do trojga legalnie powołanych sędziów TK, których Karol Nawrocki raczył zaprosić do pałacu na uroczystość złożenia ślubowania wobec prezydenta. W czwartek 24 września 2026 na stronie internetowej TK pojawił się „Komunikat w sprawie wszczęcia postępowania wobec trojga sędziów Trybunału Konstytucyjnego”. Czytamy w nim, że „Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski, działając na wniosek jednego z sędziów, wszczął dzisiaj postępowanie mogące się zakończyć zarzutami dyscyplinarnymi wobec trojga sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Magdaleny Bentkowskiej, Dariusza Szostka oraz Sławomira Patyry.” Według tego komunikatu, postępowanie ma dotyczyć złożenia przez dwójkę sędziów zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie (popełnionym przez pracowników TK) oraz niewykonywania obowiązków sędziowskich. Z tekstu wynika, że Bogdan Święczkowski wydał prawomocny wyrok w sprawie dyrektorki kancelarii TK i komendanta Straży TK. Pamiętajmy, że dzień wcześniej Prokuratura Krajowa przedstawiła im zarzuty dotyczące bezprawnych działań wykonywanych na polecenie Bogdana Święczkowskiego. Oczywiście p.o. prezesa TK nie miał prawa samodzielnie orzec, że jego podwładni nie popełnili przestępstwa. Nie mówiąc o tym, że nie miał prawa orzekać we własnej sprawie. Na dzień dzisiejszy nie może być mowy o „zawiadomieniu o niepopełnionym przestępstwie”. Jeżeli chodzi o rzekome niewykonywanie obowiązków sędziowskich przez troje sędziów TK, to jest to oczywista manipulacja. Ci sędziowie pracują, analizują akta spraw, które im przydzielono, przygotowują projekty orzeczeń. Odmowa orzekania wynika wyłącznie z tego, że są istotne wątpliwości co do prawidłowości ustalania składów orzekających przez Bogdana Święczkowskiego. W tej chwili typowy, piątkowy skład to „murowana trójka” do której dobiera on dwóch sędziów jako dekorację. „Murowana trójka” to Święczkowski oraz dwóch jego ostatnich „żołnierzy”: Sochański i Piotrowicz. Na końcu komunikatu jest groźba: „Postępowanie to może zakończyć się najsurowszym orzeczeniem sądu dyscyplinarnego w postaci złożenia ww. sędziów TK z urzędu.” Ten komunikat na stronie TK to typowy fake-news, który oczywiście podchwyciła TV Republika i wiele poważnych mediów. Tymczasem: 1) Bogdan Święczkowski nie wszczął postępowania dyscyplinarnego, bo nie ma takich uprawnień. 2) W razie wszczęcia postępowania NIE MOŻE się ono zakończyć prawomocnym orzeczeniem z przyczyn formalnych, za które odpowiedzialność ponosi Bogdan Święczkowski. Opisany komunikat na stronie TK zasługuje przede wszystkim na wyśmianie za swoją niespójność i bezsensowność. Może też być powodem formułowania kolejnych zarzutów karnych w stosunku do Bogdana Święczkowskiego. Procedura odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest uregulowana przede wszystkim w art. 24–30 ustawy z 30 listopada 2016 o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Bogdan Święczkowski na samym początku złamał tę procedurę. Bo prezes TK nie wszczyna postępowania dyscyplinarnego, abstrahując od faktu, że Bogdan Święczkowski nie jest legalnym prezesem TK. Na podstawie art. 27 ust. 1 prezes TK w drodze losowania wyznacza sędziego TK na rzecznika dyscyplinarnego. I tu pojawia się problem, bo losować trzeba spośród wszystkich sędziów TK, z wyłączeniem sędziego, którego ma dotyczyć postępowanie. Wszystkich sędziów TK jest obecnie 15, przy czym jeden nie złożył jeszcze ślubowania wobec Karola Nawrockiego. To, że Bogdan Święczkowski nie uznaje czworga legalnie powołanych sędziów TK to przede wszystkim problem natury karnej dla niego samego. Jeżeli nie będzie losował rzecznika dyscyplinarnego spośród wszystkich sędziów TK, ten rzecznik nie będzie powołany legalnie. To dopiero rzecznik może wszcząć postępowanie dyscyplinarne lub wydać postanowienie o odmowie jego wszczęcia. Tytuł komunikatu TK zawiera więc fałszywą informację o wszczęciu postępowania. Rzecznik najpierw wstępnie wyjaśnia okoliczności sprawy. Ustala, czy faktycznie zachodzą znamiona przewinienia. Potem wysłuchuje sędziego, którego dotyczy zawiadomienie. Wynika to z art. 27 ust. 2. ustawy o statusie sędziego TK. Jeżeli rzecznik uzna, że istnieją podstawy do prowadzenia postępowania, wszczyna postępowanie dyscyplinarne i przedstawia sędziemu zarzuty na piśmie. Ten sędzia ma 14 dni na złożenie wyjaśnień i zgłoszenie wniosków dowodowych. Zgodnie z art. 25 ust. 1 ustawy, sądem dyscyplinarnym w TK jest sam TK: w I instancji – w składzie 3 sędziów TK, w II instancji – w składzie 5 sędziów TK. I tu widzimy kolejny ogromny problem dla Święczkowskiego, bo do wydania prawomocnego orzeczenia w sprawie dyscyplinarnej potrzeba 9 sędziów TK – jednego jako rzecznika dyscyplinarnego i ośmiu do składów dwóch instancji. Tymczasem Święczkowski uznaje tylko dziesięciu sędziów TK. W każdym z trzech postępowań jeden sędzia TK miałby być sądzony, drugi będzie oskarżał i jest potrzebnych jeszcze ośmiu do osądzenia. Oczywistym jest, że w każdym postępowaniu wyłączą się sędziowie objęci tymi samymi zarzutami. Święczkowskiemu brakuje więc co najmniej jednego sędziego, żeby można było zrealizować procedurę. Dodajmy jeszcze, że w swoich bezprawnych działaniach on może w tej chwili liczyć wyłącznie na siebie oraz starego komucha Stanisława Piotrowicza i swojego zastępcę Bartłomieja Sochańskiego. Kilku sędziów powołanych w czasach PiS nie ma zamiaru „umierać za Godzillę”, więc trudno zakładać, że będą chcieli karać kogoś za uczciwość tylko dlatego, że degenerat sobie tego życzy. Bogdan Święczkowski nigdy nie był wybitnym prawnikiem, ale niewątpliwie ma świadomość tego, że jego groźby w stosunku do legalnych sędziów TK są pozbawione prawnego sensu. Bo nie o sens tu chodzi, lecz o materiał propagandowy dla TV Republika. Szkoda, że nie widzą tego dziennikarze poważnych mediów przedstawiając komunikat Święczkowskiego jako coś śmiertelnie poważnego, gdy są to tylko ostatnie podrygi żałosnej postaci, która nigdy nie powinna trafić do TK, a tym bardziej nigdy nie powinna piastować funkcji prezesa TK. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: TK, Ustawa o statusie sędziego TK ilustracja: Bogdan Święczkowski u pana X - screen #TrybunałKonstytucyjny #Prawo #Polska

Rosyjski dron wali dwa kilometry od polskiej granicy. Pali lokomotywę pociągu. W danym momencie nie wiadomo gdzie jest minister Sikorski, tego dnia miał wracać z Kijowa do Polski, obok stoi albo właśnie odjeżdża skład z Borisem Johnsonem, Carlem Bildtem i europejskimi doradcami bezpieczeństwa. Ukraińcy mówią wprost: mogli celować w pociąg dyplomatyczny. Premier Tusk zwołuje odprawę w RCB i mówi, że eskalacja jest faktem, a gorszy wariant, uderzenie w nasze terytorium, nie jest już fantazją. Sikorski pisze „Putin eskaluje” i każe traktować to jako dowód, że bezpieczeństwo Polski i Ukrainy to jeden pakiet. Światowe agencje cytują polskiego premiera zerkając z niepokojem na naszą wschodnią granicę. A prezydent Rzeczypospolitej? Jest na dożynkach w Tryńczy. Wręcza nagrody za najładniejszy wieniec. Mówi, że będzie „konsekwentnie strażnikiem i rzecznikiem polskiej wsi”, bo „tutaj bije serce Polski”. Para prezydencka idzie do Gościńca Prezydenckiego. Kancelaria wrzuca zdjęcia wieńców, chleba i tradycji. Jedyny głos z Pałacu w sprawie ataku przy granicy NATO to zdanie rzecznika: prezydent „jest na bieżąco informowany” przez dyżurną służbę BBN. Nie „potępiam”. Nie „to eskalacja”. Nie „Polska nie milczy”. Nie zwołanie RBN. Nie jedno twarde zdanie zwierzchnika sił zbrojnych, które mogłoby pójść w świat obok Tuska i Sikorskiego. Informowany. Jak urzędnik, któremu ktoś wcisnął notatkę między mszą a konkursem wieńcowym. To nie jest detal protokołu. To jest portret prezydentury. Kiedy trzeba uderzyć w Ukrainę albo w Niemcy, Nawrocki potrafi znaleźć mikrofon. Kiedy trzeba zdjąć Zełenskiemu order, jest decyzja, jest komunikat, jest historia, jest „fakty nie podlegają negocjacjom”. Kiedy Rosja testuje, jak blisko Polski może spalić pociąg i stację benzynową, najwyższy urząd w państwie wybiera festyn i formułkę o byciu informowanym. Zwierzchnik sił zbrojnych w dniu, w którym drony odrzutowe pracują przy Dorohusku, nie jest zwierzchnikiem. Jest dekoracją. Strażnikiem wieńca. Rzecznikiem plonów. Prezydentem od tradycji, wet i wojen pamięci, nie od godziny, w której naprawdę waży się, czy Putin już puka, czy już wszedł na próg. Można lubić dożynki. Można szanować rolników. Nikt nie każe odwoływać święta plonów, bo spadł dron. Ale prezydent, który w takim dniu nie jest w stanie wydać nawet trzech twardych zdań o bezpieczeństwie granicy, a potem każe sobie przypisywać odpowiedzialność i strażnictwo, robi z urzędu pusty kostium. Bezpieczeństwo według Nawrockiego wygląda tak: głośno, gdy można kogoś rozliczyć z Wołynia. Cicho, gdy Rosja pali infrastrukturę przy polskim przejściu. Ambitnie na MSPO, gdy mówi się o dronach przyszłości. Nieobecnie, gdy te drony już lecą. Polska miała dziś prezydenta na scenie. Nie miała prezydenta w sprawie. I to jest cała różnica między „jestem informowany” a sprawowaniem urzędu. I ani Nawrockiego, ani jego kancelarii nie usprawiedliwia fakt, że potrafią tylko wiochę robić. autor: @Pieter111120 dla @AkademiaPrawdy źródła: https://t.co/Izdu20UFLh https://t.co/MitMqXyFAq https://t.co/CfzjgbIvnf https://t.co/Rop5DdjCGo #Polska #Bezpieczeństwo #Ukraina

Kariera Michała Sopińskiego i trzy lata żenującej walki o stanowisko W czwartek 10 września 2026 byliśmy świadkami ostatecznego końca rektorskiej kariery Michała Sopińskiego. Od młodego prawnika Suwerennej Polski do żałosnej próby uniknięcia odwołania ze stanowiska. 10 września był dniem wielkiej kompromitacji pseudoeksperta w zakresie prawa, transmitowanej na żywo przez pisowskie ramię medialne TV Republika. Michał Sopiński urodził się 9 kwietnia 1993, miał niespełna 30 lat, gdy w marcu 2023 został rektorem-komendantem Szkoły Wyższej Wymiaru Sprawiedliwości. To był taki typowy w ekipie Ziobry „młody i zdolny prawnik”. Zdolny do wszystkiego, o co prosił Ziobro. Rok później zaczęły się próby odwołania go z funkcji rektora. Ostatecznie 9 września 2026 minister sprawiedliwości Waldemar Żurek utrzymał w mocy decyzję o usunięciu go ze stanowiska, do którego najwyraźniej nie dorósł. Sopiński zapowiada dalszą walkę. Sopiński jest prawnikiem i doktorem nauk prawnych. Studiował prawo oraz filologię francuską na Uniwersytecie Warszawskim, a także prawo na Uniwersytecie Paris-Descartes i Uniwersytecie w Poitiers. Według biogramu Akademii Wymiaru Sprawiedliwości jego zainteresowania naukowe obejmują między innymi konstytucjonalizm, teorię prawa, prawa człowieka i filozofię prawa. Był również Visiting Research Fellow na Princeton University. Równolegle do kariery akademickiej angażował się politycznie. W 2023 media lokalne opisywały go jako pełnomocnika Suwerennej Polski w okręgu kaliskim. Jeszcze przed objęciem funkcji rektora był prorektorem ds. rozwoju Szkoły Wyższej Wymiaru Sprawiedliwości. Do dziś prowadzi agresywną agitację polityczną na swoim profilu na X jako Michał Sopiński (@michalsopinski) oraz jeszcze agresywniejszą propagandę polityczną na prowadzonym przez siebie drugim koncie Kryspin (@KryspinTed). 24 marca 2023 Senat uczelni wybrał go na rektora-komendanta. Kilka miesięcy później, na podstawie specjalnych przepisów związanych ze zmianą nazwy uczelni na Akademię Wymiaru Sprawiedliwości, ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powołał go na pięcioletnią kadencję rozpoczynającą się 1 września 2023. AWS była dawniej Centralnym Ośrodkiem Szkolenia Służby Więziennej. Zbigniew Ziobro postanowił powiększyć zaplecze kadrowe obozu Suwerennej Polski, więc stworzył swoją własną uczelnię, ze swoim zaufanym rektorem. Uczelnia jednak nadal kształciła i kształci oficerów Służby Więziennej. Poprzednikiem Sopińskiego na stanowisku rektora był Marcin Strzelec. Pisaliśmy o nim: https://t.co/DdDgi2vIB6 Problemy Sopińskiego z nową władzą zaczęły się długo przed formalną decyzją o odwołaniu. Szczególne emocje wywołał jego wpis z maja 2023 dotyczący historyków Jana Grabowskiego i Barbary Engelking. Ministerstwo Sprawiedliwości uznało później, że wpis przekraczał granice swobody wypowiedzi i zawierał wezwania do upokorzenia oraz przemocy. Wśród sformułowań użytych przez Sopińskiego znalazło się wezwanie do „golenia głów”. Sam Sopiński tłumaczył później, że była to prowokacja i metafora. Kontrowersyjny wpis został usunięty. Nie był to jednak jedyny powód konfliktu. Ministerstwo zarzucało rektorowi także systematyczne angażowanie się w bieżącą politykę i otwarte wspieranie Suwerennej Polski. Maj 2024: pierwsza próba usunięcia Sopińskiego 20 maja 2024 ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar polecił rzecznikowi dyscyplinarnemu przy ministrze nauki rozpoczęcie sprawy dyscyplinarnej przeciwko Sopińskiemu. Resort wskazywał na aktywność polityczną rektora w mediach społecznościowych oraz kontrowersyjny wpis dotyczący Grabowskiego i Engelking. W grudniu 2024 Rzecznik Dyscyplinarny przy Ministrze Nauki wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie możliwego naruszenia obowiązków i uchybienia godności nauczyciela akademickiego. Ministerstwo powtórzyło zarzuty dotyczące działalności politycznej oraz wpisów w mediach społecznościowych. Sopiński zakwestionował procedurę i sposób jej uruchomienia. Honorowe odejście nie mieści się w jego naturze. Równolegle resort Adama Bodnara próbował rozwiązać problem inaczej, a mianowicie przez zmianę ustawy dotyczącej uczelni. Ministerstwo chciało zastąpić Akademię Wymiaru Sprawiedliwości inną szkołą podporządkowaną w większym stopniu strukturze Służby Więziennej. Wprowadzenie nowych rozwiązań oznaczałoby wygaśnięcie kadencji rektora. To rozwiązanie przeszło przez parlament, ale w sierpniu 2025 zostało zawetowane przez Andrzeja Dudę. Sopiński ogłosił wtedy zwycięstwo. „Dziękuję wszystkim, którzy pomogli w naszej walce o autonomię Akademii Wymiaru Sprawiedliwości!” – napisał na X, opisując ostatnie miesiące jako „największą próbę w całym dotychczasowym życiu” i swój „prywatny Everest”. Weto oznaczało, że Sopiński zachował stanowisko na pewien czas. Marzec 2026: Minister Waldemar Żurek uruchamia procedurę odwoławczą Kolejny etap rozpoczął się w marcu 2026. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek wszczął z urzędu postępowanie administracyjne w sprawie odwołania Sopińskiego z funkcji rektora-komendanta. Tym razem resort sięgnął po kompetencję ministra nadzorującego uczelnię, przewidzianą w Prawie o szkolnictwie wyższym i nauce. Ministerstwo oparło sprawę przede wszystkim na trzech grupach zarzutów: 1) nieprawidłowości w postępowaniach doktorskich, które miały charakter prawny, a nie jedynie techniczny; 2) demonstracyjna aktywność polityczna Sopińskiego; 3) działania dotyczące aplikacji kuratorskiej, które mogły zagrozić prawidłowej realizacji zadań publicznych uczelni. 28 maja: pierwsza decyzja ministra ministra Żurka Po przeprowadzeniu postępowania i uzyskaniu pozytywnych opinii Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Waldemar Żurek 28 maja wydał decyzję o odwołaniu Sopińskiego. Resort poinformował o niej publicznie 29 maja. Waldemar Żurek napisał wtedy na X: „Michał Sopiński definitywnie przestaje pełnić funkcję Rektora-Komendanta”. Dodał, że życzy Sopińskiemu powodzenia „w dalszej karierze politycznej”. Sopiński odpowiedział niemal natychmiast. Twierdził, że decyzja nie została mu skutecznie doręczona i że minister nie mógł go odwołać ze względu na zabezpieczenie wydane dzień wcześniej przez Trybunał Konstytucyjny. Sztuczki z odmową przyjęcia pisma z Ministerstwa stały się nowym znakiem rozpoznawczym Sopińskiego. Faktem jest, że 27 maja 2026 zespół przyjaciela Ziobry Bogdana Święczkowskiego, posługujący się nazwą „Trybunał Konstytucyjny”, wydał „postanowienie” nakazujące ministrowi powstrzymanie się od działań zmierzających do zawieszenia lub odwołania Sopińskiego oraz zawieszenie postępowań administracyjnych w tej sprawie. Oczywiście prawdziwy Trybunał Konstytucyjny nie mógłby zająć się taką sprawą, bo nie mieści się ona w zakresie jego kompetencji. 15 czerwca 2026 Sopiński odebrał decyzję administracyjną. 17 czerwca złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na decyzję ministra, wraz z wnioskiem o wstrzymanie jej wykonania. Według jego własnej relacji decyzję zaskarżył w całości i wskazał aż 22 potencjalne naruszenia prawa. 4 sierpnia 2026 Sopiński złożył wniosek do Ministra Sprawiedliwości o ponowne rozpatrzenie sprawy. Argumentował, że w związku z tym decyzja z 28 maja nie jest jeszcze ostateczna i wykonalna. W sierpniu konflikt przeniósł się również na platformę X. Sopiński komentował wypowiedzi Żurka. Twierdził, że działania przeciwko niemu mają charakter polityczny. Według Sopińskiego jego konflikt z obecną władzą nie rozpoczął się od zarzutów dotyczących zarządzania uczelnią, lecz od jego publicznych wypowiedzi w sporach o praworządność. 9 września 2026 Waldemar Żurek po ponownym rozpatrzeniu sprawy utrzymał w mocy decyzję o odwołaniu Sopińskiego. Ministerstwo poinformowało, że ponownie przeanalizowało materiał dowodowy, wyjaśnienia i zarzuty przedstawione przez Sopińskiego i ponownie uznało, że zachodzą ustawowe przesłanki do odwołania. Decyzja jest ostateczna w administracyjnym toku postępowania. W czwartek 10 września 2026 Waldemar Żurek napisał na X: „Moja decyzja jest ostateczna i wykonalna z chwilą podpisania.” Dodał, że nie ma zgody na „partyjną agitację” na stanowisku rektora uczelni kształcącej funkcjonariuszy Służby Więziennej. Obowiązki rektora-komendanta przejął dr hab. Sławomir Cudak, prof. AWS. Sopiński nie uznał jednak sprawy za zakończoną. 10 września odpowiedział na X: „Decyzje administracyjne są ostateczne z chwilą doręczenia stronie. Nie z chwilą podpisu.” I dodał: „Żurek znów łamie prawo.” Medialne ramię PiS TV Republika transmitowało żenujący spektakl, w którym Sopiński bronił się przed odebraniem decyzji o ostatecznym odwołaniu ze stanowiska rektora AWS. Kształcenie oficerów Służby Więziennej to poważna sprawa, zdecydowanie zbyt poważna jak na niedojrzałego, pyszałkowatego pajaca, jakim jest niewątpliwie Michał Sopiński. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: Ministerstwo Sprawiedliwości, OKOpress, Wyborcza, X ilustracja: Michał Sopiński - screen #MichałSopiński #Prawo #Polityka

TOP 10 największych kłamstw Bartosza Lewandowskiego Adwokat Bartosz Lewandowski jest niewątpliwie nieodłącznym elementem pisowskiego układu w polskim wymiarze sprawiedliwości. Ostatnio dostał darmowy czas reklamowy w większości mediów na chwalenie się kolejnym kontrowersyjnym działaniem. Zapowiedział, że złoży do sądu wniosek o wezwanie Premiera Donalda Tuska jako świadka na okoliczność, że jego klient Marcin Romanowski przebywa w Naddniestrzu. Wcześniej Premier przekazał dziennikarzom, że służby zaprzyjaźnionego państwa potwierdziły, że na 99% Marcin Romanowski przebywa w Naddniestrzu. Teza Bartosza Lewandowskiego, w tłumaczeniu na prosty język, brzmi: „skoro zbiegły przestępca uciekł poza obszar Unii Europejskiej, to należy zaprzestać jego ścigania”. Innymi słowy żąda nagrody dla swojego klienta za udaną ucieczkę przed polskim wymiarem sprawiedliwości. To nie jest pierwszy przypadek, gdy Bartosz Lewandowski manipuluje i wprowadza w błąd opinię publiczną. Wielokrotnie w przeszłości przekraczał granice określone w Kodeksie Etyki Adwokackiej oraz w przepisach Kodeksu Karnego. Wciąż pozostaje bezkarny. Pamiętajmy, że on nie ma prawa pomagać przestępcom w organizowaniu ucieczek z Polski, ani pomagać im na różne sposoby, gdy są już zbiegami przebywającymi za granicą. Zrobiliśmy subiektywne zestawienie dziesięciu największych kłamstw tego adwokata, jako pełnomocnika Marcina Romanowskiego. Z ostrożności procesowej wyjaśniamy, że chodzi o jego najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi, które nie miały pełnego potwierdzenia w stanie faktycznym i przepisach prawa. Słowo „kłamstwo” to swego rodzaju skrót myślowy. 1. „Wyjazd Romanowskiego na Węgry był związany z działalnością naukową”, Romanowski „nie uciekł” 7 października 2024 Lewandowski tłumaczył pobyt Romanowskiego na Węgrzech wcześniej zaplanowaną „działalnością naukową” i twierdził, że wyjazd nie był związany z tokiem postępowania. Kilka tygodni później Romanowski nie przebywał już po prostu na zagranicznym wyjeździe, został objęty poszukiwaniami, prokuratura skierowała wniosek o Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) a w grudniu 2024 Węgry udzieliły mu ochrony międzynarodowej. W 2026 sąd wydał kolejny ENA, wskazując na aktualność przesłanek zatrzymania. Narracja Lewandowskego bardzo szybko zderzyła się z rzeczywistością procesową. 2. „Romanowski nie może być ponownie zatrzymany” Po decyzji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z października 2024 Lewandowski stanowczo twierdził, że ponowne zatrzymanie Marcina Romanowskiego pod tymi samymi zarzutami jest niedopuszczalne. Nie była to oczywista konsekwencja prawna. Prawdziwe autorytety prawnicze oceniały sytuację w inny sposób - immunitet nie oznaczał, że po jego ustaniu nie można ponownie prowadzić postępowania i przedstawiać tych samych zarzutów. Być może bardzo mocna teza prawna Lewandowskiego, nie była kłamstwem, lecz przedstawianie bardzo spornej interpretacji jako pewnika było co najmniej nieuczciwe. 3. Romanowski „przeszedł bardzo poważną operację” Chodziło o grudzień 2024, konkretnie o sprawę niestawiennictwa Marcina Romanowskiego na posiedzeniu aresztowym 9 grudnia 2024. Rano Lewandowski poinformował, że Romanowski „przeszedł bardzo poważną operację” i przedłożył sądowi dokumentację lekarską. Po wyjściu z sądu powiedział znacznie mocniej, że Romanowski miał „bardzo poważne powikłania zagrażające nawet życiu” oraz że doznał istotnego krwotoku, który sprowadził stan zagrażający życiu. W kolejnych dniach Lewandowski podtrzymywał tę wersję. 19 grudnia 2024 nadal twierdził, że informacja o zagrożeniu życia była „absolutną prawdą” i że Romanowski korzysta z pomocy medycznej w związku z operacją. Kilka dni później okazało się, że 4 grudnia 2024 Marcin Romanowski przeszedł planowany wcześniej zabieg korekty przegrody nosowej. Nie była to w żadnym wypadku operacja ratująca życie. Bartosz Lewandowski nie mówił prawdy. 4. „Postępowanie nie może być dalej prowadzone. Musi być umorzone” Chodzi o wypowiedź Lewandowskiego z 2 października 2024, po decyzji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o uchyleniu Romanowskiemu immunitetu. Pamiętajmy, że Romanowski został zatrzymany i przedstawiono mu zarzuty w lipcu 2024. Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił zastosowania wobec niego aresztu, uznając, że przysługiwał mu immunitet ZPRE. Lewandowski argumentował, że po późniejszym uchyleniu immunitetu nie można już naprawić wcześniejszej wadliwej czynności przedstawienia zarzutów, lecz całe postępowanie przeciwko Romanowskiemu powinno zostać umorzone. Prokuratura nie umorzyła postępowania, tylko kontynuowała sprawę po uchyleniu immunitetu. Lewandowski zastosował bardzo kategoryczną interpretację skutków orzeczenia sądu, do czego nie miał żadnych uprawnień. 5. „Mamy do czynienia z prawomocnym orzeczeniem, które potwierdza bezprawność pozbawienia wolności” Lewandowski po decyzji Sądu Okręgowego mówił, że orzeczenie potwierdza bezprawność pozbawienia wolności Romanowskiego. Sąd rzeczywiście utrzymał odmowę aresztowania, ale sednem rozstrzygnięcia był immunitet ZPRE. Z tego nie wynikało automatycznie, że każde wcześniejsze działanie organów było bezprawne w każdym znaczeniu, ani tym bardziej że cała sprawa karna była pozbawiona podstaw. To było retoryczne rozszerzenie zakresu orzeczenia. 6. „Zarzuty są jedynie hipotezą” W grudniu 2024 Lewandowski mówił, że zarzuty wobec Romanowskiego są „jedynie hipotezą”, ponieważ nie zostały potwierdzone prawomocnym wyrokiem. To jedna z ulubionych sztuczek erystycznych stosowanych przez nieuczciwych adwokatów. Twierdzą oni, że nie wolno mówić o przestępstwach ich klientów (nawet przed sądem), bo nie zostali oni prawomocnie skazani. Ten bardzo pokrętny przekaz ma dotrzeć do opinii publicznej i do potencjalnych świadków. Formalnie oskarżony/podejrzany rzeczywiście korzysta z domniemania niewinności. Ale tu odbiorca ma odnieść wrażenie, że skoro nie ma wyroku, to nie istnieje materiał dowodowy uzasadniający podejrzenia. Prokuratura wskazywała na zeznania świadków, wyjaśnienia współsprawców, dokumentację i zabezpieczone nośniki danych jako podstawę zarzutów. 7. „Prokuratura nagle dokleiła dodatkowy zarzut” W październiku 2024 Lewandowski mówił, że prokuratura „dokleiła sobie” dodatkowy zarzut przywłaszczenia mienia o wartości ponad 30 mln zł. Samo rozszerzenie lub zmiana zarzutów w toku postępowania nie jest jednak czymś nadzwyczajnym. Aby określenie „dokleiła” było opisem faktu, trzeba byłoby wykazać, że zarzut został dodany bez podstawy prawnej lub procesowej. Lewandowski zastosował politycznie i medialnie sugestywną retorykę, zamiast rzetelnej informacji. 8. „Immunitet oznaczał konieczność natychmiastowego wypuszczenia Romanowskiego” W lipcu 2024 Lewandowski informował, że przewodniczący ZPRE uznaje, iż Romanowski jest objęty immunitetem i powinien być natychmiast wypuszczony. Sąd rzeczywiście odmówił wówczas zastosowania aresztu, powołując się na immunitet. To jednak nie oznaczało końca sprawy. W październiku ZPRE formalnie uchyliło immunitet, umożliwiając prokuraturze dalsze czynności. Trafna część argumentacji została przedstawiona tak, jakby definitywnie zamykała sprawę. 9. Narracja, że kolejne decyzje sądowe „masakrują” prokuraturę i dowodzą politycznego sterowania Była to prywatna interpretacja przedstawiana w sposób bardzo kategoryczny. Po uchyleniu pierwszego ENA w grudniu 2025 Lewandowski przedstawiał decyzję Sądu Okręgowego jako druzgocącą dla Prokuratury Krajowej i wskazującą na polityczny wpływ na śledztwo. Problem w tym, że uchylenie ENA nie jest równoznaczne z prawomocnym stwierdzeniem, że całe śledztwo było politycznie sterowane. Co więcej, w lutym 2026 wydano nowy ENA, a sąd uznał, że nadal istnieją przesłanki zatrzymania Romanowskiego. 10. Zarzut „ręcznego wyznaczenia” sędzi Izabeli Ledzion To był poważny zarzut wymagający dowodów, których Lewandowski nigdy nie przedstawił. W styczniu 2026 Lewandowski zakwestionował wyznaczenie sędzi Izabeli Ledzion do ponownego rozpoznania wniosku o ENA i argumentował, że została wyznaczona „z pominięciem losowania”. Był to dość typowy dla Lewandowskiego mocny zarzut przedstawiony opinii publicznej bez wykazania jego zasadności. Sporo tych kłamstw i manipulacji jak na jednego adwokata, a w zasadzie jak na tylko jednego klienta tego adwokata. Pamiętajmy, że jest to adwokat polecany przez ambasadę Federacji Rosyjskiej. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: Rzeczpospolita, Wyborcza, OKOpress, Do Rzeczy, TVN 24,TVP info ilustracja: Marcin Romanowski i Bartosz Lewandowski – foto Do Rzeczy #prawodawstwo #adwokat #Polska

Sprawa Lucyny P. To zadziwiające, że pomimo ogromnych nacisków wyborców koalicji 15X w kwestii rozliczania pisowskiego złodziejstwa, wiele sukcesów prokuratury pozostaje bez echa. Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Przemyślu wydał nieprawomocny wyrok na Lucynę P., byłą wicewojewodę podkarpacką. Niewiele jest o tym w mediach tzw. głównego nurtu. Jako Lucyna P. pojawiła się w mediach na początku lutego 2024. To wtedy Prokuratura przedstawiła jej 10 zarzutów. Chodziło o przywłaszczeniem pieniędzy w kwocie ok. 700 tys. zł, a także o składanie fałszywych oświadczeń majątkowych oraz posługiwanie się nierzetelnymi dokumentami przy ubieganiu się o dofinansowanie. Wtedy Lucyna P. nie przyznała się do zarzutów. Zastosowano wobec niej wolnościowe środki zapobiegawcze: 30 tys. zł poręczenia majątkowego, dozór policji i zakaz kontaktowania się ze świadkami. 14 sierpnia 2026 Sąd Okręgowy w Przemyślu skazał ją na: 2 lata pozbawienia wolności, 30 tys. zł grzywny, obowiązek naprawienia szkody w wysokości 35 tys. zł na rzecz jednej z pokrzywdzonych instytucji, 5-letni zakaz zajmowania stanowisk związanych z zarządzaniem lub nadzorem w fundacjach, stowarzyszeniach i organizacjach pozarządowych. W tej samej sprawie skazany został również jej mąż, Lech P., który otrzymał karę grzywny za jeden zarzut dotyczący wspólnego działania z żoną. Poniżej syntetyczna informacja na temat 10 zarzutów: 1) 2014–2020 przywłaszczenie ok. 680 tys. zł ze środków stowarzyszenia i przedszkola. Według prokuratury Lucyna P., wykorzystując uprawnienia do dysponowania rachunkami Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Archidiecezji Przemyskiej oraz przedszkola „Mały Nazaret”, przywłaszczyła łącznie około 680 tys. zł. Pieniądze miały zostać wydane na cele prywatne, niezwiązane z działalnością tych instytucji. Prokuratura nie ujawniała szczegółowo, na co dokładnie zostały przeznaczone wypłaty. Media pisały jedynie o „celach prywatnych”. 2) W maju 2016 Lucyna P. wystąpiła w SKOK o pożyczkę w wysokości 18,5 tys. zł. We wniosku nie wykazała zobowiązań wobec innych instytucji finansowych. To był jeden z zarzutów dotyczących podawania nieprawdziwych informacji przy ubieganiu się o finansowanie. 3) Kwiecień 2017 - nieprawdziwe oświadczenie majątkowe jako przewodnicząca Rady Miejskiej w Przemyślu 4) 2017–2019 - nierzetelne dokumenty przy uzyskaniu 175 tys. zł dofinansowania dla przedszkola. To drugi duży wątek finansowy. Jako prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Lucyna P. miała – według prokuratury – złożyć nierzetelne dokumenty/oświadczenia w celu uzyskania 175 tys. zł publicznego dofinansowania na działalność przedszkola. 5) Grudzień 2017 - wniosek o kredyt ~107 tys. zł z niepełną informacją o zobowiązaniach (kredytu nie otrzymała). 6) 2018 - nieprawdziwe oświadczenie majątkowe – zawyżenie oszczędności. 7) Listopad 2018 - nierzetelne zaświadczenie przy kolejnym wniosku kredytowym – zaniżenie liczby kredytów. 8) 2019 - nieprawdziwe/zatajające informacje oświadczenie majątkowe. 9 i 10) 2020 - nieprawdziwe oświadczenia majątkowe. Przed lutym 2024 sporo było w lokalnych mediach o Lucynie Podhalicz. Urodziła się 25 listopada 1965 w Nowej Sarzynie, studiowała na Uniwersytecie Rzeszowskim. Została działaczką PiS i jednocześnie dyrektorką biura poselskiego Marka Kuchcińskiego. W latach 2006-2010 i 2014-2018 była wybierana z list PiS na radną w Przemyślu. W drugiej kadencji była nawet wiceprzewodniczącą i przewodniczącą rady miejskiej. W latach 2012-2013 pracowała jako dyrektorka Niepublicznego Przedszkola "Mały Nazaret", założonego przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Archidiecezji Przemyskiej. Była w zarządzie tego stowarzyszenia od 2011 do 2021, przy tym przez ostatni rok jako prezes zarządu głównego. Obejmowała kolejne funkcje stanowiące z reguły nagrodę za polityczną aktywność. Była dyrektorem Obwodu Lecznictwa Kolejowego SP ZOZ w Przemyślu, zastępcą dyrektora ds. organizacji lecznictwa otwartego i rozwoju Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio w Przemyślu. W lutym 2018 objęła stanowisko wicewojewody podkarpackiego. Gdy w 2019 Ewa Leniart została wybrana do Sejmu, Lucyna Podhalicz przejęła na krótko obowiązki wojewody. Wykonywała je do stycznia 2020, gdy Ewa Leniart wróciła na stanowisko wojewody. W tym samym miesiącu Lucyna Podhalicz odeszła ze stanowiska wicewojewody. W czerwcu 2020 została wiceprezesem zarządu spółki PGNiG Technologie z siedzibą w Krośnie. Uchwałą z 2 grudnia 2022 została odwołana z funkcji. Po kilku miesiącach 26 kwietnia 2023 wykreślono ją z KRS. Mogło mieć to związek z toczącym się śledztwem. W powszechnie dostępnych źródłach nie ma informacji czym zajmowała się po odwołaniu z zarządu PGNiG Technologie. W sprawie Lucyny P. w zasadzie nie chodzi o typową złodziejską aferę PiS, lecz o złodziejską działalność prominentnej działaczki PiS. Jej koledzy z PiS milczą. Pewnie mają nadzieję, że sprawa zostanie zapomniana, a w razie czego postarają się o jakieś ułaskawienie. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: PAP, Wyborcza, Polskie Radio Rzeszów, Rzeszów News, Kurier Rzeszowski ilustracja: Lucyna Podhalicz - Wikimedia commons #LucynaP #Polska #Korupcja

Adrian Klarenbach i jego MBA z Collegium Humanum W TV Republika znowu poruszenie, bo Wyborcza przypomina sprawę lewych dyplomów MBA, które „gwiazdor” tej stacji załatwił sobie w Collegium Humanum. Tekst red. Marcina Rybaka z 8 czerwca 2026 przybliża sprawę, o której wcześniej było już głośno, jednak teraz jesteśmy już na etapie wniesienia przez prokuraturę do sądu aktu oskarżenia. Dotyczy on wielu osób, w tym Adriana Klarenbacha i jego żony Lucyny Klein-Klarenbach. Adrianowi Klarenbachowi zarzucono trzy czyny: - nakłanianie rektora Collegium Humanum do wystawienia żonie dyplomu MBA bez odbycia studiów, - pomoc w przygotowaniu dyplomu MBA dla siebie, - nakłanianie rektora do załatwienia dyplomu licencjackiego dla znajomego z pominięciem normalnego toku studiów. Żonie, czyli Lucynie Klein-Klarenbach stawiane są dwa zarzuty: - pomoc w uzyskaniu nielegalnie wystawionego dyplomu MBA, - dwukrotne posłużenie się tym dyplomem jako autentycznym, między innymi przy obejmowaniu stanowiska w radzie nadzorczej państwowej spółki. O dyplomach Adriana Klarenbacha usłyszeliśmy rok temu. To wtedy aktualny gwiazdor TV Republika i były czołowy propagandysta pisowskiej TVP został wezwany do prokuratury w charakterze podejrzanego. Prokurator przesłuchał go i zwolnił do domu po wpłaceniu kaucji. TV Republika wydała rozpaczliwy komunikat. Dyrektor programowy Michał Rachoń poinformował na antenie, że szef wydawców Jarosław Olechowski wpłacił kaucję za Adriana Klarenbacha, „którego nęka bodnarowska prokuratura”. Rachoń dodał jeszcze „nie zostawiamy swoich". Zapomnieli wtedy wspomnieć, że śledztwo w sprawie wydawania lewych dyplomów przez Collegium Humanum zaczęło się w czasach Ziobry. CBA wkroczyło do tej „uczelni” na polecenie ziobrowej prokuratury i było to we wrześniu 2022. To wtedy zabezpieczono mnóstwo dokumentów i potem je sprawdzano. W wątku dotyczącym Adriana Klarenbacha znaleziono między innymi: dokumenty rekrutacyjne Klarenbacha, przygotowany do wydruku dyplom MBA na jego nazwisko, korespondencję mailową sugerującą, że uczelnia traktowała go jako absolwenta, zeznania byłego rektora Pawła Cz. oraz pośrednika Józefa H., którzy twierdzą, że Klarenbachowie mieli otrzymać dyplomy bez normalnego studiowania. W przypadku Lucyny Klein-Klarenbach prokuratura wskazuje na: bardzo krótki okres między przyjęciem na studia a uzyskaniem dyplomu, nieprawidłowości dotyczące testu końcowego, brak typowej dokumentacji przebiegu studiów. Trudno się dziwić, że Adrian Klarenbach nie przyznaje się do winy. Do obrony wykorzystuje nie tylko swoje konto na X, ale także antenę TV Republika. Ma też wsparcie ze strony partyjnych kolegów. Tu trzeba wspomnieć, że jego żona kandydowała z list PiS na radną w Warszawie. On sam też by pewnie kandydował, gdyby nie miał pracy w medialnej przybudówce PiS. Wyborcza zapowiedziała w niedzielę tekst, który ukazał się w poniedziałek rano we wrocławskim wydaniu. Pomimo tego, że ten tekst nie był jeszcze znany, już w niedzielę poseł Mariusz Gosek stanął na X w obronie swojego ulubionego mediaworkera między innymi grożąc: „Jutro składam zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w sprawie przecieku z postępowania do gazety wyborczej. Zarzuty względem Redaktora @Aklarenbach są idiotyczne i zostaną zmiecione w pył.” Na co mu rozsądnie odpowiedział red. Bartosz Wieliński „Panie pośle, ale tekst o zarzutach dopiero opublikujemy jutro…”. Jak widać poseł Gosek nie chciał czekać do jutra. Pomimo niedzieli zrobił nawet grafikę na której umieścił siebie obok pana Klarenbacha, dodając hashtag „MuremZaKlarenbachem”. Sam Klarenbach natychmiast, jeszcze w niedzielę, podał dalej wpis Goska, choć on przecież też nie mógł wiedzieć co ukaże się w Wyborczej. Jego linia obrony sprowadza się do zaprzeczania i manipulowania. Twierdzi, że: nie posiadał i nie odbierał dyplomu MBA, nie studiował w Collegium Humanum, dokumenty rekrutacyjne wypełnił na prośbę rektora „dla statystyk”, w sprawie znajomego jedynie pomagał mu wrócić na studia, a nie uzyskać fikcyjny dyplom. Z kolei jego żona Lucyna Klein-Klarenbach utrzymuje, że: rzeczywiście studiowała w trybie indywidualnym, otrzymywała materiały do nauki od księdza współpracującego z uczelnią (który niestety zmarł), zdała egzamin końcowy i legalnie uzyskała dyplom. Reasumując, śledztwo nie zostało rozpoczęte przez obecną prokuraturę po zmianie władzy, lecz jeszcze za rządów PiS, gdy działania w Collegium Humanum prowadziły CBA i prokuratura podległa Zbigniewowi Ziobrze. Nie może tu być mowy o politycznym „nękaniu” przez obecną władzę. Klarenbachowie zostali faktycznie objęci aktem oskarżenia. Oboje nie przyznają się do winy. W śledztwie zgromadzono dokumenty, e-maile i zeznania świadków świadczące przeciwko Klarenbachom. Ostateczne rozstrzygnięcie należy do sądu. Klarenbach powinien powstrzymać się od wykorzystywania propagandowej machiny PiS w swojej prywatnej sprawie, choć trudno uwierzyć, żeby takie apele do niego trafiały. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: Wyborcza, ONET, X ilustracja: fot. Piotr Hukalo/East News #MBA #CollegiumHumanum #polska

Immunitet Patryka Jakiego W dniu 2 czerwca 2026 Prokuratura poinformowała o wniosku do Parlamentu Europejskiego o uchylenie immunitetu Patryka Jakiego. Wywołało to burzę w mediach. Sam Patryk Jaki kpił z działań prokuratorów. Jego zwolennicy także naśmiewali się, twierdząc, że zarzuty są kuriozalne. Tymczasem sprawa, za którą ma odpowiadać europoseł Patryk Jaki jest bardzo poważna i jest tylko jednym z wielu elementów patologii w więziennictwa, w okresie nadzorowania przez niego tej sfery. Patryk Jaki nadzorował więziennictwo praktycznie przez cały okres swojej pracy jako sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości – od objęcia funkcji po wyborach parlamentarnych w 2015 do odejścia do Parlamentu Europejskiego w 2019. W komunikacie Prokuratora Generalnego z 2 czerwca 2026 czytamy, że zarzuty dotyczą „bezpodstawnych i bezprawnych decyzji personalnych dotyczących funkcjonariusza Służby Więziennej, obejmujących jego delegowanie, przeniesienie z urzędu, oddelegowanie oraz odwołanie z oddelegowania, służących wyłącznie jego mianowaniu na stanowisko Zastępcy Dyrektora Biura Informatyki i Łączności Centralnego Zarządu Służby Więziennej.” Sprawę funkcjonariusza, który był uznawany za prawą rękę Patryka Jakiego, opisywano już w roku 2019. ONET opublikował 13 marca 2019 tekst „Dziwne interesy prawej ręki Patryka Jakiego”. Autorami byli Mateusz Baczyński i Marcin Wyrwał. Ten tekst spowodował nagłośnienie sprawy, ale nie doprowadził do jej wyjaśnienia, bo Prokuratura znajdowała się wtedy w rękach kolegów Jakiego i nie było szans na prowadzenie rzetelnego śledztwa przeciwko Jakiemu i jego protegowanym. Artykuł opisuje liczne kontrowersje wokół Marcina Strzelca, wieloletniego funkcjonariusza Służby Więziennej, który w latach 2017–2019 szybko awansował na wysokie stanowiska dzięki decyzjom Patryka Jakiego. Opisano konflikt interesów i podejrzane zamówienia, mobbing, oskarżenie o molestowanie seksualne, prywatną działalność przy użyciu zasobów państwowych, usuwanie danych z komputera przed kontrolą. Był nawet wątek bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc, dziennikarze opisali jak pan Marcin Strzelec robił co chciał w Centralnym Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej (COSSW), gdzie pracował od roku 2003, czyli od początku swojej kariery w więziennictwie. Niestety okazało się, że konsekwencje z tytułu bezprawnych działań Marcina Strzelca ponieśli wyłącznie sygnaliści pracujący w COSSW. W 2017 wobec Strzelca toczyło się postępowanie dyscyplinarne zakończone naganą. Patryk Jaki, jako wiceminister sprawiedliwości nadzorujący więziennictwo, uchylił tę karę, pomimo tego, że ukarany przyznał się do niektórych zarzutów. Marcin Strzelec początkowo pracował w COSSW jako informatyk, ale po pewnym czasie został kierownikiem Zakładu Technologii Informatycznych i Edukacyjnych. Dysponował ogromnymi środkami pochodzącymi między innymi z Funduszy Norweskich na specjalistyczne szkolenia pracowników więziennictwa. Te pieniądze były liczone w milionach złotych. Według sygnalistów, duża ich część trafiała do firm personalnie powiązanych z Marcinem Strzelcem. Równolegle do pracy w COSSW prowadził działalność gospodarczą. Wewnętrzna kontrola potwierdziła fakt wykorzystywania swojego stanowiska oraz państwowego sprzętu do realizacji prywatnych zleceń. Na dodatek, do realizacji tych prywatnych zleceń wykorzystywał swoich podwładnych, którzy robili „fuchy” w ramach pensji w COSSW. Pomimo toczącego się postępowania dyscyplinarnego Marcin Strzelec otrzymywał kolejne awanse. Trafił do Centralnego Zarządu Służby Więziennej. W latach 2016–2017 w Ministerstwie Sprawiedliwości był członkiem zespołu ds. reformy SW. W 2017 został wiceprzewodniczącym zespołu ds. systemu naboru i kształcenia w SW powołanym w Ministerstwie Sprawiedliwości, a także pełnomocnikiem Ministra Sprawiedliwości ds. Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W latach 2017–2018 pełnił funkcję zastępcy Dyrektora Generalnego SW, gdzie nadzorował więzienny system zdrowia oraz projekty informatyzacji. Decyzją Patryka Jakiego od 1 stycznia 2019 rozpoczął kadencję rektora-komendanta Szkoły Wyższej Wymiaru Sprawiedliwości, z której odszedł w marcu 2023, by w kwietniu zostać jej prorektorem. Ta szkoła miała nie tylko kształcić oficerów więziennictwa, ale także inne kadry np. prawnicze, zgodnie z potrzebami ekipy Ziobry. Czworo funkcjonariuszy, którzy składali zawiadomienia dotyczące Strzelca, zostało nagle przeniesionych (delegowanych) do odległych jednostek w Polsce. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że były to działania odwetowe wobec osób zgłaszających nieprawidłowości. Kierownictwo SW tłumaczyło decyzje „ważnym interesem służby”. Żadna ze spraw opisanych przez ONET nie zakończyła się prawomocnym skazaniem Marcina Strzelca. Większość postępowań karnych została umorzona. Patryk Jaki publicznie bronił Strzelca, podkreślając jego osiągnięcia zawodowe i twierdząc, że oskarżenia miały na celu zdyskredytowanie skutecznego funkcjonariusza. Marcin Strzelec 11 lutego 2021 otrzymał z rąk Prezydenta Andrzeja Dudy nominację na stopień generała Służby Więziennej. Obecnie jest politykiem PiS. W 2024 wystartował z listy PiS w wyborach samorządowych. Uzyskał mandat radnego Miasta Kalisza. Od 2025 pełni funkcję Pełnomocnika ds. bezpieczeństwa Starosty Kaliskiego. Był członkiem Komitetu Poparcia Karola Nawrockiego. Dzisiejsi obrońcy Patryka Jakiego powinni sięgnąć do tekstu dziennikarzy ONET z roku 2019 i zastanowić się, czy warto go bronić. Ta uwaga nie dotyczy oczywiście tych co bronią przy okazji siebie. Koledzy z partii, umoczeni w afery pisowscy prawnicy, złodzieje współpracujący z PiS powinni czekać na swoje wnioski o uchylenie immunitetu, ewentualnie od razu na zarzuty karne. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: PK, ONET, X, SW, Wikipedia ilustracja: Patryk Jaki i Marcin Strzelec (foto z komunikatu personalnego SW) #PatrykJaki #Immunitet #Prawo

Dagmara Pawełczyk-Woicka – koleżanka Ziobry Dagmara Pawełczyk-Woicka zakończyła kadencję w neoKRS, przestała szefować tej upolitycznionej instytucji. Pora przypomnieć krótko o tym co robiła i o tym, że jest jedną z osób zasługujących na sprawiedliwe rozliczenie przed niezależnym sądem. Stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i zarazem kontrowersyjnych postaci polskiego wymiaru sprawiedliwości, jedną z twarzy niszczenia praworządności, nie tylko w czasach rządów PiS, ale także w kolejnych ponad dwóch latach rządów demokratycznej koalicji 15X. Pawełczyk-Woicka urodziła się w 1970 roku w Krynicy-Zdroju. Ukończyła Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, a następnie odbyła aplikację sądową zakończoną egzaminem sędziowskim w 1997 roku. Od końca lat 90. była związana z Sądem Rejonowym dla Krakowa-Podgórza, gdzie najpierw pracowała jako asesor, a później od roku 2000 jako sędzia. W późniejszych latach zdobywała również doświadczenie administracyjne podczas delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości. Przez wiele lat jej kariera rozwijała się stosunkowo spokojnie. Kilkukrotnie bez powodzenia ubiegała się o awans do sądu okręgowego. Sytuacja zmieniła się po powrocie Zbigniewa Ziobry do resortu sprawiedliwości w 2015 roku. W 2018 roku została powołana na stanowisko prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie, mimo że była wciąż sędzią sądu rejonowego. Decyzja ta wywołała sprzeciw dużej części środowiska sędziowskiego, szczególnie dlatego, że minister odwołał poprzednią prezes sądu przed końcem kadencji. Powołanie na sędziego Sądu Okręgowego otrzymała dopiero w listopadzie 2020. Wtedy stała się neosędzią. Nie da się ukryć, że jej kariera zawodowa nabrała szczególnego tempa po objęciu funkcji ministra sprawiedliwości przez Zbigniew Ziobro, z którym łączą ją wieloletnie relacje towarzyskie sięgające czasów szkolnych. W debacie publicznej Pawełczyk-Woicka stała się symbolem zmian przeprowadzanych w sądownictwie po 2015 roku oraz sporów wokół legalności i niezależności nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Istotnym elementem publicznego wizerunku Pawełczyk-Woickiej są jej relacje ze Zbigniewem Ziobrą. Oboje pochodzą z Krynicy-Zdroju, chodzili do tej samej szkoły i studiowali na tym samym wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sama Pawełczyk-Woicka przyznawała w wywiadach, że znajomość z Ziobrą mogła mieć wpływ na jej nominację na stanowisko prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. Nie ulega wątpliwości, że awanse nie wynikały z jej kompetencji zawodowych, bo te są nisko oceniane. W 2018 roku została członkinią nowej upolitycznione Krajowej Rady Sądownictwa, której skład został wyłoniony już według zasad wprowadzonych przez większość parlamentarną Prawa i Sprawiedliwości, i która była całkowicie podporządkowana tej partii. To oczywiste upolitycznienie ważnego organu konstytucyjnego było szeroko krytykowane przez środowiska prawnicze, instytucje europejskie oraz dużą część ówczesnej opozycji politycznej, ponieważ sędziowskich członków KRS zaczął wybierać Sejm, a nie sami sędziowie. Nową Radę określano powszechnie mianem „neo-KRS”, argumentując, że utraciła ona niezależność od władzy politycznej i nie ma nic wspólnego z KRS opisaną w Konstytucji. Największe kontrowersje wokół Pawełczyk-Woickiej dotyczą właśnie jej działalności w KRS oraz sposobu zarządzania Sądem Okręgowym w Krakowie. Mocno wspierała polityczne reform Ziobry oraz aktywnie uczestniczyła w procesie podporządkowywania sądownictwa władzy wykonawczej. Jednym z najgłośniejszych sporów były decyzje wobec krakowskich sędziów wykonujących orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Pawełczyk-Woicka stosowała wobec nich działania represyjne, między innymi przenosiła do innych wydziałów czy zawieszała w obowiązkach służbowych. Kontrowersje budziły także okoliczności jej własnego awansu do Sądu Okręgowego w Krakowie. Wskazywano na ewidentny konflikt interesów, ponieważ awansowała dzięki rekomendacji neoKRS, której sama była członkinią. Pojawiały się również zarzuty dotyczące nieprzejrzystości procedur opiniowania kandydatów oraz marginalizowania głosów krytycznych wobec kierownictwa sądów związanych z reformami Ziobry. W neoKRS obowiązywała zasada promowania „swoich”. W efekcie promowano karierowiczów gotowych produkować wyroki zgodne z pisowskim zamówieniem. Szemrani protegowani Ziobry, nie posiadający wiedzy i doświadczenia, wygrywali z wieloletnimi sędziami o nieposzlakowanej opinii. Usłużnych nieudaczników, których wyroki były masowo uchylane, przepychano z kuriozalną argumentacją „negatywnie oceniony w swoim sądzie macierzystym, przez członków Zespołu Rady został zarekomendowany jako samodzielny w myśleniu ze względu na dużą stwierdzoną w jego referacie liczbę uchyleń wyroków”. Dodatkowym źródłem krytyki były doniesienia medialne sugerujące bardzo bliskie relacje personalne między członkami neoKRS a resortem sprawiedliwości. Najlepszym przykładem była sama Pawełczyk-Woicka, której kariera była ściśle związana z okresem politycznych wpływów Ziobry. Nic dziwnego, że przedstawiano ją jako jedną z najważniejszych osób obozu „ziobrystów” w wymiarze sprawiedliwości. Bardzo często spotykała się z politykami obozu do którego należał Ziobro, ale równie często ostro krytykowała wszelkie kontakty sędziów w politykami opozycji. Bo według niej niedopuszczalne były wyłącznie kontakty z politykami próbującymi bronić praworządności. Wielokrotnie podkreślała, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości były konieczne, a nowa KRS działa zgodnie z konstytucją. Chodziła do mediów, najchętniej do tych opanowanych przez PiS, i udając wybitną ekspertkę broniła wszystkich bezprawnych działań dotyczących sądownictwa. Broniła również statusu sędziów powołanych przy udziale nowej Rady, ignorując wyroki Sądu Najwyższego w legalnych składach oraz wyroki europejskich Trybunałów. Wmawiała, że nie ma czegoś takiego jak „neosędzia”. Była bardzo aktywna nie tylko w mediach tradycyjnych, ale także w mediach społecznościowych. Do dziś brutalnie atakuje na X wszystkie działania odwracające bezprawne zmiany dokonane w czasach PiS, wyśmiewa przywracanie praworządności, kpi z najwyższych urzędników państwowych, broni pisowskich przestępców. Niezwykle często szerzy dezinformację zgodną z przekazem PiS. Postać Dagmary Pawełczyk-Woickiej pozostanie symbolem głębokiego konfliktu wokół polskiego sądownictwa po 2015 roku. Dla Ziobry i jego wyznawców jest przykładem sprawnej urzędniczki i lojalnej uczestniczki akcji niszczenia wymiaru sprawiedliwości, dla ludzi uczciwych – symbolem politycznego podporządkowania sądów i osłabienia niezależności sędziowskiej. Jest też symbolem kariery realizowanej wyłącznie dzięki szkolnej znajomości ze Zbigniewem Ziobrą i skrajnej usłużności w stosunku do niego. Nie jest wykluczone, że świat o niej szybko zapomni, bo nie jest to postać godna zapamiętania. Można mieć jednak nadzieję, że najpierw zostanie sprawiedliwie rozliczona za to co przez ostatnie lata robiła. autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy źródła: Polityka, ONET, OKOpress, Rzeczpospolita #Praworządność #Polska #Sądownictwo