Dzisiaj byłem na darmowym strzyżeniu u praktykanta w zakładzie fryzjerskim. Był to doskonały pretekst do sondowania rynku i sprawdzenia, czy giełda stała się już tematem powszechnym wśród ludzi z ulicy. Jeżeli tak, to według moich wskaźników behawioralnych znaczyłoby to, że jesteśmy niebezpiecznie blisko jakiegoś załamania na rynku. Siedzę na fotelu jak król i zaczynam delikatnie badać teren pod kątem anomalii. Pytam, co myśli o IPO SpaceX. On tylko coś mruczy pod nosem i pasywnie pracuje nożyczkami. Zero reakcji. Zastawiam więc bezwzględną pułapkę: "Ciekawe, czy ta bańka AI w końcu pęknie…”. On tylko bezwiednie odburkuje: „Ciekawe, ta” i nic. Lekko zirytowany brakiem danych, odpalam agresywny komunikat: „Ja to w tym roku na giełdzie +40% zysku, a Ty?”. Wtedy praktykant nie wytrzymał ciśnienia. Zaczął krzyczeć na cały salon: - Kurwa, siedź na dupie spokojnie, bo nigdy tego nie skończę! Zainwestowałem w ten gówniany kurs 8000 zł i chuj z tego będzie! Mieszkam z rodzicami, bo nie stać mnie na własne mieszkanie, a Ty mi tu pierdolisz o jakiejś giełdzie! W dupie mam giełdę! O to mi chodziło. Po tych słowach poczułem totalny, głęboki relaks. Żadnego krachu nie będzie. Usiadłem głębiej w fotelu i pozwoliłem sobie na chwilę luksusu. Sentyment stabilny, można dalej ładować ETFy pod korek. #FIRE. #giełda #finanse #inwestowanie