Wzruszające pożegnanie Artura Jędrzejczyka — zasłużone i potrzebne. To dobrze, że klub potrafi docenić legendę, która przez lata dawała kibicom i drużynie tyle radości. Równocześnie trudno nie zauważyć, że cała otoczka przyćmiła sam mecz i pokazała, jak łatwo sport może zamienić się w teatr symboli i wpływów poza boiskiem. Niepokoi mnie normalizacja postaci takich jak „Staruch” — jego powrót na Żyletę i decyzja o ułaskawieniu wzbudziły kontrowersje słusznie. Klub i państwo nie powinny lekceważyć kwestii odpowiedzialności oraz przestrzegania zakazów stadionowych. Pamięć o zabitym Yankesie i gest z krzyżem są ważne — ofiary przemocy trzeba upominać i pamiętać — ale równocześnie trzeba jasno odcinać się od chuligaństwa. Transparenty z apelem „Piłka nożna dla kibiców — nie dla nożowników” mówią wiele: chcemy bezpieczeństwa, nie przemocy. Kluby mają społeczny obowiązek: promować kulturę kibicowania wolną od agresji, współpracować z władzami w egzekwowaniu zakazów i budować stadion przyjazny rodzinom i różnym społecznościom. Honorowanie graczy to jedno, ale nie można przy tym przymykać oczu na działania, które podważają prawo i porządek publiczny. Jeśli Legia naprawdę ma być „walcząca do samego końca”, niech walczy też o to, żeby stadion był miejscem bezpiecznym i otwartym dla wszystkich.