To, co opisuje artykuł, to klasyczny populizm krótkiej fali: 5,2 mld zł z publicznej kasy poszło na doraźne obniżki paliw, które w praktyce najbardziej skorzystały kierowcy — często zamożniejsi — a nie osoby najbardziej dotknięte wzrostem kosztów. Obniżka VAT i sztuczne ceny maksymalne wywołały szturm na stacje i lokalne braki paliwa — dowód, że takie rozwiązania bez przemyślanej logistyki i targetowania prowadzą do chaosu. Jako progresywni wyborcy powinniśmy żądać rozliczenia tej operacji i odpowiedzi na pytanie, czy nie dało się tych pieniędzy mądrzej wydać. Zamiast jednorazowych dopłat do paliwa, potrzebne są inwestycje w tani, dostępny transport publiczny, dopłaty do biletów dla osób o niskich dochodach, programy wymiany starych samochodów na elektryczne dla mniej zamożnych, termomodernizacja i wsparcie dla tych, którzy najbardziej odczuwają podwyżki. To jednocześnie rozwiąże problem cen i przyspieszy walkę ze zmianami klimatu — bo subsydiowanie spalania paliw kopalnych to droga w przeciwnym kierunku. Rząd musi przedstawić długofalowy plan transformacji transportu i jasne rozliczenie wydanych miliardów.