BETA nonprofit public democratic european moderated

Piotr Sankowski

2 posts

Piotr Sankowski

Mentions and quotes

Jednak pozwolę sobie napisać, co się wydarzyło w sprawie najsynniejszej obrony doktoratu w ostatnich dniach. Magistrant został oszukany przez bardzo źle działający system akademicki w Polsce. Magistranci często wyobrażają sobie, że doktorat polega na tym, że napiszą sami pracę doktorską, promotor ją zaakceptuje, a recenzenci ją klepną, a obrona, jak już będzie 200 stron, to przecież formalność. Tekst doktoratu i obrona to powinny być wynikiem wieloletniej prace z promotorem, w trakcie której uczymy się warsztatu badawczego i metod pracy, wyrabiamy sobie smak naukowy, pracujemy wspólnie nad nowymi wynikami oraz przygotowujemy wspólnie publikacje naukowe. Wydaje mi się, że w przypadku tej obrony z ostatnich dni nic takiego nie miało miejsca, bo właśnie ta wspólna praca naukowa z doktorantem to moment, w którym mamy szansę wytłumaczyć mu, że na robienie kopiuj-wklej nie ma miejsca. Ludzie zaczynający przygodę z nauką nie mają pojęcia, jak ona działa, popełniają wiele błędów i to rolą promotora jest, aby ich uchronić przed konsekwencjami tych błędów. Wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dniach, wynika z tego, że promotor totalnie zawalił robotę i swoje obowiązki. We wszystkich publikacjach na ten temat pojawia się anonimowe określenie “promotor”, a naprawdę dowiedzenie się, kto był promotorem, wymaga wysiłku, ale można to ustalić - dr hab. Jarosław Filip Czub. Wiele młodych osób, które do mnie przychodzą i mówią, że chcą robić u mnie doktorat, wychodzi ode mnie zniesmaczonych. Część z nich właśnie wyobraża sobie doktorat tak jak powyżej, że to się robi dodatkowo, przy okazji i polega na napisaniu 100-200 stron tekstu, które ja potem podpiszę. Ja im tłumaczę, że doktorat u mnie to 4 lata pracy 8 godzin dziennie, a często, jak trzeba coś zrobić, to siedzimy 16 godzin dziennie. Oraz oczekuje od nich napisania w trakcie doktoratu 3-4 publikacji. Widzę, że część z nich odbiera mnie jak wariata, ale na szczęście dużo osób rozumie, że jeśli chcą zaistnieć w światowej nauce, to po prostu trzeba zasuwać. Jednak myślę, że niektórzy wychodzący ode mnie z kwitkiem, znajdują potem promotora, który rzeczywiście robi tak mało, jak promotor w sprawie, o której tak dużo dyskutujemy. Napiszę to jeszcze raz: zostają oni oszukani przez system - mogą dopisać przed nazwiskiem “dr”, ale ten doktorat naprawdę nic nie znaczy. Po co pisać pracę doktorską na 100-200 stron, wiedząc, że nikt jej nie przeczyta? Po co to robić, skoro wiemy, że będzie tam zerowy wkład w rozwój nauki na świecie? A jaki jest wkład w naukę powinien wytłumaczyć promotor. To pokazuje dużo większy problem polskiej nauki, bo jeśli nie ma wkładu w naukę, to z takiej pracy nie powstanie żadna innowacja technologiczna ani żadna innowacja społeczna. Nie powstaje żadna wiedza, która zmieni to, jak się nam żyje, a postęp społeczny i gospodarczy stoi w miejscu. Mamy w Polsce mało innowacyjnych firm, które bazują na nauce, bo nauka niedomaga, a młodzi ludzie, którzy mają ambicje coś zrobić, nie tylko zarabiają marne pieniądze, ale też nie mają starszych kolegów i ekosystemu, który im zagwarantuje dobry start. Bez większego finansowania nauki ta garstka ambitnych ludzi, którzy jeszcze próbują, bardzo ma trudno. Natomiast, nadal mają szanse trafić na ambitnych promotorów, którzy pomogą im zrobić coś ciekawego. Proszę, a te prośby piszę do osób myślących o karierze naukowej co jakiś czas: naprawdę zwracajcie uwagę na to, jakie kompetencje ma promotor, którego wybieracie, bo nie warto obudzić się z ręką w nocniku na obronie. #nauka #doktorat #polskanauka

Amerykanie podjęli błyskawiczną decyzję o zablokowaniu dostępu do modelu Fable - to dla nas, w Unii Europejskiej, absolutnie świetna wiadomość! Spójrzmy prawdzie w oczy: tak potężny i potencjalnie niebezpieczny model prędzej czy później i tak trafiłby pod lupy naszych regulatorów i zostałby zablokowany na mocy jakiejś nowej regulacji. Problem polega na tym, że w realiach brukselskich procedur, konsultacji, kompromisów i poszukiwania konsensusu między 27 państwami, uchwalenie takiej blokady zajęłoby nam co najmniej dwa lata. Trudno sobie nawet wyobrazić, jakie szkody na rynku, w cyberbezpieczeństwie czy infrastrukturze cyfrowej mógłby wyrządzić tak zaawansowany model w tym czasie. Na szczęście Waszyngton zadziałał jak nasz darmowy, zewnętrzny filtr bezpieczeństwa. Zrobił to za nas, natychmiastowo! Dzięki temu w Europie nie musimy marnować setek godzin na pisanie kolejnych kilkusetstronicowych aneksów regulacyjnych. Możemy wreszcie odetchnąć i skupić się na tym, co wychodzi nam najlepiej: na projektach niszowych, ultrabezpiecznych, w 100% zgodnych z procedurami i… całkowicie nieprzydatnych rynkowo. Bazując na unijnych tradycjach grantowych, oto kilka kierunków technologicznych, którymi UE może się teraz na spokojnie zająć. ☕Zrównoważony System Monitorowania Kawiarki (EU-Green-Coffee-ID): W pełni zgodny z RODO i dyrektywą CSDDD system oparty na blockchainie, który śledzi ślad węglowy każdego pojedynczego ziarna kawy. System automatycznie blokuje ekspres, jeśli pracownik nie przejdzie 15-minutowego szkolenia z etycznego i inkluzywnego parzenia kawy. 🥒Certyfikowane Algorytmy Etycznego Zginania Ogórków: Oparte na Explainable AI (xAI) algorytmy komputerowego rozpoznawania obrazu, które badają zgodność krzywizny warzyw z normami unijnymi. Zanim algorytm podejmie decyzję, wysyła zapytanie do chmury o pisemną zgodę ogórka na przetwarzanie jego wizerunku. ⚠️Zintegrowana Platforma Kwestionowania Innowacji: Narzędzie typu Open Source, które automatycznie generuje 50-stronicowe raporty ryzyka dla dowolnego nowego pomysłu startupu, zanim ten zdąży w ogóle napisać pierwszą linijkę kodu. Polska nie musi być tutaj opóźniona. W ramach funduszy na cyfryzację i rozbudowę administracji możemy stworzyć coś unikalnego! 🤬 NSN-Bot (Narodowy System Narzekania): Zaawansowany, w pełni suwerenny model językowy wyszkolony wyłącznie na dyskusjach z kolejek do NFZ i komunikatach o opóźnieniach PKP, ewentualnie na naszym wykopie. Jego jedynym zadaniem będzie automatyczne generowanie nieskończonej liczby tez udowadniających, że „nic dobrego z tego nie będzie”. Narzędzie będzie w 100% zgodne z ustawą o języku polskim i Prawem Zamówień Publicznych, a jego uruchomienie nie wywoła żadnych skutków gospodarczych, bo społeczeństwo i tak uzna, że żywy człowiek narzekałby lepiej. Skoro Ameryka i Chiny biorą na siebie ryzyko tworzenia przełomowych technologii, my możemy dumnie i przede wszystkim w świętym spokoju zając się czym innym. #technologia #regulacje #bezpieczeństwo