Patusy atakują ukraińskie dzieci. Prezydent milczy . Dorośli wyzywają, szarpią, wykręcają ręce i rzucają odłamkami zniszczonej zabawki w 12- i 14-latków tylko dlatego, że rozmawiali ze sobą po ukraińsku. W parku. W Polsce. W 2026 roku. To nie „incydent”. To nie „pojedynczy przypadek”. To efekt atmosfery, w której ktoś uznał, że dzieci z Ukrainy można traktować jak wolny cel. A Karol Nawrocki? Cisza. Ani słowa potępienia. Ani jednego zdania, że atakowanie dzieci – bez względu na narodowość – jest hańbą. Że to tchórzostwo. Że to antypolskie. Łatwo mówić o historii, o Wołyniu, o „banderyzmie”. Łatwo zawetować, ograniczać, zaostrzać retorykę. Trudniej znaleźć w sobie odwagę, żeby powiedzieć prosto: Bicie i wyzywanie dzieci jest podłością. Bo kiedy milczy ten, kto ma najsilniejszy głos, patusy słyszą zielone światło. Dzieci nie wybierają wojny. Nie wybierają języka, w którym rozmawiają z bratem czy siostrą. One po prostu są. I mają prawo być bezpieczne. Jeśli ktoś tego nie rozumie – niech milczy dalej. Ale niech nie udaje, że nie wie, do czego prowadzi jego milczenie. - Jacek Fogiel #Ukraina #PrawaDzieci #Przemoc