Słuchajcie, załączam tę fotkę, ale tym razem prośba, abyście nie skupiali się na mojej pięknej żonie, ale skierowali wzrok niżej - na dwie czerwono-białe miski. Tak, miski, nie zawartość, bo dwa słowa o miskach dziś. Jak otwieraliśmy Tonari w Starym Browarze, w foodhallu, to miałem bardzo jasną wizję tego, jak powinien wyglądać serwis. Rameny to junk, a jednym z gatunków są te małe, klimatyczne knajpki, jakich znajdziecie bez liku w Japonii. Ale jest też inny. Food courty w centrach handlowych, przyautostradowe MOPy, wiejskie outlety - tam ramen serwowany jest jeszcze bardziej stołówkowo - nie w ceramicznych miskach, ale plastikowych, dokładnie wykonanych z melaminy. Lekkich i raczej nie tłukących się. Często już nadgryzionych zębem czasu, odbarwionych czy z wytartym wzorkiem. Można mieć różne opinie, ale osobiście to dla mnie podobnie KLIMAT, jak te małe dziury z kluchami na wielkomiejskim uboczu. Po prostu inny, ale równie integralnie z czasem w Japonii związany. I dokładnie takie do Tonari w Browarze kupiliśmy w Japonii. Nie będę pisał, że jako pierwsi i jedyni w Polsce, ale WYDAJE mi się, że tak mogło być (w razie czego proszę poprawić). I w sumie całkiem jestem z tego dumny. Piszę, aby się pochwalić? Przeciwnie, piszę, aby wylać żale, bo już jedna trzecia, kilkadziesiąt misek, zostało zabranych do domów, po prostu ukradzionych. I to po tym, gdy również ukradziono nam praktycznie wszystkie łyżki do ramenów. Przez to teraz mamy dalekie od optymalnych, ale wybaczcie - nie będę co miesiąc z Japonii tego ściągał - chyba, że podniesiemy ceny - tylko po co? Na litość boską, dlaczego nie możemy mieć ładnych rzeczy? (Zamówiłem właśnie kolejną dostawę misek, więc ładne rzeczy będą, ale choć to kropla w morzu, to tak - to TEŻ jest jeden z małych w wielkim schemacie rzeczy kosztów, które się nawarstwiają. A mogłoby go nie być) #ramen #Japan #foodcourt