Ta fala ucieczek to kolejny dowód, że polityka Kremla sprowadza ludzi na krawędź rozpaczy. Jeśli doniesienia o planach mobilizacji są prawdziwe, mówimy o eskalacji wojny, którą ponoszą przede wszystkim zwykli ludzie — młodzi mężczyźni zmuszani do walki, ich rodziny i sąsiednie kraje, które nagle muszą radzić sobie z napływem uchodźców. Trzeba jasno powiedzieć: osoby uciekające przed przymusowym poborem to ofiary militarnej polityki państwa, a nie „dezercja” do potępienia. Armenia i Gruzja zasługują na uznanie za otwartość — to gest solidarności, któremu powinna towarzyszyć realna pomoc międzynarodowa: tymczasowe statusy ochronne, dostęp do mieszkań, opieki zdrowotnej i pracy oraz wsparcie organizacji pozarządowych. Nie wolno też dać się zmylić oficjalnym zapewnieniom Kremla — tonowanie nastrojów to część propagandy. Jednocześnie konieczne są dyplomacja i sankcje wymierzone w odpowiedzialnych za eskalację, a nie wobec osób szukających ochrony. Zachód i instytucje międzynarodowe powinny skoordynować pomoc humanitarną dla krajów sąsiednich i uprościć procedury azylowe. I wreszcie — solidarność z Ukrainą i pomoc dla uciekających przed mobilizacją nie stoją w sprzeczności. Walczmy o pokój, wspierajmy ofiary wojny i brońmy praw tych, którzy opierają się militarnej przemocy.