BETA nonprofit public democratic european moderated

Marcin Matczak

20 posts
Profile compiled from news and social media. Claim profile

Marcin Matczak

Polish law professor
@wsamraz

Może pan nie widzi, panie premierze, bo cynizm i oportunizm przyćmiewają panu wzrok… Widzi pan w konstytucji prawo prezydenta do decydowania, kto ma być, a kto nie ma być sędzią TK? Widzi pan gdzieś uprawnienie prezydenta do zwlekania z przyjęciem ślubowania, skoro wyrok TK z 2015 roku mówi w powszechnie obowiązującej sentencji, że ma to zrobić niezwłocznie? Widzi pan taką drobnostkę, że z poziomu ustawy prezydent nie może blokować sędziów TK, którzy podlegają tylko konstytucji? Pewnie wzrok już nie ten… Czasy się zmieniają, a pan cały czas chce siedzieć w tych komisjach. #polityka #prawo #konstytucja

Pan Bogucki formułuje ostatnio argument z konia, żeby uzasadnić prawo prezydenta do sprawdzania i odmawiania ślubowania sędziom TK. „A co gdyby sejm wybrał konia do TK? Też prezydent miałby przyjąć ślubowania?” Co z takim argumentem zastosowanym do samego prezydenta? Były wątpliwości co do legalności jego wyboru: błędy w komisjach, być może wadliwe zatwierdzenie przez neo-Izbę SN. Były „wątpliwości co jego życiorysu” - argument, którego sam prezydent używa wobec sędziów. Pytanie do pana Boguckiego: czy Zgromadzenie Narodowe mogło odmówić zaprzysiężenia prezydenta i uniemożliwić mu objęcie urzędu? Dokładnie tak, jak on robi to sędziom TK? Jeśli odpowie pan, panie ministrze, że nie mogłoby odmówić, bo nie ma takich kompetencji, to niestety musi pan zmierzyć się z zabójczym argumentem: „a dlaczego nie? A co by było, gdyby Naród wybrał na prezydenta konia? Wtedy też trzeba by tę przysięgę przyjąć?” Prawnicy argumentują z paragarafów, nie z siodła i uprzęży. #prawo #sędziowie #Polska

Polska: Karol Nawrocki bezczelnie łamie prawo, nie przyjmując ślubowań od sędziów TK, a więc z poziomu ustawy (tam jest wymóg ślubowania) blokując wykonywanie konstytucyjnej funkcji. Wyborcy-nieprawnicy nie mogą jednoznacznie ocenić, czy działa legalnie, czy nie, bo sprawa wymaga wiedzy na temat prawa konstytucyjnego. Koalicja, zamiast wybierać kandydatów bez skazy, proponuje aktywnego polityka, dodatkowo z wątpliwościami co do wymaganych kwalifikacji. Nawrocki dostaje prezent w postaci zrozumiałego politycznie - choć dalej nielegalnego - alibi: „nie mogę przyjąć ślubowania, bo kandydat jest wadliwy” Wyborcy-nieprawnicy mówią „brzmi sensownie”. I Nawrocki zamiast tracić jako gwałciciel Konstytucji wygląda na jej strażnika. To tylko jeden z genialnych pomysłów Koalicji, który ułatwia politycznie nielegalne działania Nawrockiego. Wcześniej było to opóźnianie wyboru sędziów TK mimo upływającej kadencji. A wtedy, gdy w odpowiednim czasie Koalicja zaproponowała niepolitycznego i oczywiście spełniającego wymogi kandydata (prof. Patyrę) Nawrocki musiał się cofnąć i odebrał ślubowanie, bo koszt polityczny byłby dla niego zbyt duży. Walka o praworządność toczy się obecnie na gruncie politycznym - chodzi w niej o to, kto będzie postrzegany jako legalista, a kto jako nieprzestrzegający reguł. Jest głupotą działać z naruszeniem zasad, jednocześnie ułatwiając drugiej stronie usprawiedliwienie ich łamania. A tak właśnie teraz się dzieje. #praworządność #konstytucja #Polska

Dokładnie tak, jak prawnicy ostrzegali, ośrodek prezydencki już buduje narrację, która ma wobec społeczeństwa uzasadnić nieprzyjęcie od M. Berka ślubowania. Pisałem milion razy, że prezydent nie może wybrać sobie, od których sędziów TK odbiera ślubowanie. Może sobie co najwyżej wybrać krawat, jaki założy na ślubowanie. Konstytucja RP nie przewiduje żadnej roli dla prezydenta w wyborze sędziów TK. Próba wykorzystania „ślubowania” z ustawy, żeby zablokować funkcję wynikającą z Konstytucji, jest zamachem stanu. Ale wyborcy w takie niuanse nie wnikają - a teraz walka o praworządność toczy się na niwie politycznej, nie prawnej. Oznacza to, że wybór Berka da prezydentowi szansę politycznego wyjścia z twarzą z nielegalnej odmowy przyjęcia ślubowania, którego zostałby pozbawiony, gdyby wybrać do TK kandydata niekontrowersyjnego, podobnego do sędziego Patyry, którego Nawrocki nie odważył się zablokować. Ale nie wybrano. #praworządność #TK #Polska

Ludzie broniący K. Nawrockiego w sprawie Zondakrypto piszą, że jego trzy weta dla ustawy o kryptowalutach nie były pomocą dla Zondy, bo ustawa jest polska, a ona działała z Estonii. Ale ta ustawa wdrażała rozporządzenie unijne i umożliwiała wystąpienie polskich organów nadzoru do innych organów nadzoru w UE (w tym Estonii) i współdziałanie, a także działanie wobec firm oferujących swoje usługi w zakresie krypto w Polsce, choćby działały z innego kraju UE. Dlatego jest to żaden argument. #kryptowaluty #polityka #UE

Kilka miesięcy temu w Kanale Zero mówiłem, że nie ma prawnych powodów, aby Karol Nawrocki wetował ustawy o kontroli rynku kryptowalut, a te przedstawione są całkowicie nieprzekonujące. W świetle ostatnich informacji o aferze Zondakrypto wygląda ta sprawa dla prezydenta bardzo źle. #kryptowaluty #Polska #afera

I znów rozlegnie się wielki krzyk zwolenników KO i oskarżanie o bycie kryptopisiorem, ale co zrobić. Roman Giertych jako adwokat broniący Krala działa w oczywistym konflikcie interesów, bo jest posłem obecnej większości parlamentarnej. To, co dla Krala dobre z perspektywy jego interesu (np. milczenie), nie musi być dobre z perspektywy Giertycha jako posła (dla niego dobre jest, żeby Krall sypał). Poza tym Giertych jednocześnie występuje jak przeciwnik Prokuratory (Giertych-adwokat) i jako jej potencjalny recenzent i kontroler (Giertych-poseł). Jak w przypadku M. Berka pojawia się więc pytanie - czy nie było kogoś innego, kto nie budziłby takich kontrowersji, i czy osądzenie afery krypto nie byłoby możliwe bez udziału Giertycha-posła? Podobnie jak w przypadku M. Berka, korzyści z zaangażowania polityka niewiele, bo każdy inny dobry adwokat wykonałby tę pracę równie dobrze, a strata duża - bo oglądający to całe przedstawienie będą mieli spore wątpliwości co do obiektywizmu całej tej sprawy. #Polska #polityka #praworządność

Nie wiem już, jak to wytłumaczyć. Wyobraźcie sobie, że PiS cały czas powołuje do TK takie Krystyny Pawłowicz - oczywiście upolitycznione osoby, urągające stanowisku sędziego TK. A KO powołuje cały czas Adamów Strzemboszów - mądrych, godnych, niepolitycznych kandydatów. To w sposób oczywisty dyskredytuje Krystyny i pokazuje, że praktyka PiS jest szkodliwa i antypaństwowa. Ale nagle KO powołuje do TK swojego ministra, prawą rękę premiera, osobę odpowiedzialną za wdrażanie polityki rządu. I wtedy PiS znajduje cień uzasadnienia dla powoływania Krystyn Pawłowicz - bo może powiedzieć, ze skoro KO powołuje polityków, to oni też mogą. I spirala leci w dół. I o to tu chodzi - nie o samego Macieja Berka, ale o to, co jego powołanie usprawiedliwia. Chociaż nie - o Macieja Berka też tu chodzi. Jeśli naprawdę ma kompetencje na sędziego konstytucyjnego, powinien to, o czym piszę, rozumieć milion razy lepiej niż Donald Tusk. I nie zgłaszać swojej kandydatury. #Polska #Sąd #Polityka

Dzieje się coś naprawdę fascynującego. Na prawicy jest cała masa ludzi, którzy nie wierzą ekspertom w danej dziedzinie (lekarzom), że unikanie szczepień się zemści, więc uznaje się ich za oszołomów. Tymczasem po drugiej stronie jest cała masa ludzi, którzy nie wierzą ekspertom w danej dziedzinie (prawnikom, nawet byłym prezesom TK), że upolitycznianie sądu konstytucyjnego się zemści, i uznaje się ich za całkowicie rozsądnych. #opinie #zdrowiepubliczne #polityka

Wielu ludzi głosujących na KO reaguje na krytykę decyzji Donalda Tuska w sprawie wysłania M. Berka do TK w sposób podobnie plemienny, jak wyborcy PiS reagują na krytykę Kaczyńskiego. Nie ma w tych reakcjach krytycznego myślenia, samodzielnej oceny sytuacji - jest za to wiele emocji. „Ufam premierowi”, „po co przeszkadzać”, a także podejrzeń o złe intencje po stronie krytyków. Byli prezesi TK, prawnicy i przedstawiciele organizacji, które broniły praworządności (np. Fundacji Batorego) krytykują tę decyzję jednym głosem. Naprawdę wszyscy oni stali się pisiorami w jednej chwili. Tak wygląda polaryzacja i tak wyglądają skrajności. Coraz mniej racjonalności, coraz więcej zawierzenia i ufności w geniusz wodza. Dlatego w Polsce potrzebne jest radykalne centrum - nie jako partia, ale jako sposób myślenia o sprawach wspólnych. #Polska #Polityka #Praworządność

Na czym ma polegać dokładnie ta twardość? Tylko na wysłaniu swojego ministra do TK? W czym Maciej Berek będzie twardszy od sędziego Markiewicza? On jest miękki? Donald Tusk i Bartosz Arłukowicz używają twardości jako zaklęcia, za którym nie wiadomo co się kryje. A efektem tej decyzji jest pokazanie, że upolityczniać sąd może każda ze stron. #Polityka #Sądownictwo #Twardość

Decyzja Tuska w sprawie min. Berka i jego wejścia do TK jest całkowicie bezsensowna z tysiąca powodów. Podaję kilka: 1. Tusk sam przyznaje, że łamie swoje własne zasady, bo jego koalicja przegłosowała ustawę, zgodnie z którą ministrowie rządu nie mogą wchodzić do TK od razu. 2. Robi to jednak, pokazując hipokryzję, bo „trzeba naprawić TK”. Ale jak naprawić? Jednym człowiekiem? Jest już siedmiu powołanych nowych sędziów i jakoś nie naprawili. Czy min. Berek będzie jakimś Rambo konstytucyjnym, który wejdzie do TK siłą i uprowadzi Święczkowskiego? 3. Nie będzie żadnego Rambo. M. Berek zostanie wybrany na sędziego TK i będzie czekał na ślubowanie u K. Nawrockiego. A ten będzie miał milion powodów, żeby ślubowania nie przyjąć - powie bezczelnie, że broni apolityczności TK. I co Donald Tusk wtedy zrobi? To samo, co robi w sprawie czwórki sędziów już wybranych, którzy siedzą w korytarzu TK, czyli NIC. Przecież ci ludzie zostali po wyborze zupełnie opuszczeni. 4. Co bez ślubowania zrobi Berek? Dołączy do nich i nadal nic się nie zmieni, oprócz tego, że decyzja Tuska potwierdzi, że politycy mogą wchodzić do TK i przyszły rząd wykorzysta to siedem razy bardziej. 5. A jeśli Nawrocki przyjmie ślubowanie, to i tak dla usunięcia z TK Święczkowskiego nowi sędziowie będą musieli szukać sojuszu ze starymi. Czy nie ma innej osoby niż prawa ręka Tuska i minister jego rządu, która mogłaby to robić. Ktoś równy Berkowi albo większy autorytetem. Np. Sędzia Stanisław Zabłocki, znany z pamiętnego wystąpienia w Senacie? Albo ktokolwiek inny, tylko nie minister rządu Tuska (od razu zastrzegam - nie planowałem kandydować do TK i nie w swojej sprawie tu gardłuję - ja też byłem zbyt mocno zaangażowany w spór, by ludzie z drugiej strony uznali mnie za bezstronnego). 6. Decyzja Tuska popsuje TK, bo go upolityczni, zamiast uzdrowić. Brzmi to wszystko tak, jakby min. Berek był jakimś lekiem na całe zło, ale Tusk nie mówi ani słowa, jak on ma to zło uleczyć. Jedynym sposobem na naprawę TK jest w tym momencie uchylenie immunitetu Święczkowskiemu. Do tego potrzeba 10-11 sędziów, a nie jednego Supermana konstytucyjnego. Sędziów, dodajmy, zaprzysiężonych, którzy wejdą na Zgromadzenie Ogólne bez użycia siły i w porozumieniu z innymi sędziami pokażą Święczkowskiemu czerwoną kartkę. 7. Podsumowując - decyzja o wysłaniu M. Berka do TK pokazuje, że Tusk upolitycznia trybunał i daje ogromną amunicję opozycji i Konfederacjom, że KO niczym nie różni się od PiS. Powodem jest przekonanie, że M. Berek w jakiś cudowny sposób uzdrowi TK, choć jakoś żaden z już powołanych przez KO siedmiorga sędziów tego nie zrobił. Skuteczne działanie M. Berka w TK zależy od ślubowania prezydenckiego, bo inaczej go Święczkowski nie dopuści do orzekania. A decyzja Tuska i fakt, że Berek był ministrem daje Nawrockiemu akceptowany przez społeczeństwo (nie przez prawo) powód, żeby odmówił. Będzie więc tak, że zasady zostaną złamane, hipokryzja ujawniona, a jedynym efektem będzie to, że w korytarzu TK zamiast czterech osób będzie siedziało pięć. #Tusk #TrybunałKonstytucyjny #Polityka

Osiem lat gadania i manifestowania w obronie APOLITYCZNOŚCI sądów za czasów PiS jak krew w piach. Dzisiaj potwierdzona przez dziennikarzy TVN 24 informacja, że kandydatem na sędziego TK ma być Maciej Berek, minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu w gabinecie Donalda Tuska, powszechnie uznawany za jego prawą rękę. Dr Berek jest bardzo dobrym prawnikiem. Ale jest politykiem. I to koalicji, która uchwaliła ustawę o naprawie TK, w której przewidziano karencję 4 lat między zasiadaniem w rządzie a kandydowaniem do TK, żeby ten organ odpolitycznić. A teraz chce przesadzić polityka z rządu do TK natychmiast. Jego wejście do TK pokaże, że KO niczym nie różni się od PiS - chce mieć zaufanych politycznie ludzi w instytucji, która ma być apolityczna. I co z tego, że M. Berek nie jest tak agresywny jak K. Pawłowicz, czy tak hipokrytyczny jak walczący z komuną prokurator PRL S. Piotrowicz? W Polskę pójdzie tylko jedna wiadomość: Tusk wstawia do TK swoją prawą rękę, tak jak Kaczyński i Ziobro wstawiali swoje. I znowu najważniejszy sąd w Polsce ludzie uznają za narzędzie polityczne. To jest kpina z wysiłku społeczeństwa obywatelskiego, które walczyło o niezależność sądownictwa od polityki. To jest wyraz egoizmu stawiającego własny interes nad interesem wspólnym. To jest prezent dla Karola Nawrockiego, żeby nielegalnie, ale skutecznie w sensie politycznym odmówił znowu ślubowania, przedstawiając się jako obrońca Konstytucji. Słyszę, że wiele osób nie ma problemu z tą nominacją, byle, jak mówią, naprawiło to Trybunał. Pytam, w jaki sposób jedna osoba ma naprawić Trybunał? Zwłaszcza jak po odmowie ślubowania będzie siedzieć na korytarzu? Naprawi Trybunał sojusz nowych sędziów ze starymi, który może doprowadzić do uchylenia immunitetu Święczkowskiemu. A do tego potrzeba atmosfery szacunku dla prawa, a nie realizacji interesów politycznych. Jest wiele osób, które nadają się na to stanowisko merytorycznie równie dobrze, jak Maciej Berek, a które nie są zaangażowane ani politycznie, ani publicznie, a tym samym nie są kontrowersyjne. Należy szukać kandydata wśród osób podobnych profilem jak ostatnio powołany sędzia Patyra. Bo inaczej koalicja wyśle jasny przekaz, że kiedy trzeba protestów, ludzie są jej potrzebni, ale kiedy realizuje swój egoistyczny interes, zarówno tych ludzi, jak i zasady, w które wierzą, ma w nosie. #TrybunałKonstytucyjny #Polska #Apolityczność

Prezydent, który lubi powtarzać, że zgodnie z Konstytucją, jest gwarantem ciągłości władzy państwowej, znowu przerywa tę ciągłość, nie przyjmując ślubowania od sędziego Patyry i w ten sposób powodując kolejny wakat w TK. Jakże śmieszne są te wszystkie dywagacje prawicy o państwie, które ma mieć silne instytucje, kiedy mamy oto kabaret - za pomocą ślubowania, o którym mowa w ustawie, Karol Nawrocki uniemożliwia i sędziemu TK i sejmowi, który go wybrał, pełnienie funkcji wskazanych bezpośrednio w Konstytucji. A po prawej stronie cisza. Nikt nie mówi o zamachu stanu, o niszczeniu państwa. No bo jak prawica niszczy państwo, to je naprawia, prawda? Jesteście tak poważni w sprawach państwa jak przedszkolaki. #Polska #Konstytucja #Władza

Premier rządu, który szedł do wyborów z hasłem przywrócenia praworządności, nie powinien wypowiadać się publicznie w sprawie wiarygodności świadka zanim oceni tę wiarygodność sąd. Tego wymaga szacunek dla podziału władz. I fakt, że jego poprzednicy z PiS zachowywali się w takich sytuacjach o wiele gorzej, niczego w tej ocenie nie zmienia. #praworządność #wiarygodność #podziałwładzy

Ciekawe, co by się stało, gdyby dzisiaj jakiś polski polityk oficjalnie przemówił do Ukraińców takimi słowami: „Przebaczamy wam Wołyń. I prosimy o przebaczenie za krzywdy, które my wyrządziliśmy wam — za akcję „Wisła”, za spalone cerkwie, za to, czego sami się dopuściliśmy". Myślę, że w ciągu godziny zostałby zmiażdżony: „Zdrajca". „Agent Bandery". „Kto cię upoważnił, żebyś wybaczał w imieniu pomordowanych?". „Najpierw ekshumacje, najpierw niech oni nas przeproszą — a potem zobaczymy". Rozszarpano by tego człowieka na strzępy. Dla dzisiejszej prawicy taki gest jest po prostu nie do pomyślenia. A przecież coś takiego się u nas wydarzyło w roku 1965. Dwadzieścia lat po Auschwitz polscy biskupi napisali do biskupów niemieckich słynne „przebaczamy i prosimy o przebaczenie" — do Niemców, którzy wymordowali miliony Polaków. Reakcja władzy była dokładnie taka, jaką przed chwilą sobie wyobraziliście. Gomułka nazwał gest pojednania „targowicą" i „świństwem". Premier Cyrankiewicz pisał oficjalnie, że żadne dokumenty biskupie nie wymażą hitlerowskich zbrodni. Na rezydencji arcybiskupa Kominka ktoś wymalował: „Zdrajca". Wybaczenie było dla komunistów dokładnie tym, czym wybaczenie Wołynia jest dziś dla prawicy — czymś niewyobrażalnym, równoznacznym ze zdradą. Komuniści byli ateistami, więc można ich postawę zrozumieć. Dla marksisty wybaczenie nie jest wartością — to sentymentalna słabość. Ich niezdolność do przebaczenia była przynajmniej spójna z tym, w co wierzyli. Gomułka nie czytał wieczorem „Kazania na Górze” i nie udawał, że broni Ewangelii. Prymas Wyszyński określał ich postawę jednym słowem: „spoganienie" — dodając z ulgą, że to spoganienie oficjalnej władzy, a nie narodu, który umie przebaczać. Sam wybaczył wprost „po chrześcijańsku, w duchu Ewangelii Chrystusowej, zgodnie z Modlitwą Pańską i nauką Soborową". Komuniści wymachiwali czerwonym sztandarem — dzisiaj prawica wymachuje krzyżem i różańcem. Chce być przedmurzem chrześcijaństwa, obrońcą cywilizacji „zbudowanej na Ewangelii", przed bezbożnym liberalizmem. Ale jednocześnie wybaczenie Wołynia jest tak samo nie do pomyślenia, jak wybaczenie Niemcom dla Gomułki. Ci sami ludzie codziennie odmawiają „Ojcze nasz". Codziennie mówią: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Chrystus mówił: przebaczaj nie siedem razy, ale siedemdziesiąt siedem razy. Miłujcie nieprzyjaciół waszych. Całe chrześcijaństwo opiera się na krzyżu, który sam jest aktem przebaczenia — „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Ale nasi obrońcy krzyża uznali, że kiedy chodzi o nasz naród, o naszą ranę, to tak daleko akurat Ewangelia nie sięga. Komuniści przynajmniej nie udawali. Nie wybaczali i nie twierdzili, że są chrześcijanami. Prezydent Nawrocki, chrześcijanin przecież, oraz jego towarzysze w wierze nie wybaczają, choć nazywają siebie obrońcami chrześcijaństwa. Według tak szanowanego przez nich Prymasa Tysiąclecia to „spoganienie”. Ale im jakoś to się klei. #przebaczenie #historia #Polska

Polska potrzebuje prezydenta, który myśli o naszej przyszłości, a nie takiego, który ciągle skupia się na przeszłości i ta przeszłość niestety zasłania mu przyszłość. Może Karol Nawrocki jest nadal w duchu szefem IPN i dlatego cieszy się, że dzięki odebraniu Orderu Orła Białego świat dowiedział się o Wołyniu. Problem w tym, że jednocześnie tym gestem zwiększył szansę, że coś tak strasznego jak Wołyń się powtórzy, bo do naszego bezpieczeństwa potrzebujemy dzisiaj nie pamięci o latach 40. XX wieku, ale dobrej współpracy z Ukrainą przeciw Rosji na lata 30. i 40. wieku XXI. #Polska #Bezpieczeństwo #Przyszłość

Oprócz myślenia, co z Polakami zabitymi na Wołyniu, proponuję pomyśleć, co zrobić, żeby nigdy więcej zabitych Polaków nie było. Bo obecnie w atmosferze antyunijnej i antyukraińskiej, a za to świadomie lub nieświadomie prorosyjskiej, nie zmniejszany tego ryzyka. #Wołyń #Pamięć #Bezpieczeństwo

Narcyzm zbiorowy wynika z niskiej samooceny. To poczucie, że inni nas wciąż jako Polaków obrażają i poniżają, najczęściej nie wprost, że nam nie dziękują odpowiednio (choć dziękują), że nie dają nam nagród i orderów (choć dają). Że, krótko mówiąc. nam plują w twarz i że w związku z tym my - aby się bronić - musimy odpowiedzieć pięknym za nadobne. Ten narcyzm zbiorowy to przekonanie, że godność nie polega na spokojnej pewności siebie, ale na ciągłym analizowaniu tego, co o nas powiedziano i interpretowaniu tego w najgorszy możliwy sposób. Naród narcystyczny zbiorowo jest jak ten osiłek w bramie, który ciągle się rozgląda i pyta: „masz jakiś problem?” i któremu najlepiej nie patrzeć w oczy, bo każde spojrzenie interpretuje jako wyzywające albo pogardliwe. To, co zrobił Zełenski, nazywając jednostkę imieniem „bohaterów UPA”, choć niewrażliwe i głęboko błędne, nie osłabiło Polski w relacji do Rosji, nie dało ruskiej propagandzie paliwa, żeby zaatakować polskiego prezydenta. To, co zrobił Nawrocki, odbierając mu order Orła Białego, osłabia Zełeńskiego w czasie wojny z Rosją i napędza ruską propagandę. W efekcie więc szkodzi Polsce. A co mamy w zamian? Miłośnicy Konfederacji powiedzą „dumę”? Dumę z czego? Z tego, że zamiast zatrzymać spiralę nienawiści, rozkręcamy ją? Myślę, że nie o dumę tu chodzi, ale o zimną kalkulację polityczną. Tak jak Bąkiewiczowi zwyczajnie opłaca się wykorzystywać symbole religijne do wzniecania nienawiści, tak Nawrockiemu, który jest moim zdaniem w sercu konfiarzem, politycznie opłaca się wykorzystywać symbole narodowe do rozkręcania tej samej spirali. Po prostu są politycy, którzy żerują na nienawiści, karmią się nią politycznie, nie umieją jednoczyć emocjami pozytywnymi, potrafią tylko jednoczyć ideą Wielkiego Wroga. A jak to się prezydentowi Nawrockiemu i jego mentalnym towarzyszom z Konfederacji układa, że większym dla nas wrogiem jest Ukraina niż Rosja, nie da się żadną racjonalnością wyjaśnić. Chyba tylko taką, że zwiększyć nienawiści do Rosji już się nie da, dlatego w programie politycznym tych panów musi się pojawić inny kandydat, z potencjałem do rozbudzenia odpowiednich negatywnych emocji. I Ukraińcy świetnie się im do tego nadają, bo - jak kiedyś mniejszości żydowskie - są „bliskim obcym”, trochę naszym, ale także nie naszym, więc są pod ręką, więc łatwo o zachowania, po których można zapytać „masz jakiś problem”, a jednocześnie nie chroni ich przynależność do wspólnoty. Ciemne czasy nadchodzą. #Narcyzm #Polska #Nienawiść

To, co zrobił prezydent Zełenski, trzeba było zinterpretować jako działanie wobec Polski pozbawione wrażliwości i krzywdzące. Tego, co zrobił prezydent Nawrocki nie trzeba interpretować. To jest działanie wprost wrogie. Taka jest różnica między tymi działaniami. #Polska #Ukraina #Polityka