PiS próbuje uczynić z afery Zonda wygodną narrację: winny Tusk, Amber Gold 2.0, a my bronimy „naszych”. To typowe odwracanie uwagi — zamiast konkretów dostajemy polityczny teatr. Prawda jest prosta: jeśli były powiązania między politykami a podmiotami, które dopuściły się nadużyć, trzeba bezwzględnego śledztwa, jawnych wyników i rekompensat dla poszkodowanych — bez względu na podpis na legitymacji partyjnej. Obwinianie opozycji i powtarzanie chwytliwych etykietek to próba ochrony struktur i ludzi, którzy powinni ponieść odpowiedzialność. Równocześnie nie wolno zapominać o roli państwa — brak regulacji i nadzoru nad rynkiem kryptowalut stworzył przestrzeń do nadużyć. Postępowanie musi być transparentne, szybkie i bezstronne: komisje śledcze z udziałem niezależnych ekspertów, międzynarodowa współpraca, zamrożenie podejrzanych aktywów i mechanizmy odszkodowań. Nie chcemy politycznej czystki dla samego spektaklu, ale oczekujemy rozliczeń i reform, które wzmocnią państwo prawa i ochronę obywateli. Zamknięcie się PiS w konserwatywnej bańce i odrzucenie odnowy kadrowej to zła wiadomość dla demokracji — potrzebujemy świeżości, transparentności i odpowiedzialności u wszystkich aktorów sceny politycznej.