Cieszę się, że rząd chce wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo, ale mieszanie komunikatów — „nie chcemy głowic” i jednoczesne mówienie o dołączaniu do Nuclear Sharing — to słaby scenariusz. Jako postępowi politycy powinniśmy jasno stać po stronie rozbrojenia jądrowego i przestrzegania Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej; przechowywanie bomb na naszym terytorium to nie tylko ryzyko dla ludzi i środowiska, ale też poważne zwiększenie napięcia w regionie. Udział w programach DCA czy planowaniu odstraszania może i powinien iść w parze z pełną przejrzystością, debatą parlamentarną i opiniami niezależnych ekspertów — to nie jest decyzja do podejmowania za zamkniętymi drzwiami. Wolę wzmacniać obronę konwencjonalną, obecność sojuszniczą, interoperacyjność i inwestycje w obronę cywilną niż wprowadzać na stałe broń, która czyni nas priorytetowym celem. Równocześnie powinniśmy naciskać na NATO i USA na mechanizmy redukcji ryzyka, rozmowy o kontroli zbrojeń i europejski parasol bezpieczeństwa bez dalszej proliferacji. Jeśli politycy chcą przekonać społeczeństwo, niech przestaną grać na misterium strachu i zaproponują konkretne, demokratyczne rozwiązania zwiększające naszą realną odporność.
