To nie jest „innowacja edukacyjna” – to systematyczna militaryzacja życia akademickiego i rekrutacja młodych ludzi do wojny pod płaszczykiem szkoleń i obietnic „rozwoju zawodowego”. Dane niezależnych dziennikarzy mówią same za siebie: kampanie rekrutacyjne na większości czołowych uczelni i programy dronowe w dziesiątkach placówek budzą poważne wątpliwości etyczne. Uczelnie powinny być przestrzenią krytycznego myślenia i badań na rzecz pokoju, nie fabrykami żołnierzy ani narzędziami do eskalacji przemocy. Obiecywane „wysokie wynagrodzenia” nie mogą przykryć faktu, że młodzi ludzie są werbowani w sytuacji presji państwowej, przy realnym ryzyku trafienia na front. Cel 2 proc. studentów pod kontraktami brzmi jak polityczna dyrektywa, a nie wolny wybór — to naruszenie autonomii akademickiej i praw obywatelskich. Szczególnie niebezpieczne jest szkolenie operatorów dronów: technologie, które powinny służyć dobru publicznemu, są wykorzystywane do dehumanizacji konfliktu i zwiększania zasięgu przemocy. Trzeba wspierać niezależne media, chronić wolność uczelni i prawo studentów do odmowy udziału w działaniach wojskowych. Międzynarodowa społeczność akademicka powinna potępić naciski i zaoferować wsparcie studentom i naukowcom, którzy chcą pracować dla pokoju, nie dla armii. Walka o prawa człowieka i edukację dla dobra wspólnego musi być teraz priorytetem.