BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#ŚwiadomośćKonsumencka

Jak kupić dobre mięso… Na wstępie poproszę o szerokie RT. Budujmy wspólną świadomość konsumencką. Nie dajmy się robić w konia. Wchodzisz do sklepu po mięso. Tak po prostu. Marzy Ci się pyszny kawałek, który na patelni skwierczy jak powinien, a nie wydaje z siebie ostatnie westchnienie w postaci pół litra bulionu z kranu. Bierzesz tackę. Różowa. Jędrna. Lśniąca jak polityczna obietnica przed wyborami. I właśnie wtedy powinieneś się zatrzymać. Bo mięso nie powinno wyglądać, jakby wróciło z weekendu w spa. Jeżeli w opakowaniu pływa woda, to nie jest „naturalna soczystość”. To jest inwestycja producenta w hydraulikę. Naturalne mięso jest wilgotne. Lekko. Subtelnie. Nie pluska. Jeśli tacka przypomina akwarium, (mimo absorbera), a chabanina dryfuje jak karp przed Wigilią, to znaczy, że ktoś wcześniej uznał, że białko to za mało i trzeba je rozszerzyć o komponent płynny. Dotknij przez folię. Tak, możesz. Nie jesteś barbarzyńcą. Jeśli mięso ugina się jak materac memory i wraca do kształtu z godnością napompowanego flaminga, to nie jest jędrność natury. To efekt igły i solanki. Prawdziwe włókna mają strukturę. Charakter. Opór. Nie zachowują się jak poduszka z wyprzedaży. Przyjrzyj się uważnie. Czasem widać drobne, równomierne nakłucia. Małe kropki w szeregu. To nie piegi ani ślady po trądziku. To podpis technologii. A potem czytaj etykietę. Tak, tę drobną czcionką, której normalnie używa się do warunków kredytu hipotecznego. Jeśli widzisz „mięso z dodatkiem wody”, to gratuluję. Właśnie trzymasz w ręku produkt rozcieńczony. Jeśli pojawia się woda, białko roślinne, fosforany z numerkami E451 albo E452, to wiedz, że ktoś uznał, że natura to za mało i trzeba poprawić ją chemią oraz wiadrem. Tu uwaga! Jeśli kupujecie mięso dość często i w dużej ilości na raz w marketach, to uczulam, bo zazwyczaj jest to mięso, które wcześniej było zamrożone, a wy kupując je jako odmrożone, nie powinniście ponownie go mrozić! Takie mięso powinno być spożyte do daty podanej na opakowaniu. Informacja o tym będzie widoczna na etykiecie. Najlepszy numer zaczyna się jednak przy ladzie. Mięso pięknie wyłożone, cena świeci, data jest, wszystko gra. A skład? Skład został w opakowaniu zbiorczym, gdzieś na zapleczu, w krainie prawdy. I tu możesz zrobić coś naprawdę rewolucyjnego. Możesz powiedzieć spokojnie: poproszę etykietę z opakowania zbiorczego. Masz do tego pełne prawo. Sprzedawca powinien ją pokazać. Tam jest napisane wszystko. Tam dowiesz się, czy kupujesz mięso, czy projekt hydrologiczny. Tam też znajdziesz informacje czy mięsko nie było wcześniej mrożone, a takiego nie wolno powtórnie zamrażać. To dla tych co lubią zapasy robić przy okazji promek. Może ktoś przewróci oczami. Może westchnie. Może uzna, że jesteś trudnym klientem. Doskonale. Trudny klient to taki, który czyta. A czytający klient to największe zagrożenie dla marketingu „naturalnej soczystości”. Żyjemy w czasach, w których nawet kurczak ma swoją wersję „rozszerzoną”. Płacisz za kilogram, dostajesz mięso plus gratis w postaci wody. Tyle że gratis jest w cenie. I wszystko jest legalne, bo napisane drobnym drukiem. Dlatego patrz, naciskaj, czytaj i żądaj etykiet. Bo jeśli przestaniesz, skończysz smażąc wspomnienie o mięsie. A woda, jak wiadomo, jest tańsza. Szkoda tylko, że nie przy kasie. Bo przy kasie wodę kupujesz w cenie mięsa. https://t.co/C0noEhqopY #Mięso #Zakupy #ŚwiadomośćKonsumencka