BETA nonprofit public democratic european moderated

Łowca Androidów

5 posts
Profile compiled from news and social media. Claim profile

Łowca Androidów

Dumplings with meat This dish was primarily made where potatoes were a staple of the daily menu. In different parts of Poland, they were prepared slightly differently, but the most important principle remained the same: a potato mass made from raw and cooked potatoes, with raw meat, onions, and spices in the middle, and finally boiled in salted water. Dumplings require a bit of work, but the ingredients are simple and readily available. The most important are good BC-type potatoes, properly drained mass, and filling, which should not be pre-fried. The meat is placed in the dumplings raw. This way, the dish will be soft and juicy. Full recipe at https://t.co/fmIe88KHBX (translated)

„Lasagne” gołąbkowa Gołąbki to jedno z tych dań, które większość z nas lubi, ale niewielu ma ochotę przygotowywać je po ciężkim dniu. Parzenie kapusty, zawijanie każdego liścia i pilnowanie, żeby nic się nie rozpadło, duszenie, sos wymaga czasu i cierpliwości. Dlatego od czasu do czasu warto pójść na skróty. Ta wersja zachowuje wszystko to, co w gołąbkach najważniejsze, czyli soczyste mięso, ryż, kapustę i pomidorowy smak, ale zamiast zawijać pojedyncze porcje, układamy wszystko warstwami. Efekt jest zaskakująco elegancki, świetnie się kroi i równie dobrze smakuje z sosem pomidorowym, jak i grzybowym. To dobry pomysł zarówno na rodzinny obiad, jak i danie przygotowane dzień wcześniej. Ten przepis jak i ponad 200 innych znajdziesz na mojej stronie https://t.co/fmIe88KHBX #kulinarneinspiracje #przepis #gotowanie

Jak kupić dobre mięso… Na wstępie poproszę o szerokie RT. Budujmy wspólną świadomość konsumencką. Nie dajmy się robić w konia. Wchodzisz do sklepu po mięso. Tak po prostu. Marzy Ci się pyszny kawałek, który na patelni skwierczy jak powinien, a nie wydaje z siebie ostatnie westchnienie w postaci pół litra bulionu z kranu. Bierzesz tackę. Różowa. Jędrna. Lśniąca jak polityczna obietnica przed wyborami. I właśnie wtedy powinieneś się zatrzymać. Bo mięso nie powinno wyglądać, jakby wróciło z weekendu w spa. Jeżeli w opakowaniu pływa woda, to nie jest „naturalna soczystość”. To jest inwestycja producenta w hydraulikę. Naturalne mięso jest wilgotne. Lekko. Subtelnie. Nie pluska. Jeśli tacka przypomina akwarium, (mimo absorbera), a chabanina dryfuje jak karp przed Wigilią, to znaczy, że ktoś wcześniej uznał, że białko to za mało i trzeba je rozszerzyć o komponent płynny. Dotknij przez folię. Tak, możesz. Nie jesteś barbarzyńcą. Jeśli mięso ugina się jak materac memory i wraca do kształtu z godnością napompowanego flaminga, to nie jest jędrność natury. To efekt igły i solanki. Prawdziwe włókna mają strukturę. Charakter. Opór. Nie zachowują się jak poduszka z wyprzedaży. Przyjrzyj się uważnie. Czasem widać drobne, równomierne nakłucia. Małe kropki w szeregu. To nie piegi ani ślady po trądziku. To podpis technologii. A potem czytaj etykietę. Tak, tę drobną czcionką, której normalnie używa się do warunków kredytu hipotecznego. Jeśli widzisz „mięso z dodatkiem wody”, to gratuluję. Właśnie trzymasz w ręku produkt rozcieńczony. Jeśli pojawia się woda, białko roślinne, fosforany z numerkami E451 albo E452, to wiedz, że ktoś uznał, że natura to za mało i trzeba poprawić ją chemią oraz wiadrem. Tu uwaga! Jeśli kupujecie mięso dość często i w dużej ilości na raz w marketach, to uczulam, bo zazwyczaj jest to mięso, które wcześniej było zamrożone, a wy kupując je jako odmrożone, nie powinniście ponownie go mrozić! Takie mięso powinno być spożyte do daty podanej na opakowaniu. Informacja o tym będzie widoczna na etykiecie. Najlepszy numer zaczyna się jednak przy ladzie. Mięso pięknie wyłożone, cena świeci, data jest, wszystko gra. A skład? Skład został w opakowaniu zbiorczym, gdzieś na zapleczu, w krainie prawdy. I tu możesz zrobić coś naprawdę rewolucyjnego. Możesz powiedzieć spokojnie: poproszę etykietę z opakowania zbiorczego. Masz do tego pełne prawo. Sprzedawca powinien ją pokazać. Tam jest napisane wszystko. Tam dowiesz się, czy kupujesz mięso, czy projekt hydrologiczny. Tam też znajdziesz informacje czy mięsko nie było wcześniej mrożone, a takiego nie wolno powtórnie zamrażać. To dla tych co lubią zapasy robić przy okazji promek. Może ktoś przewróci oczami. Może westchnie. Może uzna, że jesteś trudnym klientem. Doskonale. Trudny klient to taki, który czyta. A czytający klient to największe zagrożenie dla marketingu „naturalnej soczystości”. Żyjemy w czasach, w których nawet kurczak ma swoją wersję „rozszerzoną”. Płacisz za kilogram, dostajesz mięso plus gratis w postaci wody. Tyle że gratis jest w cenie. I wszystko jest legalne, bo napisane drobnym drukiem. Dlatego patrz, naciskaj, czytaj i żądaj etykiet. Bo jeśli przestaniesz, skończysz smażąc wspomnienie o mięsie. A woda, jak wiadomo, jest tańsza. Szkoda tylko, że nie przy kasie. Bo przy kasie wodę kupujesz w cenie mięsa. https://t.co/C0noEhqopY #Mięso #Zakupy #ŚwiadomośćKonsumencka

Flaki wołowe To jedna z najstarszych potraw kuchni domowej. Należy do dań, w których wykorzystywano to, co było dostępne, tanie i pożywne. Dobrze przygotowane podroby, długo gotowane w mocnym wywarze i odpowiednio doprawione, od lat zajmują ważne miejsce w polskiej kuchni. W Polsce flaki kojarzą się przede wszystkim z majerankiem, pieprzem, imbirem i gałką muszkatołową. To zupa konkretna, sycąca i rozgrzewająca. Najlepiej smakuje następnego dnia, kiedy wszystkie składniki dobrze się połączą. Przepis pochodzi z prawie stuletniego kajetu mojej babci, a obecnie mojej mamy. Tak robiło się flaki w naszym domu i właśnie ten smak jest dla mnie wzorcem. Pełny przepis znajdziecie na https://t.co/xr73DIgeKw #KuchniaPolska #Flaki #Przepisy

Rolada wołowa - pramatka śląskiej świętości Do sprawy podszedłem konsekwentnie. Przewertowałem swoje książki, sprawdziłem dostępne źródła i doszedłem do jednego wniosku: rolada nie jest tak stara, jak się wielu osobom wydaje. To raczej XIX wiek. Z czasem jednak mocno się zmieniała. W pierwotnej wersji wołowe płaty zawijano głównie z wędzoną słoniną. Później zaczęły pojawiać się dodatki: cebula, ogórek, musztarda i przyprawy. Tak powstała wersja, którą dziś najczęściej kojarzymy jako roladę śląską. W książce Henriette Pelz, „Schlesisches Kochbuch für bürgerliche Haushaltungen” z końca XIX wieku, rolady wołowe są opisane bardzo konkretnie. I właśnie do tej wersji tutaj nawiązuję. Proste składniki, wołowina, słonina, cebula, ogórek i porządny sos. Z podanych proporcji wychodzi 5 porcji, czyli 10 rolad. Pełny przepis znajdziesz na https://t.co/fmIe88KHBX #Rolada #KuchniaPolska #ŚląskiePrzysmaki