The Android Hunter described Polish pizza with mushrooms, onions, and salami, and then asked what toppings his audience likes the most. https://t.co/pIaPGkFFLm #pizza #jedzenie #smaki (translated)
The Android Hunter described Polish pizza with mushrooms, onions, and salami, and then asked what toppings his audience likes the most. https://t.co/pIaPGkFFLm #pizza #jedzenie #smaki (translated)
Paweł z pracy zaprosił wczoraj kilka osób na Festiwal Pizzy. Dostał awans i chciał poświętować. Umówiliśmy się na 16. Upewniłem się, że on stawia. Powiedział, że tak. Dopiero wtedy mu pogratulowałem. Przed wyjściem przestudiowałem regulamin. Za długo zajmuję się promocjami bankowymi, żeby nie wiedzieć, że korporacje lubią nadużywać zwrotu „ile chcesz”. Od rana specjalnie nie jadłem śniadania. Punkt 11:00 wszedłem do restauracji. Spotkanie było dopiero za pięć godzin, ale regulamin nie uzależniał godziny rozpoczęcia konsumpcji od punktualności pozostałych uczestników. Powiedziałem kelnerowi, że czekam na znajomych. Nie powiedziałem, kiedy przyjdą. Zająłem duży stolik i zamówiłem Festiwal. Przez pierwszą godzinę brałem każdy proponowany kawałek. Potem zacząłem selekcjonować smaki. Regulamin dopuszczał pominięcie jednego lub dwóch kawałków, więc odrzucałem dwa, a trzeci przyjmowałem. Nawet jeśli był z ananasem. Optymalizacja wymaga czasem ekspozycji na aktywa niższej jakości. O 15:50 miałem za sobą siedemnaście kawałków. Zrobiłem dziesięciominutową przerwę techniczną. O 16 przyszli pozostali. Paweł spojrzał na pusty talerz. - Długo czekasz? - Niedawno przyszedłem. „Niedawno” nie jest jednostką czasu zdefiniowaną w regulaminie. Znajomi zamówili Festiwal i zaczęli jeść. Ja rozpocząłem drugą turę. Po godzinie część osób zaczęła odwracać semafory na „basta”. Lekkomyślna realizacja zysków. O 18 zaproponowali, żebyśmy poszli na kręgle. Powiedziałem, że dołączę później. Paweł chciał zapłacić rachunek. Powstrzymałem go. Zgodnie z regulaminem oferta obowiązywała podczas jednej wizyty aż do zapłaty. Zapłacenie mojego rachunku na tym etapie oznaczałoby przymusowe zamknięcie pozycji. Paweł zostawił więc pieniądze i wyszedł z resztą. Zostałem sam. Kelner popatrzył na mnie. - Nie idzie pan ze znajomymi? - Nie podejmuję decyzji inwestycyjnych pod wpływem presji grupy. Od tej chwili przechodził obok mojego stolika coraz rzadziej. O 20 zapytał, czy może zabrać semafor. O 21 zaczął sprzątać sąsiednie stoliki. O 21:30 krzesła stały już na stołach. O 21:50 poinformował mnie, że restauracja niedługo się zamyka. Podziękowałem. Regulamin nie określał minimalnego odstępu pomiędzy ostatnim kawałkiem a zamknięciem lokalu. O 21:58 przyjąłem ostatni kawałek. O 21:59 odwróciłem semafor na „basta”. Łącznie zjadłem 31 kawałków. Zaoszczędzony na jedzeniu kapitał w całości przelałem na konto maklerskie. Paweł napisał później, że następnym razem będzie świętował z rodziną. Szkoda. Awans szybko zmienia ludzi. #FIRE #pizza #wydarzenia #życie
Szanowny Panie Prezydencie @NawrockiKn @prezydentpl Apel ludzi nauki przeciwko "Lex Szarlatan" podpisało już blisko 100 naukowców z Polski i zagranicy! https://t.co/DhSndSHyc1 Są tam nazwiska, które trudno posądzić o "szarlatanerię" - sygnatariuszy wciąż przybywa! Coraz więcej ludzi nauki zauważa, że ta ustawa to bubel prawny i poważne zagrożenie dla medycyny naturalnej i wolności debaty naukowej Podpisali się m. in. Prof. Dr. Rainer W. Bussmann (Professor of Ethnobotany, Institute of Botany and Bakuriani Alpine Botanical Garden, Ilia State University, Tbilisi, Georgia) Jeden z najbardziej wpływowych etnobotaników na świecie. Cytowany ponad 43 000 razy (Google Scholar); bardzo wysoki h-indeks (raportowany nawet ~90 w niektórych bazach). Setki publikacji z zakresu etnobotaniki, ekologii roślin i medycyny tradycyjnej; szeroka współpraca międzynarodowa. Prof. Dr. Nancy J. Turner (PhD, CM, OBC, FRSC, FLS; Adjunct Professor Emerita, School of Environmental Studies, University of Victoria, Kanada) Wybitna kanadyjska etnobotaniczka i etnoekolożka. Cytowana ok. 24 500 razy, h-indeks 70. Autorka/współautorka kluczowych książek i setek prac o wiedzy rdzennych ludów o roślinach; odznaczona Orderem Kanady i Orderem Kolumbii Brytyjskiej; członkini Royal Society of Canada i Linnean Society. Prof. dr hab. Łukasz Łuczaj (Wydział Biologii, Ochrony Przyrody i Zrównoważonego Rozwoju, Uniwersytet Rzeszowski; prezydent-elekt Society for Ethnobotany) Polski etnobotanik, specjalista od dzikich roślin jadalnych i etnomycologii. Cytowany ponad 9100 razy, h-indeks 52. Associate Editor w Frontiers in Pharmacology i Journal of Ethnobiology and Ethnomedicine; redaktor sekcji w Acta Societatis Botanicorum Poloniae i naczelny Etnobiologia Polska. Silna pozycja międzynarodowa w swojej dziedzinie. Prof. dr hab. n. med. Piotr Mydel (Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii; także University of Bergen) Specjalista immunologii, mikrobiologii i biochemii. Cytowany ok. 7170 razy (h-indeks ok. 32). Badania nad powiązaniami bakterii jamy ustnej (np. Porphyromonas gingivalis) z chorobami ogólnoustrojowymi (RZS, Alzheimer); publikacje w wysokoinfluencyjnych czasopismach, w tym Science Advances Assoc. Prof. PhD Marco Leonti (Department of Biomedical Sciences, University of Cagliari, Włochy) Ekspert etnofarmakologii i etnobotaniki. Cytowany ok. 6600–6700 razy. Prace nad ilościowymi wskaźnikami etnobotanicznymi, smakiem/zapachem roślin leczniczych i historią medycyny roślinnej; aktywny w międzynarodowych projektach i czasopismach z dziedziny. Inni zasługujący na uwagę to m. in. prof. dr hab. Antoni Szumny (chemia żywności, UPWr; h-indeks Scopus/WoS ok. 33–34), prof. dr hab. dr h.c. Tadeusz Trziszka (żywność/biotechnologia) Prosimy o weto! #LexSzarlatan #Nauka #WolnośćDebaty
Bellingham z brązowym medalem. Mbappé, Tchouameni i Konate muszą obejść się smakiem. Gratulacje dla całej czwórki za mundial! Anglia 6 - 4 Francja https://t.co/X9LzAYxljs #Mundial #Bellingham #Futbol
No to i ja mogę się wypowiedzieć na temat @R22Krakow Posiedziałem, popiłem i pojadłem. Powiem tak, choć bym się chciał przypierdolić do czegoś to nie ma do czego. 1.Przestrzeń ogólna wielka, spora sala główna z mega telewizorami, wielki ogródek i taras. Kilka sal „prywatnych”. Najpiękniejsza sala na antresoli. 2. Wystrój w sam raz. Nie na krawat i nie na bar z flaczkami. Wszystko z gustem, wywarzone. 3. Najważniejsze jedzenie. Dla mnie petarda. Nasz stolik brał pizzę, bułeczki Bao Bao, sałatkę Cezar, żeberka, burgery itp. Każdy zadowolony zjadł ze smakiem. 4. Ceny? Standard. 5. Obsługa 10/10 6. I przede wszystkim cały czas znajome twarze z sektorów w trochę innych okolicznościach przyrody. Świetnie spędzone 4 godziny. Właśnie tego brakowało. Potencjał gigantyczny. Tak podsumowując to mega duma i wyrazy wdzięczności dla @SociosWisla i @jarokrolewski za sukcesywne dokładanie nie cegły ale milowych kamieni do naszej społeczności, historii i budowy Wielkiej Wisły. Możemy narzekać na różne sprawy ale prawda jest taka że Wisła zmienia się gigantycznie. Na wielki plus. Jeśli ktoś kilka lat tu nie był i teraz by przyjechał to szczękę będzie zbierał z ziemi przechadzając się po sklepie i restauracji. To jest poziom europejski. Będziemy mieli mnóstwo pociechy i niezapomnianych chwil z tego miejsca. Jedyny minus to obecność tego @mersi766 . Tak to petarda ♥️🔥 Całe życie człowiek marzył o takim miejscu 🤝🤝🤝 #Kraków #Jedzenie #Wydarzenia
Długo biłem się z myślami, czy dzielić się z Wami dzisiejszym skandalem gastronomicznym. Sprawa dotyczy podmiotu tutaj powszechnie lubianego, a właściciela osobiście szanuję. Uznałem jednak, że w zgodzie z własnym sumieniem muszę o tym napisać. Kończyliśmy ze szwagrem fuchę w Poznaniu. On zaparkował pod jedną z galerii handlowych, żeby coś kupić, a ja ruszyłem w poszukiwaniu okazji. Nagle mój wzrok przykuł szyld, który od razu skojarzyłem z internetu: Kim Chi Ken. No tak, to przecież biznes mojego sieciowego znajomego. Natychmiast przekalkulowałem sytuację. Uznałem, że to doskonała okazja operacyjna, żeby przetestować produkt, a przy okazji zoptymalizować koszty dzisiejszego wyżywienia do idealnego zera. W końcu relacje w biznesie powinny przynosić wymierne korzyści. Takiemu influencerowi na pewno nie odmówią. Podchodzę do kasy i na samym wstępie, badając grunt, informuję obsługę: - Dzień dobry, ja znam właściciela. Bardzo miła pani za ladą ze zrozumieniem kiwnęła głową. Ucieszyłem się, że weryfikacja bazy danych poszła tak sprawnie i system od razu przyznał mi status VIP. Bez zbędnej skromności złożyłem potężne zamówienie: solidna porcja dla mnie na miejscu, a do tego gigantyczny pakiet dla całej rodziny na wynos, żeby zabezpieczyć lodówkę w domu na najbliższe dni. Pani po kilkunastu minutach wydała posiłki, nie upominając się o żadne transakcje bezgotówkowe. Jedzenie? Absolutna petarda. Koreański kurczak wjechał idealnie, smaki zbalansowane perfekcyjnie. Siedząc przy stoliku, pomyślałem nawet, że chętnie wysłałbym tu żonę na trzymiesięczne, bezpłatne praktyki, żeby w końcu nauczyła się gotować. Najgorsze wydarzyło się jednak, gdy spakowałem zapasy i zbierałem się do wyjścia. Ta sama pani zza lady rzuciła z uśmiechem: - Proszę pana, przy tym całym zamieszaniu z pakowaniem zapomniałam przyjąć od pana płatności. Karta, czy gotówka? Uniosłem jedną brew do góry w głębokim zdumieniu. - Przepraszam, ale przecież wyraźnie zaznaczyłem na wstępie, że znam właściciela. - Ja też go znam – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. – Ale to nic nie zmienia. Musi pan zapłacić. Bezczelność. Nie chciałem wyciągać ciężkich dział, ale sytuacja mnie do tego zmusiła. Odpaliłem telefon i zacząłem pokazywać moje profile na social mediach. Twitter - 36 tysięcy obserwujących. Facebook - 42 tysiące. Instagram - 5400 prenumeratorów mojego mindsetu. Ona spojrzała na ekran, wzruszyła ramionami i skwitowała: - Mnie to nie interesuje, ja oglądam tylko TikToka. Proszę płacić. Wokół stolika zaczęli już krążyć panowie z ochrony. Przełknąłem nerwowo ślinę, ale trzymałem fason. - Czy jest pani absolutnie pewna wizerunkowych konsekwencji tego czynu? - zapytałem. - Właśnie piszę do właściciela na Twitterze. Wysłałem wiadomość prywatną. Brak odpowiedzi. Poprosiłem kasjerkę, żeby natychmiast wykonała do niego bezpośrednie połączenie telefoniczne. - Skoro pan go tak dobrze zna, to czemu pan sam do niego nie zadzwoni? – zapytała złośliwie, ale wykonała połączenie. W końcu, po piętnastu minutach ciężkich negocjacji w przejściu, udało się go złapać na telefonie. Przejąłem słuchawkę i po kolejnym kwadransie mojego chłodnego, analitycznego tłumaczenia, jak ważna jest ta darmowa kooperacja, usłyszałem w głośniku jego zmęczony głos skierowany do obsługi: „Dobra, dajcie mu już to jedzenie na mój koszt, bo robi niepotrzebny szum przed lokalem i odstrasza mi płacących klientów”. Uśmiechnąłem się szeroko, zasalutowałem ochronie, odebrałem moje darmowe pakiety żywnościowe dla rodziny, grzecznie podziękowałem i wyszedłem z galerii jak król arbitrażu. Życie internetowego twórcy bywa potwornie ciężkie i wymaga twardych umiejętności negocjacyjnych w terenie. Ale ostatecznie? Bilans zysków i strat znowu na potężnym plusie, a domowy budżet odciążony do granic możliwości. #FIRE #gastronomia #Negocjacje #influencer