Jakby to napisać dyplomatycznie… Problemem JB jest jego przekonanie o nieomylności i posiadaniu tajemnej wiedzy w wielu dziedzinach na podstawie… no właśnie na podstawie w zasadzie czego? Ten człowiek przecież niczego nie bada twórczo, uczciwie nie zgłębia do jądra problemu, a jego książki to czysta grafomania i strumień samoświadomości. Piszę to po przeczytaniu pięciu prac, gdzie moja lista zarzutów jest znacznie dłuższa, ale to nie pora na to. Nie chce już wracać do znanego problemu przypisywania sobie cudzych ustaleń naukowych, ale zwyczajnie w świecie JB ma bardzo mgliste pojęcie o historii jako takiej. Może nawet *coś tam czytał*, ale jego mózg selektywnie wybiera sobie informacje pod określone tezy. No i istotnym czynnikiem jest twórcza modyfikacja tego w oparciu o głębokie przekonanie, że jego wnioski są słuszne i odkrywcze. Trudno JB nazwać naukowcem, bo nauki nie uprawia, ale nawet jako popularyzator po prostu przepada w przedbiegach. Ten człowiek autentycznie nie zna podstawowych faktów, notorycznie zmyśla, no i żyje sobie w bańce, że coś tam wykoncypował twórczego. Ale na obronę JB muszę powiedzieć, że to wszystko jest i tak jego wielkim sukcesem marketingowym. Idealnie wpisał się w model postkomunistycznego kraju z upośledzonymi neokolonialnymi elitami i aparatem państwowym. Dokładnie takich mamy „ekspertów” jaki mamy poziom nauki, akceptacji dla bylejakości i systemu kontroli społecznej, a właściwie jej braku. Witajcie w Polsce 2026, gdzie stary profesor komuch ma więcej w głowie niż cwaniaczek w skórzanej kurtce, który używa co drugie zdanie zwrotów, których nie rozumie 90% ludzi. #nauka #polska #kultura






