Przyjrzyjmy się tym rzekomo "kosztownym" wetom. 1. Opłata cukrowa, czyli tzw. bodźcowanie obywateli, które w oficjalnej narracji miało nas uczynić zdrowszymi. Nic o tym nie wiadomo, jest to traktowane po prostu jako czysty fiskalizm. A nawet, gdyby nie było, to tego typu "bodźcowanie" obywateli za pomocą podatków jest niedopuszczalne i powinno zostać konstytucyjnie zakazane. Bardzo dobre weto. 2. Akcyza na alkohol - mniej więcej to samo, ale tutaj była jeszcze jedna rzecz: wcześniejsze ustalenia z branżą, które zawierały inny harmonogram podwyżek. Bardzo dobre weto. 3. "Uszczelnienie" przepisów dotyczących fundacji rodzinnych - czyli praktycznie likwidacja instytucji, która w społeczeństwie pozbawionym historii majątków jak polskie jest bardzo potrzebna. No, ale państwo musi przecież położyć łapę na kolejnych pieniądzach obywateli. 4. Podatek, którego skutkiem miało być ograniczenie cen - interesująca koncepcja. Miał działać wstecz, co samo w sobie jest absurdalne, a przede wszystkim osiągnąłby jedno: zamiast nagłych wzrostów cen, mających źródło we wzroście marż, wpadających w opodatkowanie, mielibyśmy odbicie sobie utraconego zysku w postaci wzrostu cen w przyszłości (po ustaniu opodatkowania). W konstrukcji tego podatku skandaliczne było i to, że jego zakres zależał od przyjętej czysto hipotetycznej konstrukcji (ile by koncerny zarobiły "normalnie"). Wszystkie te weta były stuprocentowo słuszne, a rzekomo utracone 7 mld zł to w skali deficytu, sięgającego ponad 170 mld, śmieszne pieniądze. #Polska #Podatki #Fiskalizm