Ano właśnie. Pobawmy się w absurdy. Zgodnie z linią ukraińskich i litewskich nacjonalistów. Rozbiory Rzeczpospolitej były absolutnym pogwałceniem norm ówczesnego prawa międzynarodowego. Nigdy w zasadzie nie doszło do prawnego unieważnienia i uznania rozbiorów za zbrodnie na narodzie polskim. Nie dostaliśmy za to też żadnego odszkodowania, które można mierzyć w bilionach euro. Fakt, że jako naród tak szybko pogodziliśmy się z legalizacją rozbiorów na arenie międzynarodowej oraz nie widzieliśmy realnej możliwości powrotu do granic sprzed 1772 roku ma daleko idące konsekwencje dla naszej polityki historycznej i dyskursu naukowego. Skoro Ukraińcy i Litwini grają dzisiaj głupa, zasłaniając się prawem międzynarodowym specyficznie widzianym z narodowej perspektywy, to co stoi na przeszkodzie podkreślać, że Polska jako jedyny prawny kontynuator Rzeczpospolitej (Ukraina i Litwa wprost się wypierają) ma moralny i prawny obowiązek troszczenia się o sytuację polityczną i dziedzictwo historyczne na tych ziemiach? Czemu w zasadzie nie oczekujemy od Ukrainy i Litwy przeprosin za nielegalną okupację naszych ziem, którą łaskawie uznajmy jako stan faktyczny bez chęci podważenia. Czemu w historycznie polskim Kownie i Bracławiu są ulice jakichś antypolskich szowinistów, którzy godzą w nasz interes narodowy? #Polska #Historia #MiędzynarodowePrawo