Byłem na "Odysei" Nolana. Pisałem, że nie pójdę, ale uzbierała się spora ekipa chętnych, więc dołączyłem. I nie żałuję. Film jest naprawdę dobry w ryj. Wbrew pozorom jest bardziej "prawicowy" niż jakikolwiek inny współczesny, wakacyjny blockbuster. Opowiada o prawie do zemsty, zabijaniu tych, którzy nadużywają gościnności, honorze, wierności, byciu lojalnym wobec ziomków, miłości ojca do syna. Bardziej "prawicowo" już nie będzie w kinie za 250+ milionów dolców. Czarna Helena, owszem, jest aberracją, ALE najgorzej wypadają w swoich rolach biali aktorzy: Charlize Theron nie nadaje się kompletnie do odgrywania postaci Kalipso, wygląda jak podstarzała modelka, a jej strój stylizowany na sieć rybacką to jakiś żart chyba. Jest też nieszczęsny Jon Bernthal z doklejonym bald capem, który głosem Punishera opowiada o losach Odyseusza - kuriozum. Jak się rzekło, całościowo film jednak wymiata. Najlepsza jest ostatnia godzina i dla niej warto przesiedzieć dwie pierwsze i przymknąć oko na najbardziej fatalnie wyrenderowane, komputerowe macki od czasów "The Mist" Darabonta. Mocne 8/10. #film #Odyseja #Nolan



