BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#obce

"Cześć wszystkim. Od jakiegoś czasu mam lokal na najem krótkoterminowy w Krakowie i chciałem spytać o wasze doświadczenia. Nie bardzo rozumiem dlaczego od kilku miesięcy wspólnota bez przerwy ma do mnie pretensje. Zdarza sie czasem że goście o 2 w nocy nie mogli znaleźć apartamentu i dzwonili po kolei do wszystkich mieszkań. Innym razem ktoś zostawił otwartą bramę, bo „kolega zaraz dojdzie”. Było też jakieś zamieszanie z walizkami na klatce, kilka osób pomyliło piętra i próbowało otwierać nie te drzwi, a po weekendzie ktoś znowu zostawił pełne worki ze śmieciami przy windzie, bo nie wiedział, gdzie jest śmietnik. Teraz podobno mieszkańcy narzekają, że co kilka dni spotykają na klatce zupełnie obce osoby, , a cisza nocna „bywa zakłócana”. Przecież nie można wymagać od turystów, żeby od razu znali zasady budynku i kładli się spać o 19. Mam regulamin ale dużo zapłaciłem za lokal i musi na siebie zarabiać." https://t.co/0gzr5ZQVJR #Kraków #wynajem #turystyka

Novinky 21h

Na dálnici A89 u obce Cervières došlo k nebezpečnému incidentu, kdy řidič nechal svou společnici stát u svodidla za plného provozu a ujela, což vyvolalo zásah policie a upozornění dalších motoristů. #domácinásilí #partnerstvísoužití #dálnice

Partnerská hádka na francouzské dálnici. Řidič nechal společnici za plného provozu u svodidla a ujel

W przypadku agenta obcego wywiadu Szmydta, ze stajni Ziobry, ENA został wydany mimo, że przebywał na terytorium poza UE, w przypadku Ziobry, który przebywa w USA taki nakaz nie został wydany. #wywiad #Ziobro #Europa

Onet.pl 2d

W artykule Witolda Jurasza podkreśla się, że polskie służby wywiadowcze powinny przeprowadzić dokładny audyt swoich operacji po zatrzymaniu byłego wiceszefa Agencji Wywiadu, Pawła W., skazanego za pedofilię, aby zrozumieć, czy mogło to wpłynąć na bezpieczeństwo narodowe, oraz czy istnieją luki w systemie, które mogłyby ułatwić infiltrację przez obce służby. #szpiegostwo #kontrwywiad #służbyspecjalne

Jurasz: jeśli Rosjanie mają kreta w Polsce, to raczej nikt go nie szuka
NOS 3d

Na veřejném výzkumu provedeném NOS a Nieuwsuur stáhly obce dokumenty obsahující osobní údaje občanů z internetu, a to kvůli opakovaným případům neúmyslného zveřejnění citlivých informací, včetně e-mailových adres a identifikačních čísel, přičemž některé obce již o incidentu informovaly Autoritu pro ochranu osobních údajů. #persoonsgegevens #datalek #gemeenten

Gemeenten halen documenten met persoonsgegevens offline na NOS-onderzoek
NOS 3d

Podle článku NOS a Nieuwsuur stále dochází k únikům osobních údajů občanů ze strany obcí, které zveřejňují citlivé informace, jako jsou e-mailové adresy, soukromá telefonní čísla a dokonce i čísla občanských průkazů, přestože byly obce opakovaně upozorněny na nutnost ochrany těchto dat. #Datalek #Privacy #Gemeenten

Gemeenten lekken nog steeds persoonsgegevens van inwoners, zelfs bsn's

Skoro Minister Obrony Narodowej - człowiek odpowiedzialny za nasze bezpieczeństwo - tańczy tak jak zagra mu stronka do noclegów na doby, to jak nim muszą wywijać obce wywiady i firmy zbrojeniowe? #Bezpieczeństwo #Polska #Obronność

Terrified women are fleeing from a Spanish beach to which boats full of young African migrants have arrived, who have begun to disembark. This is what the situation looks like in Spain today :-( The footage was taken on the famous Playa de los Muertos (translated as "Beach of the Dead"), which is located near the municipality. (translated)

Obce, jako například Líšťany na Plzeňsku, se intenzivně brání plánům státu na výstavbu větrných a solárních elektráren v akceleračních zónách, argumentujíce nedostatečným biologickým hodnocením a obavami z negativního dopadu na místní krajinu, životní prostředí a kvalitu života obyvatel. #ObnovitelnéZdroje #AkceleračníZóny #ŽivotníProstředí

Obce se brání plánům státu na stavbu elektráren

Realizacja instrukcji obcego MSZ kiedyś nazywała się zdradą. Mam nadzieję, że kiedyś przywrócimy słowom właściwy sens i będziemy wyciągać wnioski. Parafrazując Kadena Bandrowskiego - posprzątamy śmietnik i zrobimy salon. #prawda #zmiany #polityka

DIOZ zakończył rok na minusie(-500k), a rok wcześniej miał ponad 2 mln zł zysku. Nie jest to żaden upadek, ale pokazuje wyraźnie gorszy trend. Jak wyglądały koszta? Trochę mamy rozpisane, ale aż 13,9 mln zł wpisano jako „usługi obce”. Ze sprawozdania nie dowiemy się jasno, komu i za co zapłacono. Co ciekawe wpływy z 1,5% spadły o ok. 2 mln zł, a to akurat dużo, bo podatnicy często przepisują numer KRS z przyzwyczajenia przez wiele lat, z automatu. Więc tu ktoś intencjonalnie musiał ich wypisać. DIOZ zaznacza jednocześnie, że nie ma okoliczności wskazujących na zagrożenie kontynuowania działalności. Zobaczymy czy to samo będą komunikowali w postach. Teraz czekamy na sprawozdanie spółki Eryka Złotego. Czy pokaże, gdzie faktycznie trafia część kosztów i wynagrodzeń związanych z działalnością DIOZ? #finanse #biznes #analiza

Článok sa zaoberá problémom vodnej krízy na Slovensku v súvislosti s klimatickou zmenou a zdôrazňuje potrebu komplexných vodozádržných opatrení, ktoré nevyžadujú jediné technické riešenie, ale obnovu krajiny ako celku, pričom uvádza konkrétne úspešné projekty, ako napríklad revitalizáciu obce Šterusy. #KlimatickáKríza #OchranaPrírody #Voda

Ako vrátiť vodu na vysychajúce Slovensko? Veľký prehľad od expertov aj úspešné príbehy

V článku se diskutuje o pětiletém výročí povodňové katastrofy v Ahrtal, přičemž se zaměřuje na důsledky pro postižené obce, potřebu zlepšení ochrany před povodněmi a setkání obyvatel s pomocnými silami. #Hochwasser #Ahrtal #Katastrophe

tagesthemen

Patrzę na histerię, jaka się rozpętała z powodu zdarzenia w Bielsku-Białej, i jednak uważam, że to jest po prostu gruba i politycznie napędzana przesada. Sprawa powinna być traktowana jak każda podobna. Czy w przypadku każdego werbalnego ataku dorosłego na obce dziecko polskie państwo staje na baczność? #Polska #Polityka #DebataSpołeczna

Portugal, Cobaia da Europa “Onde a Comissão Europeia manda, o PRR paga e o professor corrige — sem saber ao certo o quê” Há professores que descrevem, nas redes sociais e em conversas de sala de professores, uma sensação nova e desconfortável: a de serem avaliados enquanto avaliam. Plataformas de correcção digital que registam o tempo gasto em cada resposta, sistemas que sinalizam quem corrige "devagar", classificadores que nunca souberam, até agora, que o seu próprio ritmo de trabalho estava a ser medido. Ninguém lhes explicou, com clareza, quem vê esses números, para onde vão, nem que decisão deles depende. O caso não é anedota isolada. É o retrato mais fiel do que se tornou a avaliação nacional depois da entrada em cena do PRR: 300 mil exames digitalizados numa plataforma incapaz de fazer coincidir a primeira página com a segunda, que já convocou matemáticos para classificar provas de línguas, e que apaga respostas para segundos depois, fazer surgir outras no lugar. A razão para tantos erros está no próprio desenho do sistema. Já não é um professor a pegar no exame de um aluno, do princípio ao fim, a lê-lo, a perceber o seu raciocínio e a atribuir-lhe uma nota que consegue explicar. O exame foi despedaçado em itens — cada pergunta separada das outras — e distribuído por vários professores diferentes, cada um a "despachar" apenas um pedaço, de muitos alunos ao mesmo tempo, como numa linha de montagem em que ninguém vê o carro completo, só aperta o seu parafuso. Por isso já não se corrige: classifica-se. E há uma consequência que devia incomodar-nos mais do que incomoda: como o trabalho passa todo dentro da plataforma, o sistema regista, item a item, quanto tempo cada professor demora a decidir — um cronómetro sobre o trabalho docente que nunca existiu na correcção em papel, e que serve tanto para pressionar quem "vai devagar" como, mais cedo ou mais tarde, para ensinar uma máquina a fazer o mesmo. Um aluno pode aceitar uma nota sem que ninguém — nem sequer um único professor — tenha visto o seu exame por inteiro e lhe consiga explicar o erro? Chama-se a isto modernização. Devia chamar-se-lhe, com rigor, uma forma de controlo digital sobre o próprio corpo docente, feita sem consentimento informado de quem nele trabalha. Vamos aos números reais, porque aqui a realidade já é suficientemente grave sem ser preciso exagerar nada. Foram entregues 7,1 milhões de euros a empresas privadas do sector tecnológico para digitalizar cerca de 300 mil provas e distribuí-las pelos correctores. Desde 2023, o antigo Instituto de Avaliação Educativa assinou 16 contratos ligados à digitalização das provas, num total de cerca de 7,1 milhões de euros, a que acresce ainda o IVA. Ao longo de uma década, esse instituto — entretanto renomeado — distribuiu 11,35 milhões de euros por 126 contratos com diferentes empresas tecnológicas, um valor bem mais amplo, que cobre equipamento, segurança informática e consultoria em geral, não só a digitalização dos exames. O maior contrato de todos nem sequer é para o sistema que está a falhar agora: em Julho de 2025, a Axians, do grupo francês Vinci, assinou com o instituto um contrato de cerca de 1,49 milhões de euros, financiado pelo PRR, para desenvolver uma nova plataforma que só deverá entrar em funcionamento em 2027. Convém dizer isto sem rodeios: o dinheiro do PRR não é uma prenda — é um empréstimo, com juros, que os portugueses pagarão durante anos, como sabem bem as populações de Boticas ou do Fundão, habituadas a outras promessas de "transição" feitas em nome de fundos europeus. E é aqui que a história ganha contornos quase cómicos, se não fosse trágica. A plataforma que hoje corrige — ou tenta corrigir — os exames não é a tal plataforma nova e cara. É gerida pela Blat – Creative Powerhouse, uma microempresa lisboeta com apenas catorze funcionários e uma facturação anual abaixo dos 580 mil euros, que regista só dois contratos públicos com o instituto, num valor total de cerca de 49 mil euros. O próprio ministro da Educação disse que esta colaboração vinha desde 2018 — só que a Blat, tal como existe hoje, nem sequer existia nessa altura: nasceu em 2020, como agência de comunicação chamada Antebellum, e só passou a chamar-se Blat em 2022. A empresa que assinou o contrato de 2018 tinha outro nome e outro número de identificação fiscal — uma empresa diferente. Ou seja: nem o próprio Ministério consegue explicar, com clareza, há quantos anos e com quem trabalha, quando falamos da peça mais crítica de todo o sistema. Vale a pena explicar, em palavras simples, uma confusão que ajuda a perceber o caos: há, na verdade, dois sistemas diferentes envolvidos. Um é a plataforma que recebe os ficheiros digitalizados e os distribui pelos professores — desenvolvida internamente, foi aqui que apareceram os erros mais visíveis, como folhas de continuação cortadas e itens trocados entre alunos. O outro é a plataforma onde os professores efectivamente classificam as respostas, criada internamente em 2016 e depois entregue à Blat para ser desenvolvida em sucessivas versões. O problema é que esse sistema nasceu pensado para um universo bem mais pequeno e totalmente digital — não para pegar em 300 mil exames feitos em papel, digitalizá-los à pressa e distribuí-los da noite para o dia. É como pedir a uma bicicleta de cidade que aguente uma corrida de camiões: em algum momento, parte. Numa das plataformas foi ainda identificada uma falha de segurança que obrigou a suspendê-la temporariamente, com a consultora Deloitte chamada às pressas para ajudar a resolver o problema — o mesmo tipo de problema que, no ano anterior, já tinha aparecido num projecto-piloto com 20 mil provas de Filosofia, ignorado nessa altura pelo Ministério. É como pedir a alguém que aprenda a conduzir num Fórmula 1, em auto-estrada, à noite, sem faróis — e depois espantarmo-nos com o acidente. A pressa não é acidental: é política. E a pergunta que ninguém faz em voz alta é porque foi Portugal, e não a Alemanha ou a França, o país escolhido para essa auto-estrada. Não deixa de ser revelador que, segundo relatos vindos de dentro do próprio ensino privado de topo, seja precisamente entre os filhos das classes dirigentes que esta tecnologia tende a ser mantida a maior distância — colégios onde a manhã ainda começa com leitura e silêncio, e não com um ecrã. Fica a pergunta, mais do que a certeza: quem decide impor esta tecnologia aos filhos dos outros, hesitaria em impô-la aos seus? A resposta institucional está nos próprios documentos da Comissão Europeia, que descrevem Portugal como "ambiente ideal para testes de escala" — o mesmo epíteto que já nos coube com o Cartão do Cidadão, a e-factura, a e-saúde e os pilotos de voto electrónico. Somos, há muito, o aluno aplicado da turma europeia: aceitamos depressa, resistimos pouco, temos infra-estruturas montadas e sindicatos menos combativos do que os alemães ou os franceses. É a mesma lógica que, no século XVIII, levou Pombal a reformar o ensino português com uma pressa iluminista que atropelou tradições inteiras; a diferença é que Pombal queria formar cidadãos, e o PRR quer, sobretudo, treinar algoritmos. Convém dizer isto com clareza, porque a expressão "inteligência artificial" faz-nos baixar a guarda crítica, como se estivéssemos perante um destino inevitável. Não é. Esta tecnologia não é inteligente — é estatística aplicada a milhões de respostas humanas — nem é artificial: depende de trabalho humano massivo e mal pago, de quem digitaliza à mão, de quem classifica, de quem fornece, sem saber, os dados que a alimentam. Há, nesta cadeia, uma inversão que raramente se nomeia: os mesmos professores e alunos cujo trabalho serve de matéria-prima para treinar os sistemas são também aqueles a quem depois se pede que confiem nesses sistemas para os avaliar. Paga-se a mesma pessoa duas vezes menos — uma vez em salário, que não aumenta, outra em autonomia, que diminui. Estudos de neurobiologia, de psicologia e inquéritos da OCDE dizem todos a mesma coisa, por outras palavras: quanto mais deixamos a máquina pensar por nós, menos o nosso próprio cérebro trabalha — e a concentração, a memória e o raciocínio complexo, que a escola devia treinar, ficam mais fracos. Paulo Freire já dizia, décadas antes de haver escolas "digitais", que ensinar não é despejar matéria na cabeça de alguém, mas ajudar esse alguém a aprender a pensar sozinho. Uma escola obcecada em medir a velocidade de correcção faz exactamente o contrário. Gert Biesta, um pedagogo mais recente, acrescenta algo importante: educar é sempre arriscado, porque lida com pessoas — livres, imprevisíveis, diferentes umas das outras — e é esse risco, essa imprevisibilidade, que faz da educação, e não um treino mecânico. Uma escola que tenta eliminar esse risco com algoritmos não está a melhorar a educação: está a destruí-la. E fica um aviso simples: quando um aluno pensa menos, não perde só ele — perdemos todos, porque o conhecimento que a humanidade partilha só cresce quando cada nova geração pensa por si. Nem é como se o resto da Europa tivesse aceitado isto sem resistência. Não existe, é preciso dizê-lo com honestidade, uma decisão única e europeia a travar de vez a avaliação digital — mas há factos concretos, e verificáveis, de resistência jurídica e institucional. Na Alemanha, uma associação de defesa de direitos digitais processou universidades pelo uso de software de vigilância em exames online, e a Baviera chegou a proibir por lei o reconhecimento facial e a análise automática de comportamento na correcção de provas, por considerar essas técnicas desproporcionadamente intrusivas. Em França, a autoridade de protecção de dados exige, desde 2023, que as escolas ofereçam sempre uma alternativa presencial a quem não quiser ser vigiado digitalmente num exame. E no Parlamento Europeu chegou mesmo a ser pedida, formalmente, uma investigação à privacidade destas ferramentas de vigilância educativa. Não é uma recusa em bloco, mas é o oposto do silêncio que se vive em Portugal: é debate público, é litígio, é regulação a travar excessos antes de eles se instalarem. Em Portugal, esse debate mal chegou a existir. Nem a maioria dos partidos com assento parlamentar, nem a generalidade dos sindicatos de professores, questionaram publicamente o modelo em si — a divisão do exame em itens, a substituição da correcção pedagógica por uma simples classificação, a monitorização do tempo de trabalho docente. Discutiu-se a incompetência da execução, não a legitimidade do desenho. É uma diferença que parece técnica e é, na verdade, política: uma coisa é exigir que um sistema mau funcione melhor, outra é perguntar se aquele sistema devia sequer existir. Nas redes sociais, longe dos comunicados oficiais, foi de professores e não dos meios do costume que veio a onda de testemunhos sobre os erros dos exames — enquanto o ministério, por algum tempo, insistiu em desvalorizá-los. A pressão política acabou por obrigar a mais do que palavras: o sindicato de professores Fenprof pediu directamente a demissão do ministro da Educação, o Bloco de Esquerda propôs uma comissão parlamentar de inquérito para apurar quem desenvolve e gere a plataforma e com que dinheiro do PRR, e até um pedido de debate urgente do Chega chegou a ser recusado pelo presidente do Parlamento. Perante o caos, o ministro autorizou ainda meio milhão de euros extra para tentar estabilizar o sistema em pleno processo de correcção — dinheiro gasto às pressas para apagar um incêndio que, no fundo, resultou de anos de decisões apressadas. Para muitos desses professores, o problema não é apenas a pressa: é o próprio modelo — descritores simplificados, perguntas fechadas, uma avaliação pensada para ser lida por uma máquina antes de ser lida por um ser humano. Não escrevo isto para condenar a tecnologia em si, nem os professores que, sem alternativa, hoje classificam aquilo que a plataforma lhes atribui. Escrevo-o porque um país que aceita ser laboratório sem perguntar o preço do ensaio acaba sempre a pagar a factura duas vezes: uma em dinheiro do PRR, outra em confiança perdida na escola pública. Da próxima vez que o seu filho, ou o filho de um amigo, receber uma nota de exame que pareça estranha, vale a pena perguntar não só se a resposta estava certa — mas quem, ou o quê, a leu primeiro. #PRR, #educação, #digitalização, #inteligência artificial, #vigilância digital, #Portugal, #União Europeia, #professores, #exames nacionais, #Paulo Freire, #Gert Biesta

Piegziu 1w

Postaram się odpowiedzieć. Nie po raz pierwszy spotykam się z tym argumentem, więc może warto zająć stanowisko przy szerszej widowni. Polska polityka na pierwszy rzut oka wydaje się wewnętrznie sprzeczna. Tam, gdzie wygodnie, powoływaliśmy się na argumenty etniczne, a tam, gdzie ich nie mieliśmy, na argumenty historyczne. Sprawia to wrażenie, że Polska sięgała łapami po wszystko, co tylko mogła chwycić. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Po pierwsze: odrodzenie państwa polskiego nie było zawieszone w próżni i na arenie międzynarodowej opierało się na jasno wyrażonej woli Ententy. Ta natomiast przyjęła koncepcję budowy państw etnicznych z niewielkimi wyjątkami. Po drugie: Polska miała uzyskać terytoria bezsprzecznie polskie oraz dostęp do morza. W praktyce nie było to takie łatwe, bo Niemcy nie chcieli oddawać nawet wybitnie polskiej Wielkopolski, nie mówiąc o Pomorzu czy etnicznie polskim Górnym Śląsku. Po trzecie: Ententa, chwilę po przyjęciu koncepcji etnicznej w Europie Środkowo-Wschodniej, wyraziła zgodę na utworzenie Czechosłowacji. Czechy miały zaś zachować granice historyczne, czyli w praktyce 3 mln Niemców, którzy byli tam wrogim żywiołem. Dlaczego zatem Polska miała nie podnosić takich praw np. w stosunku do niemieckojęzycznego Gdańska, który był dla nas kwestią gospodarczego przeżycia? Po czwarte: Polska, jeszcze przed zakończeniem wojny na zachodzie, weszła w spór terytorialny w Galicji Wschodniej z ZURL, która chciała postawić wszystkich przed polityką faktów dokonanych. To oczywiste, że posiadając prawa historyczne, polski Lwów i większe miasta oraz ogólnie ok. 35% ludności, 70% ziemi oraz 80% majątku w całym regionie, Polska nie mogła zgodzić się na zepchnięcie na zachód od Sanu. Po piąte: Ewidentnie polskojęzyczna Wileńszczyzna powinna należeć do Polski zgodnie z koncepcją przyjętą przez Ententę. Tak samo z Cieszynem. Czemu zatem wyszły z tym takie problemy? Czemu dzisiaj Litwini i Czesi nie biją się w pierw, że wyciągnęli łapy po obce ziemie? Bo uważają, że mieli prawa historyczne. Oczekiwanie zatem, że Polska ich nie będzie miała, jest totalnym odklejeniem. Po szóste: Polska aktywnie szukała sposobów, by ułożyć sobie granicę na wschodzie. Ale nie było łatwo. Propozycje rozgraniczenia Galicji Wschodniej rozbijały się o upór ZURL, która nie chciała przyjąć nawet przyzwoitej granicy. Litwini odrzucili linię Focha. Wszelkie propozycje kantonalne, federacyjne itp. rozbiły się o brak dobrej woli. Każdy walczył o swoje i zaczął stosować niedozwolone chwyty, więc Polska również przyjęła podobną postawę. Logiczne. Po siódme: Ententa w praktyce chciała, abyśmy oddali im całkowity mandat do decydowania o losie ziem na wschód od Linii Curzona. Na wypadek gdyby wygrała jednak Biała Rosja. Czy muszę to szerzej komentować? HELL NO. Po ósme: Tyle było pitolenia o granicach etnicznych i sprawiedliwym dostępie do morza, a tymczasem Polska w traktacie wersalskim nie dostaje ani Górnego Śląska ani Mazur. Bo Brytyjczykom nagle zrobiło się szkoda Niemców i pojawiły się nowe argumenty. Polityczne. Gospodarcze. Histotoryczne. Ten pokój mógł być dla nas zdecydowanie korzystniejszy terytorialnie. No ale nie był, bo zostaliśmy w pewnym sensie oszukani. Po dziewiąte: Polska popełniła wiele błędów w latach 1918-1920, ale jak na skalę tego, co działo się wówczas w Europie, nie była krajem, który jakkolwiek wyróżniałby się na plus lub minus pod względem pazerności terytorialnej. Litwini chcieli przejąć Wilno bez względu na stosunki narodowościowe? Nie pozwoliliśmy im na to. Ukraińcy chcieli wykopać Polskę za San. Wywołali wojnę, którą przegrali. Mimo prób mediacji ze strony ententy. Niemcy nie chcieli nawet oddać nam Wielkopolski. Pomimo tego, że doświadczyli boleśnie na własnej skórze polskiego powstania. Rosjanie chcieli nas zamknąć w Linii Curzona, a bolszewicy w ogóle zliwidować, więc tego komentować chyba nie muszę. Czechów też nie będę omawiał, bo dostali to, czego chcieli, z pogwałceniem cywilizowanych zasad prowadzenia stosunków międzynarodowych. Reasumując: Naprawdę byłbym za tym, aby o granicach w Europie w tamtym czasie decydowały jasne i uczciwe zasady. Ale nikt ich nie chciał wówczas przestrzegać. Łącznie z największymi wygranymi, czyli Wielką Brytanią i Francją. W takich okolicznościach naprawdę trudno oczekiwać, aby inne państwa grały we frajerską grę i wygrywały głupie nagrody. Szczerze wolałbym, aby Polska dostała Gdańsk i Górny Śląsk, Mazury i Zaolzie, ale była nieco mniejsza na wschodzie, np. o część Wołynia i Polesia. No ale nie było to możliwe. #Polska #historia #polityka

Venezuela hlásí 110 mrtvých mezi Portugalci a lusodescendenty po dvojitém zemětřesení, přičemž celkový počet obětí vzrostl na 4118, zatímco v Almada plánují odstávku vody a ANAFRE požaduje jasnost ohledně podpory pro poškozené obce. #Noticiário #Venezuela #Educação

As notícias das 17h

🇨🇿 Petr Pavel se vydává do malé, chudé vesnice na Ústecku a ptá se starosty, jaké jsou tři priority obce. Starosta odpovídá: - První je naše nemocnice. Budova tu je, ale už tady nejsou žádní lékaři. Prezident vytáhne telefon, zavolá a oznámí: - To je vyřešeno. Za patnáct dní sem bude přiděleno pět lékařů. Starosta překvapeně zamrká: - Druhá věc jsou naše silnice. Jsou rozbité. Prezident znovu vezme telefon, vymění pár slov a prohlásí: - To je vyřešeno. Práce začnou příští měsíc. Pak se povznešeně Pavel venkovana zeptá: - A třetí? Starosta odpoví: - Třetí jsou mobilní telefony. Tady není signál... #PetrPavel #Ústecko #Zdravotnictví

NOS 1w

Rode Kruis přerušuje pomoc na předním poli registračního centra v Ter Apel po sérii nožových incidentů, které ohrozily bezpečnost jak pomocných pracovníků, tak žadatelů o azyl, a vyzývá obce k vytvoření nouzových ubytovacích míst pro zajištění bezpečnosti. #TerApel #asielzoekers #RodeKruis

Rode Kruis stopt hulpverlening op voorterrein aanmeldcentrum na steekincidenten

Hyresgästföreningens granskning zjistila, že stát a obce každoročně vynakládají minimálně 146 miliard korun na různé podpory a subvence v oblastí bydlení, přičemž 17 z těchto podpor, které tvoří přibližně 104 miliard korun, nebylo nikdy vyhodnoceno, což vyvolává obavy o efektivitu těchto výdajů v kontextu trvající bytové krize ve Švédsku. #bostadspolitik #hyresrätter #statliga_stöd

Staten betalar ut 104 miljarder utan att veta om stöden fungerar