Czeska policja wysyłała do Kijowa pytania do przesłuchań oszustów z call center. Zamiast do protokołu, lista pytań trafiała prosto do rąk podejrzanych – wraz z instrukcją od ukraińskiego prokuratora, jak kłamać. W ukraińskim śledztwie antykorupcyjnym (NABU/SAP) padają twarde dowody: Dmytro Kropywa, wiceszef Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej Ukrainy, instruował Bohdana Bojkę (prezesa FK Charków, według SAP powiązanego z branżą call center). Na podsłuchach słychać wprost: „Czesi dali swój wykaz pytań”. Chwilę później Bojko dostaje dokument i wytyczne: zeznawać, że lokal to zwykły open space pod wynajem. To nie był jednostkowy przeciek. Z podsłuchów z maja wynika, że międzynarodowa pomoc prawna służyła też do niszczenia konkurencji. Gdy kazachskie call center przeszkadzało grupie, planowano sfabrykować zawiadomienie w Kijowie, by wysłać oficjalny ukraiński wniosek śledczy do Kazachstanu. Mechanizm: Zagraniczne służby ślą do OGP dane o dziuplach i pytania procesowe. Ukraiński departament sprawdza, czy sprawa dotyczy „swoich”. Jeśli swoich – dostają ostrzeżenie, pytania i linię https://t.co/Z1wLt2Ebu5śli konkurencji – uruchamia się państwową machinę śledczą. Skala zjawiska: zaledwie 3 tygodnie przed akcją „Kartagina” ukraińska policja sprawdziła 867 adresów i zamknęła 94 call center (zabezpieczono 3336 komputerów, 5200 SIM-ów i 2 mln $ w gotówce). Zarzuty dostało zaledwie 26 osób. Skoro czeskie materiały dowodowe natychmiast wyciekały do przestępców, polskie śledztwo musi pilnie zweryfikować drogę każdego dokumentu wysłanego z Krakowa. #Ukraina #Korupcja #Prawo