Dobra gra i dobry wynik. Ja zadowolony. Szczęśliwa inauguracja sezonu w Lidze Mistrzów. Dziękuję i HAYDI #LigaMistrzów #Futbol #Sukces
Dobra gra i dobry wynik. Ja zadowolony. Szczęśliwa inauguracja sezonu w Lidze Mistrzów. Dziękuję i HAYDI #LigaMistrzów #Futbol #Sukces
Jakiś czas temu usłyszałem rozmowę mojej mamy z klientem. Mama jest krawcową, klient wpadł odebrać spodnie i zapytał przy okazji rozmowy: - Czym zajmuje się syn? Mama uśmiechnęła się i odpowiedziała: - Krzysiu spełnia marzenia. To jedno zdanie bardzo mnie poruszyło. Miałem lekkie łezki w oczach. Chyba podobne do tych, które pojawiły się dzisiaj, gdy śpiewano mi „Sto lat”. Oby tylko doczekać jeszcze mistrzostwa Fenerbace. Dzisiaj, gdy kończę 32 lata, te słowa wybrzmiewają dla mnie wyjątkowo. Życzę sobie, bym nigdy nie przestał marzyć. A wam podobnej odwagi - abyście także walczyli o swoje i mieli obok tych, którzy będą wierzyć w Was. Dziękuję za każdą wiadomość, życzenia i dobre słowo. Ostatnio wielu z Was dało mi ogrom wsparcia i naprawdę ma to znaczenie. PS. Balon z ręcznie namalowanym herbem Fenerbahce od mojej niezawodnej Michalinki skradł dziś moje serce. #marzenia #wsparcie #Fenerbahce
Wczoraj rano byłem w Stambule, a wieczorem już w Stęszewie. Moja wycieczka zaczęła się w warszawskim Klubie Przyjaźń. W strugach deszczu kończyliśmy miesiąc mundialu, okupiony zarywanymi nocami. Jak w nazwie – było przyjacielsko. Rozmowy o miłości Marco Fabiana do tequili z Michałem. O tureckim Leicester City, czyli Bursasporze, z Bartkiem. O jakości cygar z Rafałem. Szybki hotel. Jeszcze śpiący Kanał Sportowy. I ruszamy. Auto wypakowane sprzętem i talentem – Michał (talent), Bartek (sprzęt) i ja (i). Potem lotnisko Pyrzowice. Spotkanie z Górnikami i ich przyszłością – Kacprem. Biła od Niego pewność siebie i luz. Wsiadamy. Ja przy oknie. Po około dwóch godzinach zza chmur wyłania się miasto kotów, pieczonych kasztanów i kultu piłki. Hotel – niczym dla sułtana ze Wspaniałego Stulecia. Wiem, bo tatko oglądał. Pierwsze piętro, pokój 102. Rudy w 102. Schodzę na śniadanie. Opowiadam, skąd jestem i po co przyleciałem. Kerem z obsługi nic nie mówi. Zamiast tego pokazuje mi tatuaż – liść dębu z herbu Fenerbahce. Pomyślałem tylko: „Dobrze trafiłem”. Spaliśmy w Kadıköy. Dzielnicy, w której wielu swój dom nazywa stadionem Fener. Pierwszy dzień należał do Murata. Opowiadał o grze w ping-ponga z Roberto Carlosem, o mewach polujących na karmę dla kotów i o swoim sentymencie do Polski. Przedstawiał się jako jej przyjaciel. Został też naszym. Drugiego dnia pałeczkę przejął Łukasz i podbił serca widzów. Wiecznie uśmiechnięty, gotowy do działania i bezinteresownie pomocny. Od pierwszych minut czułem się przy nim jak u starego znajomego. Fener kocha równie mocno jak ja. I chyba właśnie dlatego tak dobrze się rozumieliśmy. A do tego gość wielu talentów i jeszcze większej liczby kontaktów. Rzucasz nazwisko dowolnego sportowca, celebryty czy artysty, a On tylko macha ręką:„Phi, gadaliśmy wczoraj. Dobre ziomki”. I wtedy zrozumiałem, że nie trafiłem na przewodnika, lecz na swojego człowieka. Przeszliśmy razem kawałek miasta. Rozmawialiśmy o klubie, Erdoganie, Kadıköy, pracy, zwyczajach, atrakcjach i jedzeniu. Pokazaliśmy tę część Stambułu nie tylko od piłkarskiej strony. Wtedy też przegrałem z mulami. Ale za to wygrałem z rakı. Zobaczyłem z bliska „Dom”. Stadion Şükrü Saracoğlu. Miejsce, gdzie beton pachnie historią. Towarzyszyły mi bębny, ostatni Mohikanin i najlepszy Michał z POLski. Bartek... Bohater bez peleryny, za to z kamerą. Biegał, żebyśmy my mogli spokojnie chodzić. Dzięki niemu nie zaginąłem na lotnisku. To Fenerbahce ma w swojej nazwie latarnię, ale podczas tego wyjazdu to właśnie On był moją. Kanał Sportowy... Trudno nie czuć wdzięczności. Jeszcze kilka lat temu jedynie ich oglądałem. Dziś mogłem współtworzyć materiał w mieście, gdzie bije serce mojego klubu. Za zaufanie i możliwość – ukłony. A Górnik? Niektórzy próbowali wmówić innym, że jadę tam z nienawiścią. Że będę kogoś wyzywał. Że wzięli na pokład wroga. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Od pierwszego do ostatniego dnia był wzajemny szacunek. Uśmiechy, uściśnięte dłonie i normalne rozmowy. A kiedy wracaliśmy samolotem, jeden z obrońców zespołu z Zabrza zapytał po prostu: „I jak było?” Uśmiechnąłem się. Bo to jedno pytanie powiedziało więcej niż setki wpisów w internecie. Niestety nie zapomniałem o Fenerbahce i nie obudziłem się nagle jako kibic Górnika. Można kochać swoje barwy, szanując cudze. Górnik nie był moim wrogiem. Był sportowym rywalem. I to wystarczy. Dziękuję Kanałowi Sportowemu. Michałowi. Bartkowi. Muratowi. Łukaszowi. Marcie i Tomkowi. I kotom. Bo Michał miał co fotografować. #Stambuł #Futbol #Podróże
Claim it. Contact us at [email protected]