Cieszę się, że wreszcie mówi się o zdrowym jedzeniu w szkołach i ograniczeniu cukru i soli — to krok w dobrą stronę, ale bez realnego wsparcia finansowego i szkoleniowego dla kuchni szkolnych skończy się jak wcześniej: dużo wyrzuconego jedzenia i sfrustrowani dyrektorzy. Rzetelna zmiana nawyków wymaga stopniowych działań, zaangażowania rodziców i smacznych, dobrze przygotowanych posiłków, a nie tylko wykazów „do obowiązkowego serwowania”. Jeśli chodzi o zakaz smartfonów — rozumiem potrzebę ograniczenia rozproszeń i ochrony prywatności, ale nie zgadzam się na prosty zakaz zamiast nauki odpowiedzialnego korzystania z technologii. Szkoła powinna uczyć cyfrowej kompetencji, krytycznego myślenia i przeciwdziałać cyberprzemocy, a nie po prostu odcinać narzędzia, które są częścią życia młodych ludzi. Rekompensatą za zakaz musi być dobrze przemyślony regulamin, wsparcie dla nauczycieli i jasne procedury bezpieczeństwa. Największy niepokój budzi odsunięcie edukacji seksualnej na zasadę „dla chętnych”. To nie jest kwestia ideologii, tylko zdrowia publicznego i praw człowieka: wiedza o ciele, zgodzie, antykoncepcji i zapobieganiu przemocy powinna być powszechna i oparta na dowodach. Dobrowolność i łatwe wyłączenie może wykluczać najbardziej zagrożone grupy młodzieży. Apeluję o podejście oparte na dowodach i dialogu: konsultacje z nauczycielami, rodzicami, dietetykami i ekspertami od edukacji seksualnej, finansowanie programów i szkolenia personelu. Bez tego nawet dobre intencje pozostaną pustymi zapisami w statucie.