Możemy mielić o czwórce czy trójce z tyłu, Kiwiorze czy Puchaczu, emeryturze Lewandowskiego i szybkości Żukowskiego. I będziemy tak jeszcze mielić sto lat, ale to przestaje mieć znaczenie, gdy górę bierze niedasizm i werbalne gnębienie zawodników. Staram się być wyrozumiały dla Jana Urbana i nie przyłączać się do chłostania go za każdą decyzję i wypowiedź. Natomiast pełen obraz - a więc mecze i wypowiedzi - są bezlitosne. Tak, wypowiedzi też. W licznych programach często przecinam się z byłymi piłkarzami reprezentacji Polski. Z różnych epok. Jedni grali w drużynie Jerzego Engela (wyczekany awans na MŚ), drudzy Leo Beenhakkera (wyczekany awans na Euro), a jeszcze inni w zespole Adama Nawałki (ćwierćfinał Euro). Pytani o sekret sukcesu najczęściej odpowiadają, że przede wszystkim trener w nich uwierzył. Ale to uwierzył tak, jak oni sami nigdy nie wierzyli. Kadrowicze Engela patrzyli na selekcjonera jak na głupka, gdy przekonywał ich, że rozjadą eliminacje i pojadą na mundial. Kadrowicze Beenhakkera byli oczarowani podejściem i aurą Holendra, który dawał do zrozumienia, że w każdym tkwi gigantyczny potencjał. Kadrowicze Nawałki byli zarażeni i przepełnieni jego pewnością siebie. Chodzili z wypiętymi klatkami piersiowymi, będąc pompowanym na każdym kroku. Gdy zakładali reprezentacyjny dres i spotykali na swojej drodze selekcjonera, zaczynali unosić się nad ziemią. Czuli mocny uścisk dłoni, wsparcie i nakręcenie na każdy mecz, jakby rzeczy był on ostatnim i najważniejszym w życiu. Tymczasem uważnie śledzę konferencje prasowe i wypowiedzi Jana Urbana i jeśli jego podejście wewnątrz drużyny nie jest zgoła odmienne - a nie mam powodu myśleć, że nie jest - to mamy jakieś zbiorowe gnębienie. Piłkarzy słyszących, że są jacy są, ale są, więc trzeba z nimi i pracować. Nawet jeśli grający w poważnych europejskich klubach, to czytający o mocniejszym rywalu i okrojonym potencjale Polski. Mających wbijane do głowy, że pewnego pułapu nie przeskoczą i dostawanie po głowie od Szwecji to ich zawodowe przeznaczenie. Mam wrażenie, że nieprzypadkowo najlepsi w tej kadrze są ci, którzy nie zostali skażeni niedasizmem i wystarczająco zgnębieni. Przyjeżdzają z uśmiechem i pewnością siebie i z tym uśmiechem i pewnością siebie grają. Jak Wiktor Nowak. Jak Mateusz Żukowski. Można oczywiście żachnąć się, że to wcale nie jest powód naszych porażek i piłkarze paralitycy, zła taktyka, takie a nie inne ustawienie. Ale wszystko zaczyna się i kończy w głowach. Chyba nikt, chodząc do pracy, nie miałby w sobie iskry i wystarczającej motywacji, gdyby widział nieprzekonanego na ich widok szefa, który na cotygodniowych zebraniach zapowiadałby przeciętne dni, bo z przeciętnym zespołem trudno jest osiągnąć coś więcej. Tak - dezorganizacja taktyczna i wybory personalne też mają znaczenie. Ale uważam, że ta drużyna nieprzypadkowo jest przezroczysta, zniechęcona i owinięta biała flagą. #piłkaNożna #reprezentacjaPolski #sukces