Artykuł opisuje pierwszy zamach terrorystyczny w historii Monako, który miał miejsce 29 czerwca, gdy doszło do wybuchu pod domem ukraińskiego biznesmena Wadima Jermołajewa, w wyniku czego on, jego partnerka i syn zostali ranni, a śledztwo wskazuje na możliwe powiązania z ukraińskimi służbami specjalnymi. #Monako #Jermołajew #oligarchowie
Napchać kieszenie oligarchom i prowadzić bezsensowną wojnę. Jestem pewny, że nic więcej tam nie ustalono. I naprawdę - nawet dobrze, że nas nie było. https://t.co/M7X99wKdCm #Polska #Wojna #Oligarchowie
🇵🇱🇺🇦 ❗️Fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego utrzymywana jest przez ukraińskiego oligarcha - @LeszekMiller #Polska #Ukraina #Oligarchowie
Rosyjscy oligarchowie zaapelowali do Władimira Putina o dostarczenie ciężkiego uzbrojenia i systemów walki elektronicznej, aby zabezpieczyć przemysł przed rosnącą liczbą ukraińskich ataków dronowych, co podkreśla rosnące problemy rosyjskiej gospodarki po serii udanych nalotów. #konfliktyzbrojne #Rosja #Ukraina

Rosyjscy oligarchowie, reprezentowani przez Aleksandra Szochina, apelują do Władimira Putina o zapewnienie ciężkiej broni i stałych rezerwistów do ochrony przedsiębiorstw przed zagrożeniami ze strony dronów, co wskazuje na rosnący strach wśród elit przed atakami i niedostatecznym wsparciem ze strony państwowych struktur bezpieczeństwa. #RosyjskiBiznes #OchronaPrzedDronami #Putin
Jak zatrzymać Rosję? Władimir Putin wydawał się być człowiekiem sprytnym, silnym, wszechmocnym, który coraz bardziej umacnia swoją władzę, a przy tym miał pomysł, jak zdominować główną część Europy, tak by powstała w Europe wielka strefa wpływów i władzy, większa niż w czasach ZSRR. Tymczasem sprawuje władze już 26 lat i co osiągnął? Nawet Ukrainy nie potrafi sobie podporządkować. Specjalna Operacja Wojskowa trwa już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana. Wtedy pokonano III Rzeszę, a teraz nie da się rzucić na kolana Ukrainy, kraju o wiele słabszego, ze zdecydowanie mniejszym potencjałem (w porównaniu do innych państw z epoki). W dodatku Rosja traci wpływy w Kazachstanie i w Armenii, i jeszcze kompletnie straciła Syrię. Nie udało się wygrać Rumunii, a i Węgry jako państwo przyjazne też zostało stracone. Na pocieszenie jest Bułgaria, ale to wciąż wielka niewiadoma, może wcale nie być dobrym sojusznikiem. Słowacja też nie do końca spełniła pokładane w niej nadzieje. Na arenie międzynarodowej Rosja się raczej cofa niż zyskuje. Traci nawet to, co wcześniej z takim trudem wywalczono. Ważny sojusznik na drugiej półkuli, Wenezuela, został przez Amerykanów Rosji odebrany „tak o”, tylko patrzeć jak i Kubę sobie wezmą. Iran został ciężko sflekowany przez połączone siły izraelsko-amerykańskie i choć z wielkim poświęceniem, głównie własnej znękanej ludności, wciąż stawia opór, to jednak Rosja nie była mu w stanie wiele pomóc. Chiny uzależniły Rosję w stopniu niewyobrażalnym, rosyjska gospodarka wisi na chińskim jenie, a rosyjski przemysł zbrojeniowy stoi bez chińskich dostaw. Mówiło się o chińskiej inwazji na Syberię, a tu wcale tego nie trzeba, po prostu jednego dnia przyjdzie Xi Jinping z czekiem in blanco i zapyta: to ile za to co z was zostało? Rosja ropą stoi, na tym zarabia, ale co z tego jak rafinerie w Rosji palą się lepiej niż niegdyś słynne zapałki z Sianowa (wytwarzane pod patronatem ministerstwa kultury i sztuki, bo sztuka to zapalić, a kultura to przy tym nie zakląć), statki floty cieni są coraz bardziej ścigane, a to przez śmigłowce ze szwedzkimi czy francuskimi komandosami, a to przez ukraińskie bezzałogowe jednostki pływające. Inwestycje stoją, rąk do pracy nie ma, a kasy administracji terenowych świecą pustkami. Do wojska na kontrakty chętnych coraz mniej, zresztą i płacić za nie już nie bardzo nie ma czym. A na świecie śmieją się z Rosji. Z drugiej armii trzeciego świata, z piątego roku trzydniowej operacji wojskowej, z osiołków na froncie, z defilady bez sprzętu, ze strachu przed dronami trwającej tak krótko, że dumne oddziały będą musiały przebiec przed trybuną drobnym truchtem, jogging zamiast słynnych nóg uniesionych w kosmos w paradnej rosyjskiej mustrze. Śmieją się z mikroczipów wyjmowanych z automatycznych pralek na szrocie i wkładanych do rakiet balistycznych, z tych śmiesznych chińskich samochodów terenowych dla rosyjskiej armii zwanych „bojowymi wozami golfowymi”, z wojsk które zamiast gnieść wroga gąsienicami czołgów pędzą do ataku na sportowych motocyklach krosowych. Oligarchowie tracą dochody jak stróż w knajpie po wypłacie, generałowie są wściekli za zużywanie ich wojsk w bezsensownych mięsnych szturmach na wojnie bez chwały, bez szans na ordery i awanse, bez widoków na rychłe zwycięstwo. I gdzie ta słynna Doktryna Gierasimowa, gdzie osiąganie celów podstępem, wojną kognitywną, hybrydową? Nie oszukujmy się, ta doktryna może zadziałać doskonale, pod warunkiem jej bezbłędnego zastosowania. To bardzo trudne, ale możliwe. Ale Władimir Władimirowicz mocno przeholował w swojej pewności siebie. Nikołaj Naryszkin, szef Służby Wywiadu Zagranicznego ostrzegał, że nie zrealizowano fazy drugiej konfrontacji, ale rosyjski prezydent wiedział lepiej. Zamiast posłuchać człowieka który wiedział co mówi, Władimir Putin wiedział lepiej, zbeształ Naryszkina publicznie i zrobił po swojemu. A efekty widać. Komu potrzebny przywódca, który nie słucha rozsądnych podpowiedzi? A może czas na zmianę? A może pora na emeryturkę? Na prywatną salkę do ćwiczeń judo gdzieś na daczy pod Kuncewem? Bo na Krym na wakacje to na razie lepiej nie jechać, diabli wiedzą co w nocy przyleci. Dlatego Władimir Putin, jak donosi zachodnia prasa, bardzo się obawia o swoje życie. Coraz więcej czasu spędza w podziemnych bunkrach, nie pokazuje się, przebywa w gronie zaufanych mu ludzi, ze wzmocnioną ochroną. Właśnie dostrzegły to światowe media, choć my już wcześniej pisaliśmy, że to w tym kierunku zmierza. Że prezydent Rosji zacznie się obawiać o własne życie, że pucz na rosyjskich szczytach władzy staje się coraz bardziej prawdopodobny. Według doniesień nowe, rygorystyczne wytyczne bezpieczeństwa objęły kucharzy, fotografów i pracowników obsługi, którzy muszą przemieszczać się wyłącznie służbowym transportem. Personel pracujący bezpośrednio z prezydentem ma zakaz używania smartfonów z dostępem do internetu. Media donoszą też, że Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) miała przekierować zasoby z walki z przestępczością na monitorowanie członków rządu i administracji. Uruchomiono rozbudowaną sieć monitoringu w domach najbliższych współpracowników Putina. Dziennikarze dostrzegli też, że Kreml coraz częściej publikuje nagrania typu „konserwy” (wcześniej przygotowane filmy), aby ukryć faktyczne miejsce pobytu Putina. Prezydent natomiast drastycznie ograniczył liczbę odwiedzanych lokalizacji i unika przebywania w wybranych posiadłościach pod Moskwą. A tam gdzie przebywa, tworzy się szerokie „strefy bezpieczeństwa” z zakazem wstępu, lotu dronami, itp. Sprawdza się sąsiadów i ustawia się systemy przeciwlotnicze takie jak Pancyr S1. Większość tych przedsięwzięć pokazuje, że Putin obawia się nie ludzi, strajków, wystąpień, ale własnych współpracowników. Zapewne słusznie się obawia, czuje oddech na plecach, widzi fałsz w oczach bliskich współpracowników. Teraz to już tylko kupić popcorn i obserwować uważnie, co się będzie działo dalej. Najgorsze jest to, że z Ukrainy wycofać się nie może, bo wtedy dopiero nadszedł by czas prawdziwych rozliczeń. Ukraina gra na to. Gra o to, by Putina zwalono. By zastąpił go ktoś inny. To jedyna szansa Ukrainy i chyba nas, choć dla nas nieco niebezpieczna (dlaczego - o tym napiszę). Oczywiście kolejny władca Rosji lepszy nie będzie. Czy to będzie Nikołak Patruszew, czy Dmitrij Miedwiediew, czy Aleksandr Bortnikow, czy Igor Sieczin - jeden czort. Żaden z nich nie będzie lepszy, kierunku w którym zmierza Rosja nie zmienią. Ale nastąpi pewien okres chaosu, braku decyzyjności, może jakichś walk o władze. Front stanie, nowa ekipa będzie potrzebowała zawieszenia ognia - NA CHWILĘ. I tę chwilę można wykorzystać. Ustawić niewielki nawet kontyngent wojsk francuskich, niemieckich, norweskich, czy włoskich, i ostrzec Rosję, że jak znów ruszy - to wojna z Europą. Niech siedzą u siebie, nawet jeśli front zostaje tam gdzie jest. Trudno, tamtego Ukraina nie odzyska, ale wariant koreański, niekończącego się zawieszenia ognia bez trwałego pokoju - jak najbardziej możliwy. Rosja wie, że jeśli chce podbijać, to nie może wszystkich naraz. Musi pojedynczo, tak by inni sojusznicy nie pomagali, dlatego za wszelką cenę trzeba rozwalić UE. Wystarczy, bo jak się Amerykanie wycofają z Europy (jak planują i co nieuchronne), to NATO zostanie zastąpione organizacją w ramach UE. Kto poza, będzie poza wspólną obroną. Wtedy można próbować. Ale nie wszystkich na raz, bo Rosja nie da rady i Rosja to wie. Dopóki w kupie - dopóty bezpieczni. Na zdjęciu: Francuscy żołnierze na poligonie w Polsce, 2022 r. Fot. Michał Fiszer Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę, a będzie więcej https://t.co/3NOiJ9zNa8 #Rosja #Putin #Ukraina