Kolejnym fetyszem, którego się teraz chwytamy jest air power. Oczywiście nie chodzi o naszą air power, tylko NATO-wską. (Wcześniej były magazyny sprzętu do którego mieli wskoczyć Amerykanie.) Ignorujemy wolę polityczną, to czy Berlin, Paryż, Madryt, Londyn będą miały chęć angażować się w wojnę z Rosją. Ameryka to samo. Ignorujemy, że Amerykanie ścięli drastycznie ilość samolotów w Europie. Ignorujemy, że tolerancja dla strat u Amerykanów jest bardzo niska - vide operacja ratowania pilotów zestrzelonych nad Iranem. Ignorujemy, że jak Europa własnymi siłami prowadziła operację powietrzną nad Libią, to bardzo szybko, po kilkunastu dniach, skończyło się im uzbrojenie, i musieli to ratować Amerykanie. Rozumiem, że kampania wobec Rosji będzie mniej intensywna, niż wobec Libii, prawda? Ignorujemy, że w toku wojny z Iranem Amerykanom również zaczęło się kończyć uzbrojenie, nie tylko do systemów antybalistycznych, ale też lotnicze w rodzaju JASSM. Ignorujemy, że Amerykanom - i Żydom - nie udało się osiągnąć air supremacy nad Iranem. Rozumiem, że kampania wobec Rosji będzie mniej intensywna, niż wobec Iranu, prawda? Że będzie łatwiej i szybciej? I ignorujemy, że kampania powietrzna Izraela i Ameryki wobec Iranu nie pozwoliła na osiągnięcie zwycięstwa. Ale nie, groźna miny na panelu dyskusyjnym, 6 tygodni i Putin wgnieciony w ziemię. Air power, stalowe ptaki NATO zrobią robotę. I fregaty! #NATO #airpower #wojna








