Młodzieniec z pracy wrócił wczoraj z urlopu. Bułgaria. Siedem dni. Hotel. Basen. Morze. Zdjęcia drinków z parasolkami. Dzisiaj rano siedzi w kuchni i mówi do koleżanki: - Ja już naprawdę nie wiem, jak młody człowiek ma sobie kupić mieszkanie. Przecież ceny kompletnie odjechały. Usłyszałem to z drugiego końca pomieszczenia. Odłożyłem kubek. Są momenty, kiedy człowiek powinien milczeć. I są momenty, kiedy ma obowiązek przekazać młodszemu pokoleniu podstawy edukacji finansowej. Podszedłem. - Michał, a ty przypadkiem nie wróciłeś właśnie z zagranicznych wakacji? - No wróciłem. Skinąłem głową. Wszystko zaczynało się składać. - I teraz mówisz, że nie masz pieniędzy na mieszkanie? Spojrzał na mnie. - Przecież tygodniowe wakacje nie kosztują tyle co mieszkanie. Klasyczny błąd. Patrzenie na cenę. Zamiast na proces. - Michał. Bogactwo to nie przypadek. Bogactwo to suma decyzji. Zapadła cisza. Lubię tę ciszę. To moment, w którym wiedza zaczyna pracować. - Jedna decyzja: wakacje w Bułgarii. Druga decyzja: drink przy basenie. Trzecia: restauracja zamiast gotowania. Wyciągnąłem telefon. - Ile wydałeś? - Trzy tysiące. Zaśmiałem się. Trzy tysiące. Powiedziane tak lekko, jakby chodziło o trzy złote. - No właśnie. Trzy tysiące. - No i? - Gdybyś zamiast tego zainwestował te pieniądze przy średniej stopie zwrotu… - To dalej nie miałbym mieszkania. Zaczynałem rozumieć, dlaczego go nie ma. Brak cierpliwości. Brak myślenia długoterminowego. - Nie chodzi o jedne wakacje, Michał. Chodzi o mentalność. Dzisiaj Bułgaria. Za rok Grecja. Potem może Hiszpania. Człowiek nawet się nie orientuje, kiedy przepala wkład własny na „wspomnienia”. Michał przez chwilę patrzył na mnie. Potem powiedział: - A ty kiedy kupiłeś swoje mieszkanie? Uśmiechnąłem się. Wiedziałem, dokąd zmierza. - W 2012. - I ile kosztowało? - To nie ma znaczenia. - A nie kupili wam go rodzice twojej żony? Cisza. Tym razem trochę inna. Koleżanka przy ekspresie przestała robić kawę. - Pomogli - powiedziałem. - Kupili wam całe mieszkanie. - To jest bardzo uproszczone spojrzenie. - Przecież sam mi mówiłeś, że dostałeś je od teściów na ślub. Westchnąłem. I właśnie dlatego nie lubię rozmawiać o finansach z ludźmi, którzy skupiają się na szczegółach. - Michał, ty cały czas próbujesz znaleźć wymówkę. - Jaką wymówkę? - Zamiast zastanowić się nad własnymi decyzjami, analizujesz strukturę finansowania mojego mieszkania. - Bo dostałeś mieszkanie za darmo. - Nie za darmo. Spojrzał na mnie. - Musiałem się ożenić. Koleżanka przy ekspresie parsknęła śmiechem. Nie wiem dlaczego. Ja mówiłem całkowicie poważnie. Małżeństwo też jest decyzją finansową. Jedną z największych. Niektórzy wybierają partnera, który chce dwa razy w roku lecieć na Bali. Inni wybierają partnerkę, której ojciec ma trzy spółki i siedem mieszkań. Potem jedni mówią o szczęściu. Drudzy o strategii. - Poza tym - kontynuowałem - nawet gdybyśmy dostali to mieszkanie, trzeba było je utrzymać. - Płacisz 820 zł czynszu. - Właśnie. Co miesiąc. - A ja płacę 2800 za wynajem. - I jeszcze jeździsz do Bułgarii. Sam się podłożył. Nie musiałem nawet nic dodawać. Wróciłem do biurka. Ludzie często reagują agresją, kiedy pierwszy raz konfrontują się z prawdą o swoich finansach. Michał dalej uważa, że problemem są ceny mieszkań. Ja uważam, że problemem są decyzje. On wybrał tydzień w Bułgarii. Ja wybrałem córkę człowieka, który miał wolne mieszkanie. #FIRE #finanse #edukacjafinansowa #decisions

