Powiem Wam szczerze, że im więcej czytam sprawdzonych ukraińskich kont autentycznych osób, które zawodowo teraz chyba już zajmują się kłamaniem na temat historii, kompletnie bez żadnych skrupułów i starą sowiecką szkołą pt. "zrównaj oponenta z ziemią, byle nie ustąpić na milimetr", tak dochodzę do wniosku, że przyszłość Ukrainy naprawdę rysuje się w nieciekawych barwach. Owszem, wszystko wskazuje na to, że Ukraina obroni swoją niepodległość. Ale z takim mentalem trepa-bully, który z roli ofiary wchodzi w skórę typa próbującego rozstawiać wszystkich po kątach, to nie wiem, czy ta odbudowa w ogóle dojdzie do skutku. Bo zaraz Ukraińcy będą pouczać wszystkich w Europie, jaką są potęgą i jakie stawiają warunki do bezwarunkowej kapitulacji na polu gospodarczym przy pierwszym lepszym konflikcie w wykonaniu umowy. Przy okazji, wielkim zderzeniem z rzeczywistością będzie smutna kwestia uznania rosyjskich zdobyczy terytorialnych. Raczej należy spodziewać się, że z upływem czasu kraje europejskie będą krok po kroku normalizować stosunki z Rosją i przyjmować stan faktyczny za stan prawny (co nie jest żadną nowością w historii prawa międzynarodowego). Niezależnie zatem od ukraińskiego punktu widzenia i obecnej interpretacji w prawie międzynarodowym, Krym, Zaporoże i Donbas staną się na mapach rosyjskim terytorium. Możliwe, że nawet w mniej niż dekadę. Nie mówię, że jestem tego zwolennikiem. Stwierdzam fakt. Jestem szalenie ciekawy, jak Ukraina zamierza poradzić sobie z tym problemem. Będzie wojować z każdym, kto nawinie się na widelec? Każdym, kto w 100% nie zgadza się z jedyną wersją historii i rzeczywistości, pisanej w Kijowie pod wpływem narodowego uniesienia? Będzie grozić dronami? Sankcjami? Będzie rozmawiać tylko ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Francją i UK jako równoprawny gracz w "pierwszej lidze"? Po prostu tego nie ogarniam. #Ukraina #praktykaMiędzynarodowa #historia









