BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#popularyzacja

@ChybowskiCezary PS. Z tego co słyszałem i widziałem w komunikatach klubowych, planujecie popularyzację CK na rynku tureckim. W sumie masowa migracja i w tym poprawa frekwencji może się udać. Całkiem sprytny plan 🙏 Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie. #popularyzacja #frekwencja #klub

To jest najlepsza funkcja prawie każdego elektryka 🥶♨️ Wiem, że zaraz odezwie się chór osób, które powiedzą, że zdalne chłodzenie i grzanie ma mnóstwo samochodów spalinowych. Oczywiście to bzdura. Jest ich niewiele (pewnie to będzie rosło wraz z popularyzacją hybryd plugin). Ma to prawie każdy elektryk. I jest to dla mnie fukcja #1. 35 czy 40 stopni na zewnątrz, samochód stoi np. pod domem czy sklepem, a ty klikasz 1 przycisk w apce i masz w moment schłodzone wnętrze albo stale podtrzymywaną niską temperaturę. Bezcenne. #ElektryczneSamochody #Technologia #ZdalneZarządzanie

Piegziu May 28

Problemem nauk społecznych i humanistycznych (nie tylko w PL) jest to, że naukowców coraz rzadziej charakteryzuje naturalna, niewymuszona ciekawość świata, co moim zdaniem jest esencją nauki. Widzę zamiast tego coś odwrotnego - traktowanie nauki jako typowej kariery dla tytularnego prestiżu, sposobu na ucieczkę przed odpowiedzialnością i flexowania się nad innymi. Przy okazji zauważam też pierwsze objawy systemowego odklejenia: “badam, więc mi się należy”, “zrobiłem doktorat, więc jestem lepszy”, “jestem za demokracją, ale gardzę ludźmi gdy nie rozumieją moich badań” albo “popularyzacja jest dla plebsu”. A to moja luźna obserwacja na przykładzie kilku krajów. Nie piszę oczywiście o zasadzie, ale trendach: Młodzi ludzie robią doktorat, aby pracować na uczelni albo żeby mieć stopień naukowy. Nie dlatego, że autentycznie ich coś interesuje i chcą to zbadać. Wielu doktorantów nawet nie potrafi wskazać czemu akurat się zajmuje tym tematem i dlaczego jest on społecznie ważny, ale wie, że chciałoby zostać na uczelni i aplikować o granty badawcze. Naukowcy piszą artykuły głównie po to, aby odbębnić punkty lub zrobić awans zawodowy. Wielu naukowców pisze zwyczajnie z przymusu, bo taka jest systemowa presja. Albo boją się, że jak napiszą 10 a nie 15 artykułów, to dostaną negatywa w postępowaniu habilitacyjnym. Naukowcy nie szukają sposobów jak zwiększyć swoją efektywność i stać się lepszym badaczem, ale idą w utarte schematy. A potem są zdziwieni, że są niekonkurencyjni. Zmarnowałem już dziesiątki tysięcy znaków na X na temat tego, że żaden naukowiec nie życzy sobie, aby ktokolwiek regulował jego czas pracy (nawet dla własnego dobra), rozliczał z planów naukowych w ramach systemu motywacyjnego albo raz na jakiś czas wyrywał z comfort zone. Praca na uczelni z definicji ma być bezpieczna, gdzie przez 40 lat robi się wszystko po swojemu i bez nadzoru z góry. Naukowcy są też niestety pozerami. Co przez to mam na myśli? Zamykają się w swoich wąskich dziedzinach i celowo używają skomplikowanego języka. Nie wychodzą do ludzi, aby tłumaczyć im co robią. Ślepo wierzą w to, że publikacja w znanym journalu po angielsku = nauka. Albo że ranking uczelni, na której pracują definiuje sukces naukowy. Są jeszcze osoby, które łudzą się, że jak się dosypie pieniążków lub trochę podłubie w listach czasopism, to naukę się naprawi. Ja niestety już w to nie wierzę. Może jestem pesymistą, może zostanę za to ukamienowany i scancellowany przez środowisko naukowe w Polsce, ale potrafię wymienić dosłownie tylko kilka osób, które faktycznie podjarane są badaniami naukowymi dla samych badań. Coraz mniej mam ciekawych dyskusji o prawie lub historii, a coraz więcej grzecznościowych networkingow, przeciągania liny kto jest lepszy albo jakie obecnie są programy grantowe. Jak mam jechać na konferencję naukową, to już czuje się w środku chory i wiem, że robię to dla własnej kariery a nie nauki per se. #nauka #badania #edukacja