Właśnie wróciłem z kina po obejrzeniu "Odysei" Christophera Nolana. To były niezwykłe 3 godziny i czuję się w obowiązku podzielić z Państwem swoimi wrażeniami z seansu. Pierwsza godzina? Rewelacja! Spędziłem ten czas w fotelu niemal bez zmiany pozycji nie odczuwając nawet odrobiny dyskomfortu. Potem pojawiły się problemy. Zacząłem odnosić wrażenie, że fotel nie podpiera naturalnej krzywizny kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, co powodowało niewygodę prowadząc do przeciążenia więzadeł i mięśni przykręgosłupowych. Długie siedzenie w jednej pozycji zmusza mięśnie do ciągłej pracy w celu utrzymania wyprostowanej sylwetki, co prowadzi do ich niedotlenienia i powstawania bolesnych przykurczów, więc ustawiłem smartwatch tak, aby przypominał co 5 minut o konieczności zmiany pozycji. Po upływie dwóch godzin próbowałem pozbyć się dyskomfortu przyjmując pozycję półleżącą, która jednak mocno obciążała odcinek lędźwiowy i szyjny kręgosłupa. Problemy pogłębiało zbyt głębokie siedzisko fotela. Sprawiało, że ciężar ciała nie był równomiernie rozłożony, co obciążało pośladki, kość ogonową i stawy biodrowe. Wbrew pozorom, siedzenie nie jest dla pośladków pozycją odpoczynku. Mięśnie te są wtedy maksymalnie rozciągnięte i jednocześnie przygniecione ciężarem ciała. Szczerze mówiąc, ostatnie 30 minut filmu to była dla mnie walka z myślami i strach, czy po napisach końcowych i opuszczeniu fotela nie okaże się, że pod wpływem ucisku oraz ciągłego przykurczu w pozycji siedzącej nabawiłem się podrażnienia nerwu kulszowego. Przerażała mnie perspektywa głębokiego bólu pośladka promieniującego do uda. Jedno jest pewne: ten seans pozostanie na długo w mojej pamięci. #kino #Odyseja #ChristopherNolan


