Mam jedno pytanko do szerszej grupy osób. Po co w ogóle Wy (celowo piszę w liczbie mnogiej, bo to nie pierwsza afera naukowa tego typu) robicie te całe doktoraty skoro: - szczerze nie interesuje Was ani nauka ani badania per se - nie macie pomysłu na wkład twórczy i rozwiązanie oryginalnego problemu - nie lubicie pisać dłuższych tekstów - nie ma po nim żadnej większej kasy w robocie - nie ma po nim pracy na uczelni - nie daje obecnie żadnego prestiżu społecznego - nie świadczy obecnie o większej wiedzy lub kompetencjach - dopisywanie sobie dwóch literek przed nazwiskiem jest żenujące - to przeważnie strata czasu i lepiej nauczyć się w zamian solidnych podstaw nowego języka obcego lub nawet nie wiem, nowych kroków do salsy i rumby Ja naprawdę rozumiem, że zmieniają się czasy i wszystko przychodzi ludziom coraz łatwiej, ale doktorat to nie jest grubsze analityczne wypracowanie. Serio, dzisiaj bardziej opłaca się napisać dobrą książkę publicystyczną, lekkim piórem, z pasją i zacięciem. Jak się dobrze sprzeda, to przynajmniej jest z tego kasa i rozpoznawalność. Doktorat przy braku zacięcia naukowego to rąbanie kamieni po to, aby ktoś na końcu powiedział, że nie o to chodzi. #doktorat #nauka #uzyskiwaniekompetencji