Panie Przydacz, widzę, że mamy już trzeci odcinek tej historii, a ja nadal czekam na odpowiedź na pytanie zadane pod pierwszym 😁 Najpierw ogłosił Pan jako fakt, że Pan Tusk chce za publiczne pieniądze promować niby Polskę, a de facto swoją partię i uzyskać jakąś bliżej nieokreśloną "polityczną korzyść". Później było "You've been warned". Teraz są już przyszłe artykuły zagraniczne, influencerzy, eksperci, przychylne media i sugestia, że pieniądze polskiego podatnika mogą trafiać "pod te same zagraniczne adresy' Tylko dowodu na pierwotną tezę nadal nie ma. Co ciekawe, z każdym kolejnym wpisem przesuwa Pan swoją opowieść z kategorii faktu do kategorii przypuszczenia 🤷♂️ Najpierw zamiar i korzyść polityczna były przedstawione jako coś ustalonego. Teraz sam Pan pyta: "A któż będzie sprawdzał, czy [...] strumień pieniędzy [...] nie będzie trafiał...". No właśnie. Sprawdzajmy. Jeżeli publiczne pieniądze będą wydawane na partyjną propagandę pod szyldem promocji Polski, pierwszy będę oczekiwał dokumentów, kontroli wydatków i odpowiedzialności 🤔 Ale najpierw trzeba wykazać, że konkretny autor, medium czy influencer rzeczywiście dostał publiczne pieniądze, za co je dostał i jaki był przedmiot umowy. Sama pozytywna publikacja o Polsce nie jest jeszcze fakturą wystawioną KPRM. Trochę więc zaczyna Pan polemizować sam ze sobą -najpierw wyrok, potem ostrzeżenie, a teraz dopiero poszukiwanie dowodów, że zazrucany mechanizm w ogóle zaistnieje. To dość osobliwa kolejność 😁 Dlatego, ja ciągle przypominam - najpierw fakty. Potem wnioski. Pańskie - dolary przeciwko orzechoml, tego standardu jednak nie zastępują. 😉 #Polska #Polityka #Media



