Panie Przydacz, skoro cofamy się już do 2021 roku, to proponuję pójść krok dalej i zajrzeć do 2005–2006. Wtedy rząd PiS, mierząc się ze wzrostem cen paliw, oficjalnie tłumaczył, że wynika on z wysokich cen ropy i paliw na rynkach światowych. Rząd Kazimierza Marcinkiewicza utrzymywał obniżoną akcyzę na benzynę, a sam premier naciskał na Orlen i Lotos, zarzucając im zbyt wysokie marze i domagając się ich ograniczenia. Czyli już wtedy było oczywiste, że cena przy dystrybutorze zależy jednocześnie od rynku światowego, podatków i marż. A teraz wyciąga Pan z 2021 roku kalkulację Tuska, sporządzoną przy zupełnie innych cenach ropy, i przedstawia ją tak, jakby 4,88 zł było wieczystą obietnicą ceny litra paliwa niezależnie od sytuacji na świecie. To może jeszcze przypomnijmy rok 2005. Donald Tusk ostrzegał wtedy, że przy realizacji programu PiS benzyna może kosztować 6 zł. Rozumiem, że skoro dziś stosujemy metodę -znajdź stary cytat i przyłóż go do współczesności, to ten też uznamy za aktualny? Albo możemy jednak wrócić do poważnej rozmowy o tym, z czego rzeczywiście składa się cena paliwa? #Polska #cenyPaliw #PIS