Jadę samochodem, patrzę: człowiek przewraca się na przystanku. Zaciągnęłam ręczny, wzięłam ze schowka rękawiczki, wybiegłam. Na oko 50-letni mężczyzna leży nieprzytomny, ale oddycha. Ułożyłam go w pozycji bezpiecznej i dzwonię. A dyspozytor zaczyna mnie wypytywać, od kiedy tak leży, na co się leczy, jakie bierze leki. Wkurzyłam się i mówię: człowieku, powiedziałam ci wszystko, co najważniejsze. Wysyłaj karetkę.





