BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#Mizoginia

Women are increasingly dying at the hands of their partners. "Patoinfluencers are fueling misogyny" Wronged men are rallying on the internet to take revenge on women. They are encouraged by patoinfluencers. New male role models and voices that clearly condemn violence and culture are needed. (translated)

Grzegorz Sroczyński był dla mnie jednym z niewielu dziennikarzy, których merytoryczną analizę i dystans do plemiennych wojenek szczerze ceniłem. Tym większy czuję dziś zawód i niesmak, słuchając jego kuriozalnego komentarza do dramy wokół Krzysztofa Stanowskiego. Sroczyński, zamiast jednoznacznie ocenić patologiczne słowa o rozbieraniu kobiety i przywiązywaniu jej do pręgierza, skupia się na tym, że... wrogowie Kanału Zero „mają teraz używanie”. To podręcznikowe odwracanie uwagi i krzywdzący symetryzm. Tomasz Terlikowski i Tomasz Stawiszyński zrezygnowali z udziału w Kongresie Zero nie z powodu podszeptów „plemiennych mediów” czy nienawiści Żukowskiej, ale dlatego, że mają elementarną przyzwoitość i nie chcą firmować swoimi nazwiskami knajackiej mizoginii. Sprowadzanie powszechnego oburzenia nawoływaniem do linczu na urzędniczce do rangi „partyjnych bzdur” i uciechy wrogów to intelektualny upadek. Szkoda, że ceniony publicysta woli dziś pełnić funkcję medialnego adwokata internetowego celebryty, chroniąc kumpla przed krytyką, zamiast stać po stronie zwykłych standardów. Bardzo smutny widok. #Dziennikarstwo #Media #Mizoginia

Panie i Panowie, uporządkujmy fakty, bo w tej sprawie zaczęło się więcej krzyku niż rozmowy. Tak - przeprowadziłem kontrolę poselską w OHP. Nie dlatego, że „walczę z kobietami”. Nie dlatego, że przeszkadza mi pomoc osobom cierpiącym. Tylko dlatego, że dostałem zgłoszenie o możliwej dyskryminacji w publicznej instytucji. I co się okazało? Publiczny pracodawca wprowadził dodatkowy dzień wolny w miesiącu dla kobiet z powodu bolesnej menstruacji uniemożliwiającej pracę. Sama idea - zauważenie bólu, danie pracownicy oddechu, zachowanie wynagrodzenia - jest godna pochwały. Ale dobre intencje nie zwalniają z obowiązku tworzenia rozwiązań zgodnych z prawem, równościowych i sensownych. Bo mamy tu kilka poważnych kwestii. Po pierwsze: komendant OHP przyznał, że wcześniej ten problem nie był zgłaszany, a ankieta wśród pracowników pokazała tylko 38% poparcia dla takiego rozwiązania. Po drugie: pracownica musi złożyć oświadczenie o bolesnej miesiączce, a nieobecność jest ewidencjonowana specjalnym kodem w karcie pracy. Czyli publiczny pracodawca zaczyna tworzyć rejestr bardzo wrażliwych informacji o zdrowiu pracowników. Po trzecie: z tego dnia korzysta prawie co druga pracownica. To rodzi pytanie: czy mamy w OHP epidemię tak silnego bólu, że uniemożliwia pracę (lekarze wskazują, że około 8-10% kobiet przechodzi okres na tyle boleśnie, że uniemożliwia to wykonywanie obowiązków)? A jeśli tak - dlaczego pracodawca nie robi profilaktyki, badań, wsparcia medycznego, tylko po prostu wysyła obolałe kobiety do domu na jeden dzień? Po czwarte: rozwiązanie obejmuje kobiety w każdym wieku, nawet po menopauzie, ale nie obejmuje kobiet ciężarnych. W teorii obejmuje też kobiety po uzgodnieniu płci. Czyli zamiast jasnej zasady zdrowotnej mamy chaos prawny, biologiczny i organizacyjny. Nie kwestionuję bólu menstruacyjnego. Nie kwestionuję prawa do wsparcia. Nie kwestionuję tego, że pracodawca może chcieć pomóc. Kwestionuję to, że publiczna instytucja tworzy przywilej oparty na płci i jednym typie dolegliwości, zamiast stworzyć rozwiązanie równe dla wszystkich pracowników. Bo wystarczyło zrobić to dobrze. Nie „dzień menstruacyjny”. Tylko dzień zdrowotny z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę. Bez pytania, czy boli brzuch, kręgosłup, głowa, stawy, endometrioza, migrena, rwa kulszowa czy inna przypadłość. Bez dzielenia ludzi na kobiety i mężczyzn. Bez tworzenia ewidencji intymnych informacji. Bez wykluczania kogokolwiek. To byłoby równościowe. To byłoby godne. To byłoby zgodne z ideą pomocy. A dziś słyszę, że skoro ktoś zadaje pytania o równość wobec prawa, to „atakuje kobiety”. Nie. Walka o prawa mężczyzn nie jest walką z kobietami. Walka o równość wobec prawa nie jest mizoginią. Pytanie o konstytucyjność rozwiązań w publicznej instytucji nie jest hejtem. Bo jeżeli dodatkowy przywilej pracowniczy wyłącznie dla jednej płci nie jest dyskryminacją, to zapytam przewrotnie: czy ulga podatkowa albo bony żywieniowe tylko dla mężczyzn, uzasadnione statystycznie wyższym zapotrzebowaniem kalorycznym, też nie byłyby dyskryminacją? No właśnie. Państwo nie może działać na zasadzie: „nasza nierówność jest dobra, wasza nierówność jest zła”. Albo traktujemy ludzi równo, albo bawimy się w ideologiczne wyjątki. Ja wybieram równość. Wybieram prawo. Wybieram pomoc dla osób cierpiących - ale pomoc mądrą, sprawiedliwą i niewykluczającą. I tak: będę dalej walczył o prawa mężczyzn. Nie przeciwko kobietom. Tylko przeciwko hipokryzji, podwójnym standardom i państwu, które zapomina, że równość nie działa tylko wtedy, gdy pasuje do narracji. #walczsercem #rowneprawa #mezczyzna #rowneprawa #równość #praca

Widzę że największe niedowiarki na X odkrywają nagle, że Krzyś jest mizoginem i produkuje kontent dla podobnych mu mizoginów, na czym zarabia pieniądze. Apele, żeby tak nie mówił są bez sensu. On to robi celowo, bo taki jest jego model biznesowy. #mizoginia #kontent #biznes