BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#rowneprawa

To, co wydarzyło się w „Śniadaniu Rymanowskiego”, było splunięciem w twarz mężczyznom, kobietom i poważnej debacie o równości. Pytanie dotyczyło nierównego wieku emerytalnego i propozycji zmian. Zamiast odpowiedzi dostaliśmy uśmiechy, żarty i partyjne przepychanki. Dariusz Wieczorek stwierdził, że mężczyźni nie są dyskryminowani, po czym zaczął mówić o zachęcaniu ludzi do dłuższej pracy. To nie odpowiada na pytanie o pięć lat nierówności. To pokazuje brak wiedzy. Piotr Zgorzelski zażartował, że bezdzietni mężczyźni powinni iść „w kamasze”. O pięciu dodatkowych latach pracy, krótszym życiu i nierównych obowiązkach zrobiono telewizyjny stand-up. Paweł Bliźniuk ogłosił, że „takiego tematu nie ma”. Nieprawda. Sejmowa Komisja do Spraw Petycji zajmowała się już wiekiem emerytalnym, emeryturami stażowymi i skutkami różnego wieku dla świadczeń. To niezwykłe jak źle się przygotował. Najbardziej merytorycznie mówił Michał Wawer, wskazując na nierówność i niższe emerytury kobiet. Sam jednak bez analiz przesądził, że jedynym rozwiązaniem musi być 65 lat dla wszystkich. Potrzebujemy rozmowy również o stażu pracy, wykonywanym zawodzie, opiece i elastycznym wieku emerytalnym. Przedstawiciel PiS zasłonił się „tradycją”, „kulturą” i „szacunkiem do kobiet”. Tradycja nie jest analizą, a szacunek nie może uzasadniać nierównych praw. Szczególnie rozczarował prowadzący. Bogdan Rymanowski zauważył śmiechy, ale później pozwolił, aby dyskusja zmieniła się w kabaret. Nie prostował półprawd, nie wymagał danych i sam sprowadził temat do hasła: „Konfederacja chce, żeby kobiety dłużej pracowały”. Czy chodziło o poważną rozmowę, czy o ośmieszenie tematu? Czy prowadzący się nie przygotował, czy po prostu uznał problemy mężczyzn za materiał na widowisko? Panowie w studiu dobrze się bawili. Tylko że żartowali z milionów mężczyzn, pięciu dodatkowych lat pracy i własnej bezczynności. Równość nie oznacza odbierania praw kobietom. Oznacza uczciwą analizę sytuacji obu płci. Bez rechotu. Bez półprawd. Bez dziennikarskiej bierności. O systemowej dyskryminacji mężczyzn wkrótce napiszę więcej, na podstawie przepisów, danych i konkretnych przykładów. #walczsercem #mezczyzna #rowneprawa #rowneprawa #emerytury #nobodyisasking

Jestem przeciwko prawu, które z płci robi kryterium rozstrzygające o prawach konkretnego człowieka. Nowe przepisy zobowiązują duże spółki giełdowe do zapewnienia stanowisk osobom należącym do płci niedostatecznie reprezentowanej. Przedstawiciel/ka tej płci ma znaleźć się w każdym organie spółki, a przy równorzędnych kwalifikacjach otrzyma pierwszeństwo. To już nie jest wyłącznie zapewnienie uczciwej rekrutacji. To ustawowe sterowanie jej wynikiem. Nie zgadzam się, aby mężczyzna odpowiadał za to, ilu innych mężczyzn wcześniej powołano do zarządu. Nie miał wpływu na ich wybór. Nie jest elementem statystyki ani przedstawicielem zbiorowej winy swojej płci. Nie zgadzam się również, aby kompetentna kobieta musiała później mierzyć się z podejrzeniem, że otrzymała stanowisko po to, by spółka „domknęła procent”. Kobiety zasługują na awans dzięki swoim kwalifikacjom, doświadczeniu i osiągnięciom - nie jako narzędzie do wykonania ustawowej tabeli. Tak - otwierajmy zamknięte układy. Walczmy z nepotyzmem. Wprowadzajmy jawne kryteria, dokumentowanie decyzji, przejrzyste konkursy, programy rozwoju zawodowego oraz realną możliwość odwołania. Ale równość szans nie oznacza narzuconej równości wyniku. Polityka równości musi widzieć kobiety, gdy napotykają bariery. Musi też widzieć mężczyzn, gdy to oni są pomijani, dyskryminowani albo niedostatecznie reprezentowani. Nie może działać tylko w jednym, politycznie wygodnym kierunku. Kompetencje nie mają płci. Dyskryminacja nie staje się sprawiedliwa tylko dlatego, że odwrócimy jej kierunek. Rozwiązanie polskie wychodzi mocno poza dyrektywę - może właśnie o to chodzi, aby stało się powodem do kolejnej walki płci - nie ma na to mojej zgody. Dlatego zagłosowałem przeciw. Nie przeciwko kobietom, nie przeciwko mężczyznom. Przeciwko dzieleniu ludzi i ich praw według płci. Teraz odpowiedzialność spoczywa na Senacie a potem na Prezydencie. #walczsercem #rowneprawa #rownos #rowneprawa #równość #genderEquality

Jestem przeciwko prawu, które z płci robi kryterium rozstrzygające o prawach konkretnego człowieka. Nowe przepisy zobowiązują duże spółki giełdowe do zapewnienia stanowisk osobom należącym do płci niedostatecznie reprezentowanej. Przedstawiciel/ka tej płci ma znaleźć się w każdym organie spółki, a przy równorzędnych kwalifikacjach otrzyma pierwszeństwo. To już nie jest wyłącznie zapewnienie uczciwej rekrutacji. To ustawowe sterowanie jej wynikiem. Nie zgadzam się, aby mężczyzna odpowiadał za to, ilu innych mężczyzn wcześniej powołano do zarządu. Nie miał wpływu na ich wybór. Nie jest elementem statystyki ani przedstawicielem zbiorowej winy swojej płci. Nie zgadzam się również, aby kompetentna kobieta musiała później mierzyć się z podejrzeniem, że otrzymała stanowisko po to, by spółka „domknęła procent”. Kobiety zasługują na awans dzięki swoim kwalifikacjom, doświadczeniu i osiągnięciom - nie jako narzędzie do wykonania ustawowej tabeli. Tak - otwierajmy zamknięte układy. Walczmy z nepotyzmem. Wprowadzajmy jawne kryteria, dokumentowanie decyzji, przejrzyste konkursy, programy rozwoju zawodowego oraz realną możliwość odwołania. Ale równość szans nie oznacza narzuconej równości wyniku. Polityka równości musi widzieć kobiety, gdy napotykają bariery. Musi też widzieć mężczyzn, gdy to oni są pomijani, dyskryminowani albo niedostatecznie reprezentowani. Nie może działać tylko w jednym, politycznie wygodnym kierunku. Kompetencje nie mają płci. Dyskryminacja nie staje się sprawiedliwa tylko dlatego, że odwrócimy jej kierunek. Rozwiązanie polskie wychodzi mocno poza dyrektywę - może właśnie o to chodzi, aby stało się powodem do kolejnej walki płci - nie ma na to mojej zgody. Dlatego zagłosowałem przeciw. Nie przeciwko kobietom, nie przeciwko mężczyznom. Przeciwko dzieleniu ludzi i ich praw według płci. Teraz odpowiedzialność spoczywa na Senacie a potem na Prezydencie. #walczsercem #rowneprawa #rownos #rowneprawa #równość #dyskryminacja

Dorota Spyrka Jun 13

We are at the Equality Parade. It has been 25 years of the LGBTQ+ community fighting for equal rights. We at @partiarazem are on your side. (translated)

Panie i Panowie, uporządkujmy fakty, bo w tej sprawie zaczęło się więcej krzyku niż rozmowy. Tak - przeprowadziłem kontrolę poselską w OHP. Nie dlatego, że „walczę z kobietami”. Nie dlatego, że przeszkadza mi pomoc osobom cierpiącym. Tylko dlatego, że dostałem zgłoszenie o możliwej dyskryminacji w publicznej instytucji. I co się okazało? Publiczny pracodawca wprowadził dodatkowy dzień wolny w miesiącu dla kobiet z powodu bolesnej menstruacji uniemożliwiającej pracę. Sama idea - zauważenie bólu, danie pracownicy oddechu, zachowanie wynagrodzenia - jest godna pochwały. Ale dobre intencje nie zwalniają z obowiązku tworzenia rozwiązań zgodnych z prawem, równościowych i sensownych. Bo mamy tu kilka poważnych kwestii. Po pierwsze: komendant OHP przyznał, że wcześniej ten problem nie był zgłaszany, a ankieta wśród pracowników pokazała tylko 38% poparcia dla takiego rozwiązania. Po drugie: pracownica musi złożyć oświadczenie o bolesnej miesiączce, a nieobecność jest ewidencjonowana specjalnym kodem w karcie pracy. Czyli publiczny pracodawca zaczyna tworzyć rejestr bardzo wrażliwych informacji o zdrowiu pracowników. Po trzecie: z tego dnia korzysta prawie co druga pracownica. To rodzi pytanie: czy mamy w OHP epidemię tak silnego bólu, że uniemożliwia pracę (lekarze wskazują, że około 8-10% kobiet przechodzi okres na tyle boleśnie, że uniemożliwia to wykonywanie obowiązków)? A jeśli tak - dlaczego pracodawca nie robi profilaktyki, badań, wsparcia medycznego, tylko po prostu wysyła obolałe kobiety do domu na jeden dzień? Po czwarte: rozwiązanie obejmuje kobiety w każdym wieku, nawet po menopauzie, ale nie obejmuje kobiet ciężarnych. W teorii obejmuje też kobiety po uzgodnieniu płci. Czyli zamiast jasnej zasady zdrowotnej mamy chaos prawny, biologiczny i organizacyjny. Nie kwestionuję bólu menstruacyjnego. Nie kwestionuję prawa do wsparcia. Nie kwestionuję tego, że pracodawca może chcieć pomóc. Kwestionuję to, że publiczna instytucja tworzy przywilej oparty na płci i jednym typie dolegliwości, zamiast stworzyć rozwiązanie równe dla wszystkich pracowników. Bo wystarczyło zrobić to dobrze. Nie „dzień menstruacyjny”. Tylko dzień zdrowotny z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę. Bez pytania, czy boli brzuch, kręgosłup, głowa, stawy, endometrioza, migrena, rwa kulszowa czy inna przypadłość. Bez dzielenia ludzi na kobiety i mężczyzn. Bez tworzenia ewidencji intymnych informacji. Bez wykluczania kogokolwiek. To byłoby równościowe. To byłoby godne. To byłoby zgodne z ideą pomocy. A dziś słyszę, że skoro ktoś zadaje pytania o równość wobec prawa, to „atakuje kobiety”. Nie. Walka o prawa mężczyzn nie jest walką z kobietami. Walka o równość wobec prawa nie jest mizoginią. Pytanie o konstytucyjność rozwiązań w publicznej instytucji nie jest hejtem. Bo jeżeli dodatkowy przywilej pracowniczy wyłącznie dla jednej płci nie jest dyskryminacją, to zapytam przewrotnie: czy ulga podatkowa albo bony żywieniowe tylko dla mężczyzn, uzasadnione statystycznie wyższym zapotrzebowaniem kalorycznym, też nie byłyby dyskryminacją? No właśnie. Państwo nie może działać na zasadzie: „nasza nierówność jest dobra, wasza nierówność jest zła”. Albo traktujemy ludzi równo, albo bawimy się w ideologiczne wyjątki. Ja wybieram równość. Wybieram prawo. Wybieram pomoc dla osób cierpiących - ale pomoc mądrą, sprawiedliwą i niewykluczającą. I tak: będę dalej walczył o prawa mężczyzn. Nie przeciwko kobietom. Tylko przeciwko hipokryzji, podwójnym standardom i państwu, które zapomina, że równość nie działa tylko wtedy, gdy pasuje do narracji. #walczsercem #rowneprawa #mezczyzna #rowneprawa #równość #praca

I have been fighting for the rights of LGBT+ people for years. When I participated in the first Equality Parade in Warsaw, very few people took us seriously. Today, much has changed. Therefore, I would like to talk to President Nawrocki about the law on the status of a close person. Simply. Humanly. (translated)

W Polsce nadal obowiązuje system, w którym o wieku emerytalnym decyduje… płeć. Nie zdrowie. Nie długość życia w zdrowiu. Nie charakter pracy. Nie liczba przepracowanych lat. Tylko płeć. Państwo mówi dziś mężczyźnie „Masz pracować 5 lat dłużej niż kobieta. Bo jesteś mężczyzną.” A teraz fakty: ➡️ mężczyźni żyją krócej, ➡️ częściej wykonują najcięższe i najbardziej niebezpieczne zawody, ➡️ częściej umierają przed emeryturą, ➡️ krócej pobierają świadczenia. Mimo tego państwo mówi im: „pracuj dłużej”. To nie jest równość. To nie jest sprawiedliwość społeczna. To jest systemowa dyskryminacja ukryta pod hasłem „tak było zawsze”. Nawet Trybunał Konstytucyjny wskazywał, że różnicowanie wieku emerytalnego powinno docelowo zostać zlikwidowane. Większość państw Europy już dawno to zrobiła. Ale w Polsce dalej boimy się powiedzieć głośno, że obywatel powinien być traktowany równo wobec państwa niezależnie od płci. Co więcej: niższy wiek emerytalny kobiet często oznacza też niższe emerytury kobiet. Czyli obecny system szkodzi wszystkim, tylko w różny sposób. Dlatego potrzebujemy dziś nie tylko prawdziwej debaty, ale również działań w zakresie: ✔️ równego wieku emerytalnym, ✔️ zdrowia mężczyzn, ✔️ realnej długości życia, ✔️ ciężkich zawodach, ✔️ godnych emerytur kobiet i mężczyzn. Bo równość nie może działać wybiórczo. Albo traktujemy obywateli równo, albo nie. W Komisji do spraw Petycji pilotowałem petycję na ten temat, która przeszła do komisji merytorycznej. W ramach zespołu parlamentarnego pracujemy nad strategią zdrowia mężczyzn. W ramach kontroli i interwencji reaguję na jawne przejawy dyskryminacji mężczyzn. Bo nie interesują mnie obietnice na przyszłość tylko to, co teraz mogę zrobić. #walczsercem #rowneprawa #mezczyzna #rowneprawa #sprawiedliwośćspołeczna #emerytury