BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#walczsercem

ZACZYNAM EDUKACYJNE ROZLICZENIE PARTII. NA PIERWSZY OGIEŃ - KO. Przez najbliższe dni po kolei wezmę na warsztat każdą partię: zaczynam od ugrupowania kierującego Ministerstwem Edukacji, później PiS, Lewica, Konfederacja, PSL, PL2050 i Razem. Zasada jest prosta - albo obietnica została wykonana w całości, albo nie została wykonana. Projekt, konsultacje, pilotaż i częściowa realizacja nie są spełnioną obietnicą. Sam startowałem z list KO i firmowałem „100 konkretów”. Dlatego nie będę udawał, że konferencja prasowa jest reformą, a zmiana rozporządzenia - naprawą całego systemu. KO: 2 Z 12 OBIETNIC EDUKACYJNYCH ✅ Wycofano HiT. ✅ Wprowadzono cyfrowe odpowiedniki podręczników. I na tym kończy się lista obietnic wykonanych w całości. ❌ Pakiet płacowy dla nauczycieli nie został zrealizowany. Była duża, potrzebna podwyżka. To fakt i należy go uczciwie odnotować. Ale obiecano również stały mechanizm automatycznej rewaloryzacji wynagrodzeń. Nie ma go. Nauczyciele nadal zależą od corocznej decyzji polityków, dlatego całej obietnicy zaliczyć nie można. ❌ Nie powstała niezależna Komisja Edukacji Narodowej, która miała odsunąć polityków od tworzenia podstaw programowych. ❌ Nie ma szafek dla każdego ucznia w każdej szkole. ❌ Nie zrealizowano szkoły jednozmianowej. Termin, 1 września 2025 r., minął. ❌ Prac domowych nie zlikwidowano. Zmieniono zasady ich zadawania, a teraz dyskutuje się o kolejnej zmianie tych zasad. ❌ Nie zbudowano powszechnego systemu bezpłatnej pomocy i zajęć dodatkowych, który miał ograniczyć potrzebę korepetycji. ❌ Nie odbiurokratyzowano pracy nauczycieli i nie przywrócono im obiecanej autonomii. Ale największy problem KO nie mieści się w jednym niezrealizowanym konkrecie. Jest nim brak całościowej wizji polskiej edukacji. MEN zmienia podstawy programowe, ramowe plany nauczania, prace domowe, religię, edukację zdrowotną, statuty szkół i kolejne elementy organizacji systemu. Zmiany nakładają się na siebie, są wdrażane w różnym tempie, a szkoły, nauczyciele i rodzice próbują nadążyć za kolejnymi komunikatami. Jednocześnie nierozwiązane pozostają najważniejsze problemy - status i wynagrodzenia nauczycieli, braki kadrowe, przeciążenie biurokracją, pomoc psychologiczna, edukacja włączająca, szkolnictwo zawodowe, finansowanie samorządów i nierówności edukacyjne. Zamiast stabilizacji pojawiają się nowe konflikty. 🔴 Od 1 stycznia 2026 r. MEN obniżyło z 200 do 96 limit uczniów edukacji domowej, za których szkoła otrzymuje pełne finansowanie. Rzeczniczka Praw Dziecka wskazuje na negatywne skutki tej decyzji, również dla dzieci uciekających ze szkół stacjonarnych przed przemocą i brakiem odpowiedniego wsparcia. 🔴 MEN planuje usunięcie Domów Wczasów Dziecięcych z systemu oświaty od 1 stycznia 2027 r. - bez przedstawienia rzeczywistej alternatywy dla ich działalności edukacyjnej, wychowawczej i opiekuńczej. 🔴 Dialog społeczny zbyt często oznacza wysłuchanie wybranych środowisk już po ustaleniu kierunku zmian. Konsultacje nie są realnym dialogiem, jeżeli nie można w nich zmienić zasadniczej decyzji. 🔴 Gdy upominamy się o Rzecznika Praw Nauczycieli, z kierownictwa MEN słyszymy, że nauczyciele mają swoich rzeczników w postaci związków zawodowych. To kuriozalne. Kilka rzeczy się udało. Wygaszono HiT, podniesiono wynagrodzenia, ograniczono obowiązkowe i oceniane prace domowe, wprowadzono cyfrowe podręczniki. Zrównano pensum nauczyciela przedmiotów praktycznych z teoretycznymi. Tego nie wolno przemilczać. Ale żaden z głównych problemów systemowych polskiej szkoły nie został rozwiązany. Za to pojawiły się nowe napięcia, nowe ryzyka i jeszcze większe poczucie chaosu. KO obiecywała odpolitycznienie, autonomię i odbiurokratyzowanie szkoły. Po ponad dwóch i pół roku nadal widzimy edukację zarządzaną kolejnymi rozporządzeniami, bez spójnej wizji całego systemu. Bilans: 2 z 12. Ministerstwo mają. Czasu mieli dużo. Spójnej reformy nadal nie ma. Jutro PiS. #Edukacja #Obietnice2023 #Sprawdzam #walczsercem #Edukacja #Obietnice2023 #Sprawdzam

Niektórym ludziom wystarczy po prostu dać mówić. Jak @__Lewica widzi problemy mężczyzn? Dziennikarz pyta posłankę Nowej Lewicy @JoannaWicha : Co Lewica zrobiła w tej kadencji dla mężczyzn? Odpowiedź? „A czy mężczyźni przyszli do Lewicy i powiedzieli, że jakaś konkretna rzecz jest do załatwienia?” Ach, rozumiem. Czyli państwo i partia polityczna nie muszą analizować danych, dostrzegać nierówności ani tworzyć polityki publicznej. Mężczyzna ma najpierw osobiście przyjść do Lewicy, zapukać, wziąć numerek i wyjaśnić, że ma problem. Dziennikarz dopytuje o konkrety. Posłanka odpowiada: „Z głowy trudno mi wymyślić jakiś konkretny problem, który akurat mielibyśmy rozwiązać”. Naprawdę trudno? Samobójstwa mężczyzn. Krótsze życie. Fatalna profilaktyka zdrowotna. Wypadki przy pracy. Bezdomność. Problemy chłopców w edukacji. Kryzys zdrowia psychicznego. Utrudnianie ojcom kontaktu z dziećmi. Obowiązki obronne dotyczące jednej płci. Wyższy o pięć lat wiek emerytalny. Ale najwyraźniej żaden z tych problemów nie przychodzi Lewicy „z głowy”. Kiedy prowadzący przypomniał, że co czwarty mężczyzna nie dożywa emerytury, usłyszał: „Kobiety też”. To jest właśnie ta słynna lewicowa empatia. Gdy problem dotyczy kobiet - potrzebujemy systemowych rozwiązań, programów, strategii, pełnomocniczek i kampanii społecznych. Gdy problem dotyczy mężczyzn - „kobiety też”. A co z nierównym wiekiem emerytalnym? W klubie Lewicy, jak przyznała posłanka, nie ma nawet dyskusji. Sama jest przeciwna zmianie. Czyli mężczyzna może pracować dłużej, żyć krócej i częściej nie doczekać świadczenia. To nie jest dla Lewicy nierówność. To najwyraźniej „sprawiedliwość społeczna”. Najbardziej absurdalne jest jednak tłumaczenie, że mężczyźni nie zgłosili się ze swoimi problemami. Polityka społeczna nie polega na czekaniu, aż człowiek w kryzysie sam odnajdzie właściwe drzwi partyjnego biura. Państwo ma obowiązek widzieć problem, zanim człowiek straci zdrowie, kontakt z dzieckiem, dach nad głową albo życie. Lewica bardzo lubi słowo „równość”. Szkoda tylko, że w jej wydaniu równość kończy się dokładnie tam, gdzie zaczynają się problemy mężczyzn. #walczsercem #mezczyzna #rownosc #równość #mężczyzna #PolitykaSpołeczna

Dziś podczas przesłuchania publicznego kandydatów na Rzecznika Praw Obywatelskich padną pytania, które zbyt długo były pomijane. O to, czy przyszły RPO będzie naprawdę rzecznikiem wszystkich obywateli. Zapytam o problemy mężczyzn - nierówny wiek emerytalny, obowiązki wobec państwa, krótsze życie, kryzysy zdrowotne, bezdomność, przemoc i brak systemowego wsparcia. Równość musi działać w obie strony. Zapytam o dzieci izolowane od jednego z rodziców, przewlekłe postępowania rodzinne i niewykonywanie orzeczeń o kontaktach. Dziecko nie może być narzędziem konfliktu. Liczyć musi się jego dobro, a nie płeć rodzica. Zapytam również o nauczycieli. Uczniowie i rodzice mają instytucje, do których mogą się zwrócić. Nauczyciel doświadczający przemocy, pomówień, gróźb lub łamania procedur często pozostaje sam. Dlatego potrzebny jest Rzecznik Praw Nauczycieli albo inny niezależny mechanizm realnej ochrony. Prawa mężczyzn nie są atakiem na kobiety. Ochrona rodziców nie może przesłaniać dobra dziecka. Obrona nauczycieli nie oznacza ograniczania praw uczniów. Dziś sprawdzimy, jak kandydaci rozumieją słowo „obywatelskich” w nazwie urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich. #walczsercem #posel #sejm #RzecznikPrawObywatelskich #prawaobywatelskie #równość

To, co wydarzyło się w „Śniadaniu Rymanowskiego”, było splunięciem w twarz mężczyznom, kobietom i poważnej debacie o równości. Pytanie dotyczyło nierównego wieku emerytalnego i propozycji zmian. Zamiast odpowiedzi dostaliśmy uśmiechy, żarty i partyjne przepychanki. Dariusz Wieczorek stwierdził, że mężczyźni nie są dyskryminowani, po czym zaczął mówić o zachęcaniu ludzi do dłuższej pracy. To nie odpowiada na pytanie o pięć lat nierówności. To pokazuje brak wiedzy. Piotr Zgorzelski zażartował, że bezdzietni mężczyźni powinni iść „w kamasze”. O pięciu dodatkowych latach pracy, krótszym życiu i nierównych obowiązkach zrobiono telewizyjny stand-up. Paweł Bliźniuk ogłosił, że „takiego tematu nie ma”. Nieprawda. Sejmowa Komisja do Spraw Petycji zajmowała się już wiekiem emerytalnym, emeryturami stażowymi i skutkami różnego wieku dla świadczeń. To niezwykłe jak źle się przygotował. Najbardziej merytorycznie mówił Michał Wawer, wskazując na nierówność i niższe emerytury kobiet. Sam jednak bez analiz przesądził, że jedynym rozwiązaniem musi być 65 lat dla wszystkich. Potrzebujemy rozmowy również o stażu pracy, wykonywanym zawodzie, opiece i elastycznym wieku emerytalnym. Przedstawiciel PiS zasłonił się „tradycją”, „kulturą” i „szacunkiem do kobiet”. Tradycja nie jest analizą, a szacunek nie może uzasadniać nierównych praw. Szczególnie rozczarował prowadzący. Bogdan Rymanowski zauważył śmiechy, ale później pozwolił, aby dyskusja zmieniła się w kabaret. Nie prostował półprawd, nie wymagał danych i sam sprowadził temat do hasła: „Konfederacja chce, żeby kobiety dłużej pracowały”. Czy chodziło o poważną rozmowę, czy o ośmieszenie tematu? Czy prowadzący się nie przygotował, czy po prostu uznał problemy mężczyzn za materiał na widowisko? Panowie w studiu dobrze się bawili. Tylko że żartowali z milionów mężczyzn, pięciu dodatkowych lat pracy i własnej bezczynności. Równość nie oznacza odbierania praw kobietom. Oznacza uczciwą analizę sytuacji obu płci. Bez rechotu. Bez półprawd. Bez dziennikarskiej bierności. O systemowej dyskryminacji mężczyzn wkrótce napiszę więcej, na podstawie przepisów, danych i konkretnych przykładów. #walczsercem #mezczyzna #rowneprawa #rowneprawa #emerytury #nobodyisasking

Wiek emerytalny do zmiany? Przestańmy wreszcie udawać, że tego tematu nie ma. Dzisiaj w Polsce kobieta może przejść na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyzna dopiero w wieku 65 lat. Mężczyzna ma pracować dłużej tylko dlatego, że jest mężczyzną. Kobieta ma pracować krócej, ale potem często dostaje niższą emeryturę. I wszyscy wiedzą, że ten system jest niesprawiedliwy. Tylko politycy od lat boją się go dotknąć. Bo łatwiej przemilczeć problem, wrzucić go na boczny tor i udawać, że jakoś to będzie. Nie będzie. Trybunał Konstytucyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, eksperci i organizacje społeczne od dawna wskazują, że ten temat wymaga poważnej debaty. Nie kolejnego hasła. Nie jednej konferencji. Nie politycznej wrzutki. Tylko realnych analiz i konkretnych wariantów. Propozycja minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, by uwzględniać rodzicielstwo, jest ciekawa. Ale sam fakt urodzenia dziecka nie może być automatycznym biletem do wcześniejszej emerytury. Bo bywa tak, że dziecko wychowuje głównie matka. Bywa tak, że głównie ojciec. Bywa tak, że oboje rodzice. Bywa też tak, że rodzic biologiczny praktycznie nie uczestniczy w wychowaniu. Dlatego liczyć powinno się nie tylko urodzenie dziecka, ale przede wszystkim rzeczywisty udział w opiece i wychowaniu. Trzeba przeanalizować wspólny wiek emerytalny, elastyczne przechodzenie na emeryturę, staż pracy, opiekę nad dziećmi, opiekę nad osobami zależnymi i zawody szczególnie obciążające zdrowie. Nie może być tak, że płeć sama w sobie decyduje, kto ma pracować dłużej. Reforma emerytalna nie może karać mężczyzn za to, że są mężczyznami. Nie może też skazywać kobiet na niższe świadczenia tylko dlatego, że system wcześniej wypycha je z rynku pracy. Trzeba o tym rozmawiać teraz. Nie „kiedyś”. Nie po wyborach. Nie wtedy, gdy sytuacja demograficzna i finansowa państwa stanie się tak zła, że nie będzie już wyboru. Bo w polityce nie chodzi o to, żeby przez kolejne lata omijać trudne tematy. Chodzi o to, żeby je rozwiązywać. #walczsercem #mezczyzna #kobieta #emerytura #równouprawnienie #polityka

„Najpierw ludzie, potem ludzie” mówi Lewica. Tylko po weekendowej inauguracji trasy można odnieść wrażenie, że: mężczyźni to nie ludzie, nauczyciele to nie pracownicy, a dzieci jeszcze ludźmi nie są. Mówili o pracy i wzmacnianiu PIP. Nie powiedzieli, że zdecydowaną większość śmiertelnych ofiar wypadków przy pracy stanowią mężczyźni. Nie wspomnieli też o ochronie pracowników młodocianych ani o warunkach pracy nauczycieli. Mówili o mieszkaniach. Przemilczeli bezdomność, choć ogromną większość osób w kryzysie bezdomności stanowią mężczyźni. Nie wspomniano też o młodych bezdomnych. Mówili o zdrowiu. Nie było słowa o tym, dlaczego mężczyźni żyją średnio o ponad siedem lat krócej, częściej odbierają sobie życie i zbyt późno trafiają do lekarza. Pominieto też kryzys zdrowia psychicznego młodzieży. Mówili o rencie wdowiej. Nie wspomnieli, że wdowiec uzyskuje do niej dostęp pięć lat później niż wdowa. Nie było też słowa o równym wieku emerytalnym. Mówili o prawach kobiet, aborcji i małżeństwach jednopłciowych. I dobrze bo o prawach człowieka trzeba mówić i od lewicy tego się oczekuje. Ale prawa mężczyzn także są prawami człowieka, o tym w ogóle zapomniano. Nie było nic o ojcach. O męskich ofiarach przemocy. O prawie dziecka do bezpiecznej relacji z obojgiem rodziców. O przewlekłości spraw rodzinnych. O nauczycielach, ich bezpieczeństwie, autonomii i samorządzie zawodowym. To nie jest równość. To jest równość wybiórcza. Zawiodłem się. Może w końcu czas, żeby Lewica wreszcie zauważyła również tych, których od lat nie potrafi zmieścić w swojej definicji „ludzi”. #walczsercem #mezczyzna #polityka #równość #prawaludzi #bezpieczeństwo

PiS zorganizował konwencję pod hasłem „Rodzina, edukacja, demografia”. Brzmiało poważnie. Tyle że zamiast programu naprawy polskiej szkoły dostaliśmy przede wszystkim opowieść o Brukseli, gender, religii i „normalności”. Mówili o „odideologizowaniu szkoły”, a jednocześnie proponowali więcej religii, mocniejsze wychowanie konserwatywne i podporządkowanie szkoły własnej wizji światopoglądowej. To nie jest odideologizowanie. To jest wymiana jednej ideologii na drugą. A gdzie konkrety dotyczące prawdziwych problemów? Gdzie plan wzrostu wynagrodzeń nauczycieli? Gdzie rozwiązania problemu wakatów? Gdzie ograniczenie biurokracji? Gdzie ochrona nauczycieli przed przemocą i hejtem? Gdzie stabilne prawo oświatowe? Gdzie szkolnictwo zawodowe? Gdzie przygotowanie szkół na sztuczną inteligencję? Gdzie zdrowie psychiczne uczniów? Nie usłyszałem też nic o samorządzie zawodowym nauczycieli. Nauczyciele powinni mieć własną, niezależną reprezentację - izbę nauczycieli, która opiniuje reformy, określa standardy zawodu, broni nauczycieli i nie jest przybudówką żadnej partii ani centrali związkowej. Dzisiaj o nauczycielach decydują politycy, urzędnicy i związki. Najrzadziej sami nauczyciele. Podobnie wygląda program PiS dotyczący mężczyzn. Mężczyzna pojawia się głównie jako: ➡️ mąż, ➡️ ojciec, ➡️ pracownik, ➡️ żywiciel rodziny, ➡️ element polityki demograficznej. A gdzie zdrowie psychiczne mężczyzn? Gdzie samobójstwa? Gdzie krótsze życie? Gdzie wypadki przy pracy? Gdzie bezdomność? Gdzie profilaktyka nowotworowa? Gdzie nierówny wiek emerytalny? Gdzie piecza współdzielona, alienacja rodzicielska i niewykonywanie kontaktów? Gdzie chłopcy, którzy coraz gorzej radzą sobie w edukacji? Nie ma. PiS widzi mężczyznę głównie wtedy, gdy jest ojcem, mężem i żywicielem rodziny. Nie widzi go jako człowieka, który również może potrzebować wsparcia, ochrony i własnych praw. Polska szkoła nie potrzebuje kolejnej wojny światopoglądowej. Potrzebuje godnie wynagradzanych nauczycieli, stabilnego prawa, realnej autonomii, samorządu zawodowego i rozwiązań odpowiadających na prawdziwe problemy uczniów. A polityka społeczna musi wreszcie dostrzec, że mężczyzna nie zaczyna istnieć dla państwa dopiero wtedy, gdy zostaje ojcem. Dużo ideologii. Dużo haseł. Mało odpowiedzi na realne problemy szkoły, nauczycieli i mężczyzn. Później napiszę o trasie Lewicy i ich pomysłach dotyczących demografii, pracy i spraw mężczyzn... Polecam. #walczsercem #mezczyzna #edukacja #edukacja #Polska #nauczyciele

Jestem przeciwko prawu, które z płci robi kryterium rozstrzygające o prawach konkretnego człowieka. Nowe przepisy zobowiązują duże spółki giełdowe do zapewnienia stanowisk osobom należącym do płci niedostatecznie reprezentowanej. Przedstawiciel/ka tej płci ma znaleźć się w każdym organie spółki, a przy równorzędnych kwalifikacjach otrzyma pierwszeństwo. To już nie jest wyłącznie zapewnienie uczciwej rekrutacji. To ustawowe sterowanie jej wynikiem. Nie zgadzam się, aby mężczyzna odpowiadał za to, ilu innych mężczyzn wcześniej powołano do zarządu. Nie miał wpływu na ich wybór. Nie jest elementem statystyki ani przedstawicielem zbiorowej winy swojej płci. Nie zgadzam się również, aby kompetentna kobieta musiała później mierzyć się z podejrzeniem, że otrzymała stanowisko po to, by spółka „domknęła procent”. Kobiety zasługują na awans dzięki swoim kwalifikacjom, doświadczeniu i osiągnięciom - nie jako narzędzie do wykonania ustawowej tabeli. Tak - otwierajmy zamknięte układy. Walczmy z nepotyzmem. Wprowadzajmy jawne kryteria, dokumentowanie decyzji, przejrzyste konkursy, programy rozwoju zawodowego oraz realną możliwość odwołania. Ale równość szans nie oznacza narzuconej równości wyniku. Polityka równości musi widzieć kobiety, gdy napotykają bariery. Musi też widzieć mężczyzn, gdy to oni są pomijani, dyskryminowani albo niedostatecznie reprezentowani. Nie może działać tylko w jednym, politycznie wygodnym kierunku. Kompetencje nie mają płci. Dyskryminacja nie staje się sprawiedliwa tylko dlatego, że odwrócimy jej kierunek. Rozwiązanie polskie wychodzi mocno poza dyrektywę - może właśnie o to chodzi, aby stało się powodem do kolejnej walki płci - nie ma na to mojej zgody. Dlatego zagłosowałem przeciw. Nie przeciwko kobietom, nie przeciwko mężczyznom. Przeciwko dzieleniu ludzi i ich praw według płci. Teraz odpowiedzialność spoczywa na Senacie a potem na Prezydencie. #walczsercem #rowneprawa #rownos #rowneprawa #równość #genderEquality

Jestem przeciwko prawu, które z płci robi kryterium rozstrzygające o prawach konkretnego człowieka. Nowe przepisy zobowiązują duże spółki giełdowe do zapewnienia stanowisk osobom należącym do płci niedostatecznie reprezentowanej. Przedstawiciel/ka tej płci ma znaleźć się w każdym organie spółki, a przy równorzędnych kwalifikacjach otrzyma pierwszeństwo. To już nie jest wyłącznie zapewnienie uczciwej rekrutacji. To ustawowe sterowanie jej wynikiem. Nie zgadzam się, aby mężczyzna odpowiadał za to, ilu innych mężczyzn wcześniej powołano do zarządu. Nie miał wpływu na ich wybór. Nie jest elementem statystyki ani przedstawicielem zbiorowej winy swojej płci. Nie zgadzam się również, aby kompetentna kobieta musiała później mierzyć się z podejrzeniem, że otrzymała stanowisko po to, by spółka „domknęła procent”. Kobiety zasługują na awans dzięki swoim kwalifikacjom, doświadczeniu i osiągnięciom - nie jako narzędzie do wykonania ustawowej tabeli. Tak - otwierajmy zamknięte układy. Walczmy z nepotyzmem. Wprowadzajmy jawne kryteria, dokumentowanie decyzji, przejrzyste konkursy, programy rozwoju zawodowego oraz realną możliwość odwołania. Ale równość szans nie oznacza narzuconej równości wyniku. Polityka równości musi widzieć kobiety, gdy napotykają bariery. Musi też widzieć mężczyzn, gdy to oni są pomijani, dyskryminowani albo niedostatecznie reprezentowani. Nie może działać tylko w jednym, politycznie wygodnym kierunku. Kompetencje nie mają płci. Dyskryminacja nie staje się sprawiedliwa tylko dlatego, że odwrócimy jej kierunek. Rozwiązanie polskie wychodzi mocno poza dyrektywę - może właśnie o to chodzi, aby stało się powodem do kolejnej walki płci - nie ma na to mojej zgody. Dlatego zagłosowałem przeciw. Nie przeciwko kobietom, nie przeciwko mężczyznom. Przeciwko dzieleniu ludzi i ich praw według płci. Teraz odpowiedzialność spoczywa na Senacie a potem na Prezydencie. #walczsercem #rowneprawa #rownos #rowneprawa #równość #dyskryminacja

Opublikowane dziś wyniki egzaminu ósmoklasisty znów pokazują trwałą lukę edukacyjną na niekorzyść chłopców. 📖 język polski - 9 punktów procentowych na niekorzyść chłopców ➗ matematyka - brak różnicy 🇬🇧 język angielski - 2 punkty procentowe na niekorzyść chłopców 🇩🇪 język niemiecki - 6 punktów procentowych na niekorzyść chłopców. To nie są tylko statystyki. To realny wpływ na rekrutację do szkół ponadpodstawowych. Przy takich średnich chłopiec zdający angielski uzyskuje przeciętnie około 3,75 punktu rekrutacyjnego mniej, a zdający niemiecki - około 4,95 punktu mniej. W wielu liceach i technikach właśnie tyle decyduje o przyjęciu. Chłopcy nie rekompensują tej straty matematyką - wynik obu płci jest identyczny. Tracą przede wszystkim przez wieloletnią lukę w kompetencjach językowych. Pisałem w tej sprawie interpelację do MEN. Ministerstwo w odpowiedzi przyznało, że od sierpnia 2025 roku zatrudnia eksperta zajmującego się wyrównywaniem szans edukacyjnych chłopców. Jednak zapowiadany pełnomocnik ds. edukacji chłopców nadal nie został formalnie powołany - nie ma go na oficjalnej liście pełnomocników ministra. Ekspert i rada to za mało. Potrzebny jest konkretny program, harmonogram, budżet i mierzalne cele. To nie jest walka chłopców z dziewczętami. To obowiązek państwa, by reagować, kiedy jedna grupa uczniów od lat rozpoczyna rekrutację z gorszej pozycji. MEN zna dane. Teraz czas przestać analizować problem i zacząć go rozwiązywać. #walczsercem #edukacja #posel #edukacja #szkolnictwo #chlopcy

MEN wystawia sobie 5+ 🤯 Najpierw minister Nowacka w Polsacie. Potem sekretarz stanu Lubnauer w Onecie. Wspólny przekaz? Zrobiliśmy bardzo dużo. Tylko społeczeństwo tego nie zauważyło. Czyli winna jest komunikacja. Rolki były za słabe. Ludzie nie zrozumieli sukcesu. Nie, Szanowne Panie. To nie jest kryzys komunikacji. W tym jesteście mistrzami. To jest kryzys sprawczości i chaos. Nauczyciele słyszą, że zarabiają za mało, że minister „podziela ich bulwersację” i będzie naciskać na ministra finansów. Tylko że nauczyciele nie potrzebują kolejnego ministra, który się z nimi zgadza. Potrzebują ministra, który skutecznie działa. Projekt powiązania pensji ze wskaźnikami od dawna leży w Sejmie. Podkomisja nie pracuje od ponad roku. Podwyżka wynosi 3%. A jako dowód dobrych zarobków słyszymy, że połowa nauczycieli wchodzi w drugi próg podatkowy. Tylko nikt nie dodaje, że często pracują na półtora albo dwa etaty. Uczniowie mają dostać ustawowych rzeczników, bo dotychczasowy system podobno nie działa. Nauczyciele rzecznika nie potrzebują, bo mają związki zawodowe. Te same związki, których projekt od lat nie jest procedowany i których postulatów rząd nie realizuje. To nie logika. To hipokryzja. MEN chwali się dziesiątkami spotkań z nauczycielami, rodzicami i młodzieżą. Ale liczba spotkań nie świadczy o dialogu. Dialog zaczyna się wtedy, gdy można wskazać: ➡️ który postulat przyjęto, ➡️ który odrzucono, ➡️ co zmieniono po konsultacjach. Samo zrobienie zdjęcia, prezentacji i kolejnej rolki nie jest konsultacją. W sprawie edukacji domowej usłyszeliśmy, że wyniki egzaminów klasyfikacyjnych powinny być porównywalne między szkołami. Jak mają być porównywalne, skoro każda szkoła przygotowuje własny egzamin i stosuje własne kryteria? Usłyszeliśmy też, że egzamin stacjonarny jest potrzebny, żeby raz w roku zobaczyć, czy dziecko nie doświadcza przemocy. Dziecko potrzebuje realnego systemu ochrony, a nie obserwacji podczas egzaminu. Na zakończenie sekretarz stanu wystawiła sobie i resortowi ocenę bardzo dobrą. Prawie 5+. Za nierozwiązane wynagrodzenia nauczycieli. Za chaos wokół prac domowych. Za reformy, które dopiero mają wejść. Za ustawy nadal procedowane. Za ignorowanie części środowisk. Za mylenie liczby spotkań z dialogiem. Za przedstawianie zapowiedzi jako sukcesów. Szkoła nie potrzebuje więcej propagandy sukcesu. Szkoła potrzebuje mniej samozadowolenia, więcej słuchania i wreszcie konkretnych efektów. Bo od chwalenia się reformą szkoła nie staje się lepsza. Tak samo jak od rolki nauczycielowi nie rośnie wynagrodzenie. #walczsercem #edukacja #posel #edukacja #MEN #nauczyciele

MEN po cichu szykuje likwidację całej kategorii placówek oświatowych. Dzieci i pracownicy stracą. Budżet zaoszczędzi. Od 1 stycznia 2027 roku z systemu oświaty mają zniknąć wszystkie 24 domy wczasów dziecięcych - 10 publicznych i 14 niepublicznych. Nie reforma. Nie uszczelnienie finansowania. Nie nowe standardy. Nie przekształcenie placówek. Likwidacja. W DWD pracuje 162 nauczycieli i 111 pracowników niepedagogicznych. MEN samo przewiduje odprawy dla dziesiątek osób, ale wpływ na rynek pracy nazywa „niewielkim”, bo zakłada, że zwolnieni „znajdą zatrudnienie”. Państwo likwiduje miejsca pracy, a potem wpisuje w tabelę, że ludzie jakoś sobie poradzą. Ucнierpią też dzieci i rodziny, szczególnie te mniej zamożne, które korzystały z zielonych szkół, wyjazdów edukacyjnych i pobytów profilaktycznych. Szkoły stracą sprawdzoną bazę i kadrę, a małe miejscowości - miejsca pracy i przyjeżdżające grupy. A kto zyska? Budżety. MEN przewiduje około 8,6 mln zł oszczędności dla samorządów rocznie, a około 30 mln zł potrzeb oświatowych ma zostać przeznaczone na inne zadania. Oszczędności policzono dokładnie. Policzono pracowników. Policzono odprawy. Tylko dzieci nie policzono. Nie wiadomo, ile z nich korzysta z DWD, ile rodzin straci dostęp do tańszych wyjazdów ani czy istnieją realne alternatywy. Sanatorium nie zastąpi zielonej szkoły, szpital nie zastąpi wyjazdu edukacyjnego, a schronisko nie zastąpi placówki z kadrą pedagogiczną. Jeżeli były nieprawidłowości w finansowaniu - trzeba je skontrolować i ukarać. Nie likwidować cały system. Na moim internetowym dyżurze poselskim zgłosili się do mnie obywatele, których ta decyzja dotknie bezpośrednio. Nie zostawię tej sprawy. Skoro ministerstwo tak chętnie opowiada o zmianach od nowego roku, dlaczego nie chwali się równie głośno likwidacją 24 placówek i zagrożeniem setek miejsc pracy? Może dlatego, że łatwiej mówić o reformach niż o tym, kto zapłaci za oszczędności. #walczsercem #edukacja #posel #edukacja #MEN #likwidacja

Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę. Do „Gazety Wyborczej”, „Wysokich Obcasów”, TVN24 i WP dołącza dziś @rzeczpospolita . Do mojej listy mediów nierzetelnych. Nie dlatego, że mnie skrytykowała. Krytyka jest potrzebna. Dlatego, że opublikowała tekst napisany pod z góry ustaloną tezę, w którym chronologia przegrała z narracją, fakty z klikalnością, a rzetelność z próbą dyskredytacji. Tytuł krzyczy, że kieruję zespołami składającymi się tylko ze mnie. Autor nie uznał jednak za stosowne uczciwie sprawdzić i opisać: – kiedy inni posłowie opuścili zespoły; – kiedy odbywały się posiedzenia; – które zespoły po zmianie składu zawiesiły działalność; – jakie były efekty ich wcześniejszej pracy. Po odejściu członków zawiesiłem działalność większości tych zespołów. Regularnie działa Parlamentarny Zespół ds. Zdrowia Mężczyzn. I najwyraźniej właśnie to jest dla kogoś największym problemem. Każde jego posiedzenie jest jawne, nagrywane i dostępne na stronie Sejmu. Uczestniczą w nim eksperci, naukowcy, organizacje społeczne i przedstawiciele instytucji. Efektem są interpelacje, interwencje i konkretne działania. Za tę działalność, profilaktykę oraz społeczne zaangażowanie otrzymałem w czerwcu wyróżnienie „Niedźwiedzie Zdrowia 2026”. Ale o tym w artykule cisza. Jest za to insynuacja, że w grudniu 2025 r. „jednoosobowy zespół” zgłaszał uwagi do europejskiej strategii równości. Tyle że w grudniu 2025 r. zespół nie był jednoosobowy. Ostatnia z pozostałych członkiń odeszła dopiero 12 lutego 2026 r. Autor pomieszał więc stan obecny ze stanem sprzed kilku miesięcy i na tej podstawie zbudował całą narrację. Jest też zwykła nieprawda. „Rzeczpospolita” twierdzi, że odszedłem z klubu KO z powodu sprawy osoby obecnej na posiedzeniu jednego z zespołów. Nie. Zostałem wtedy zawieszony. Z klubu odszedłem kilka miesięcy później, w listopadzie, dokładnie w dniu, w którym usunięto mnie z Komisji Edukacji i Nauki. To był powód mojej rezygnacji. Mówiłem o nim publicznie. Autor nie zapytał o uchwałę komisji sejmowej. Nie zapytał o moje oświadczenie. Nie zapytał o pismo Kancelarii Sejmu dotyczące dochowania procedur. Za to do artykułu o zespołach dokleił kontrolę poselską w OHP, która nie miała z nimi nic wspólnego. Bo OHP, menstruacja i spór o prawa mężczyzn zwiększają klikalność. Fakty widocznie mniej. Autor próbuje także zrobić zarzut z tego, że należę do wielu zespołów parlamentarnych. Tak, jestem aktywnym posłem. Nie ograniczam swojego mandatu do naciskania guzików zgodnie z klubową instrukcją. Uczestniczę w pracach, rozmawiam z ludźmi, składam interpelacje, przeprowadzam kontrole i podejmuję sprawy, których inni boją się dotknąć. Jako poseł niezrzeszony nie mam za sobą klubu liczącego dziesiątki czy setki parlamentarzystów. Mam jednak mandat, narzędzia przewidziane przez regulamin Sejmu i obowiązek wykorzystywania ich w interesie obywateli. I będę to robił. Nigdy nie podpisywałem indywidualnego stanowiska jako stanowiska „jednoosobowego zespołu”. Kiedy występuję w imieniu organizacji lub grupy społecznej, wskazuję wprost, kogo reprezentuję. „Rzeczpospolita” mogła sprawdzić daty, nagrania, dokumenty, interpelacje i efekty pracy. Wybrała insynuacje, szyderstwo i tekst wyglądający jak zamówiony pod gotową tezę. Dlatego kieruję do redaktora naczelnego formalne żądanie sprostowania. A „Rzeczpospolita” trafia dziś na moją listę mediów nierzetelnych. Nie za krytykę. Za manipulowanie chronologią, pomijanie niewygodnych faktów i publikowanie nieprawdziwych informacji. Tematy zdrowia mężczyzn, chłopców, ojców, samobójstw, profilaktyki i nierównego traktowania nie znikną tylko dlatego, że komuś przeszkadza poseł, który mówi o nich głośno. Możecie próbować zdyskredytować mnie. Nie uciszycie problemów milionów mężczyzn. #walczsercem #zdrowiemezczyzn #zdrowie #posel #zdrowiemezczyzn #walczsercem #posel

Barbara Nowacka w @Radio_TOK_FM zapewniała, że reforma jest przygotowana, nauczyciele wiedzą, co robić, materiały są gotowe, podręczniki będą na czas, a MEN skutecznie informuje szkoły i rodziców. Problem w tym, że między opowieścią minister a stanem faktycznym pojawia się coraz większa luka. ❌ Minister mówi, że przyjęła poprawkę rozszerzającą zakaz telefonów na przedszkola. W tekście przyjętym przez komisję takiego rozwiązania nie ma. Będzie składana w drugim czytaniu. ❌ Minister twierdzi, że dzięki SIO resort może kontaktować się bezpośrednio z rodzicami. SIO nie jest ministerialną bazą mailingową rodziców. Warto wskazać podstawę prawną, sposób kontaktu i zakres wykorzystywanych danych, zamiast rzucać efektowne hasła. ❌ Minister mówi, że „prawie 50% nauczycieli” wpada w drugi próg podatkowy. Ostatnie publicznie przedstawione dane MEN mówiły o około 36% ogółu nauczycieli. Ponad 50% dotyczyło nauczycieli dyplomowanych, a nie całej grupy zawodowej. I to pracujących ponad etat. ❌ Prowadzący przywołuje alarmujące badania: połowa nauczycieli doświadcza wysokiego stresu, a większość nie wie, czy pozostanie w zawodzie. Minister odpowiada pytaniem, co robią rodzice i jak zachowują się uczniowie. Tyle że badania wskazują przede wszystkim na stresory systemowe: niskie wynagrodzenia, chaos legislacyjny, biurokrację, reformy wdrażane bez odpowiednich zasobów i brak stabilności. Najłatwiej obarczyć odpowiedzialnością rodzica i ucznia. Trudniej przyznać, że to państwo od lat organizuje nauczycielom pracę w warunkach ciągłej niepewności. ❌ „Komplet materiałów jest dostępny”, „podręczniki będą na czas”, „większość nauczycieli wie, co robić”. To nie są jeszcze wyniki. To są zapewnienia i prognozy. Proces zatwierdzania materiałów nadal trwa, a spotkanie z częścią nauczycieli nie oznacza przygotowania każdej szkoły i każdej rady pedagogicznej. Do tego 3% podwyżki nazywane „inflacyjną plus”. „Plus” wynosi pół punktu procentowego ponad prognozowaną inflację. Po latach przeciążenia i spadku atrakcyjności zawodu ma to być dowód szczególnego szacunku dla „elity państwa”? A powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze średnią krajową? „Musimy to zrobić”. „Obiecaliśmy”. „Do końca kadencji”. Nauczyciele słyszą to od miesięcy. Nadal nie ma konkretnego terminu, uzgodnionego projektu ani zagwarantowanego finansowania a sejmowa podkomisja nadzwyczajna nie zebrała się od ponad roku. Polska szkoła nie potrzebuje kolejnej opowieści o sukcesie. Potrzebuje prawdy, stabilnego prawa, przygotowanych materiałów, pieniędzy i szacunku dla ludzi, którzy mają każdą reformę wykonać. Nie można mówić o autonomii nauczycieli, jednocześnie dokładając im obowiązki. Nie można mówić o gotowości reformy, gdy wiele elementów nadal jest w przygotowaniu. Nie można powoływać się na badania, a następnie ignorować ich najważniejszych wniosków. Pani Minister, mniej propagandy sukcesu. Więcej dokumentów, konkretów i odpowiedzialności. Bo szkoły nie da się zreformować konferencją prasową, newsletterem ani dobrze brzmiącym wywiadem. #walczsercem #edukacja #posel #nauczyciele #edukacja #nauczyciele #reforma

HIMALAJE HIPOKRYZJI. I to dokładnie w Dzień Ojca. Pani Minister @a_dziemianowicz publikuje dziś serduszka i pisze „Prawa rodziców to prawa ojców. Pamiętajcie, korzystajcie, żądajcie”. No to żądam - od ponad roku żądam konkretów. 22 maja 2025 r. złożyłem interpelację nr 9948. Zadałem 20 pytań o realne równouprawnienie ojców: samotnych ojców, urlopy rodzicielskie, bariery dla przedsiębiorców, traktowanie ojców w szkołach, przychodniach i urzędach, opiekę naprzemienną, zdrowie psychiczne, organizacje ojcowskie i strategię państwa wobec ojcostwa. Na pytania nie otrzymałem pełnej i konkretnej odpowiedzi. Zamiast działań były ogólniki, przerzucanie odpowiedzialności między resortami i obrona status quo. Dlatego w styczniu 2026 r. złożyłem ponowną interpelację nr 14764 - tym razem wprost o brak realnych działań państwa na rzecz równości ojców. I co dostaję w Dzień Ojca 2026? Nie odpowiedzi. Nie plan działań. Nie strategię wsparcia ojców. Prośbę o przedłużenie terminu odpowiedzi. Powód? Cytuję: „zakres tematyczny niniejszej interpelacji”. 🤯 Czyli @MRPiPS_GOV__PL ma czas na okolicznościowe wpisy, serduszka i pouczanie ojców, żeby „żądali”, ale nie ma czasu odpowiedzieć, co konkretnie robi dla ojców. W odpowiedziach resort potrafi napisać, że bariery ojca prowadzącego działalność gospodarczą zależą „wyłącznie od indywidualnej oceny” przedsiębiorcy. Potrafi zapewnić, że język dokumentów nie dyskryminuje. Potrafi odesłać samotnego ojca do ogólnego systemu pomocy społecznej. Nie potrafi natomiast stworzyć spójnej polityki państwa wobec ojcostwa. Od wiceminister tego resortu z Koalicji Obywatelskiej @AGajewska usłyszałem nawet, że problemy ojców są moim „oczkiem w głowie”. Tak. Są. I jestem z tego dumny. Ale równość ojców powinna być przede wszystkim oczkiem w głowie Ministerstwa Rodziny, a nie tematem traktowanym jak moja prywatna fanaberia. Ojcowie nie potrzebują raz w roku laurki od ministry (z trudem ten wyraz przyjął mój słownik). Potrzebują państwa, które widzi ich jako opiekunów, a nie wyłącznie płatników. Potrzebują równych praw, realnego wsparcia, danych, szkoleń instytucji i miejsca przy stole, kiedy tworzy się prawo dotyczące ich dzieci. To nie jest polityka rodzinna. To jest polityczny PR. Wstyd dla @__Lewica . Wstyd dla @Obywatelska_KO . Hańba dla resortu, który w Dzień Ojca składa życzenia, zamiast składać odpowiedzi. Pani Minister - mniej serduszek. Więcej odpowiedzialności. Ojcowie czekają - ich dzieci również. #walczsercem #ojciec #tata #rodzina #ojciec #tata #rodzina

Mężczyźni częściej chorują na nowotwory. Częściej z ich powodu umierają. Żyją krócej. To nie jest opinia. To są dane naukowe. Przez lata słyszeliśmy, że mężczyźni rzadziej chodzą do lekarza, później się badają i częściej podejmują ryzykowne zachowania. To prawda. Ale coraz więcej badań pokazuje, że problem jest głębszy. Różnice zaczynają się już na poziomie biologii. Kobiety mają dwa chromosomy X, które zawierają geny pomagające chronić organizm przed rozwojem nowotworów. Mężczyźni mają tylko jeden. Kobiecy układ odpornościowy zwykle skuteczniej reaguje na zagrożenia. Naukowcy wskazują też, że płeć może wpływać nawet na skuteczność leczenia nowotworów. A mimo to zdrowie mężczyzn pozostaje jednym z najbardziej zaniedbanych obszarów polityki zdrowotnej. Nie mamy Narodowej Strategii Zdrowia Mężczyzn. Nie prowadzimy szerokich kampanii profilaktycznych skierowanych do mężczyzn. Nie analizujemy wielu programów zdrowotnych pod kątem różnic między kobietami a mężczyznami. Tymczasem za statystykami stoją konkretni ludzie. Ojcowie. Synowie. Bracia. Partnerzy. Każdego roku tysiące mężczyzn umierają przedwcześnie z powodu chorób, które można było wcześniej wykryć lub skuteczniej leczyć. Zdrowie mężczyzn nie jest konkurencją dla zdrowia kobiet. To kolejny obszar nierówności zdrowotnych, który wymaga zauważenia i działania. Dlatego jako przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn będę pytał Ministerstwo Zdrowia, jakie działania podejmuje, aby uwzględniać różnice między kobietami i mężczyznami w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu nowotworów. Bo równość w ochronie zdrowia nie polega na traktowaniu wszystkich identycznie. Polega na dostrzeganiu rzeczywistych potrzeb. #walczsercem #zdrowiemezczyzn #mezczyzna #zdrowiemezczyzn #mezczyzna #równośćzdrowotna

KŁAMSTWO OPUBLIKOWANE SZYBKO NIE STAJE SIĘ PRAWDĄ. Art. 12 Prawa prasowego mówi wprost o szczególnej staranności i rzetelności. Tymczasem coraz częściej dla dużych mediów ważniejsze są szybkość, klikalność i pasująca narracja. Kilka dni temu @tvn24 opublikował materiał Mikołaja Stępnia o posiedzeniu komisji sejmowych. Tekst oparto na relacji jednej z posłanek Lewicy i dziennikarki, której nie było na posiedzeniu. Nikt do mnie nie zadzwonił, choć moje nazwisko było jednym z głównych elementów publikacji. Efekt? Przypisano poparcie wniosków klubowi, który nie ma nawet członków w tych komisjach. Nieprawdziwie opisano wyniki głosowań, treść wniosków i sposób, w jaki głosowałem. To nie były informacje trudne do sprawdzenia. Wystarczyło obejrzeć transmisję lub sprawdzić dokumentację komisji. Po mojej interwencji TVN24 zmienił materiał. Bez przeprosin. Bez informacji dla czytelników, że wcześniejsza wersja zawierała nieprawdę. @wirtualnapolska powieliła te same błędy, również bez kontaktu ze mną i bez własnej weryfikacji. Jedynym medium, które zadzwoniło po komentarz, była @gazeta_wyborcza . Dopiero wtedy mogłem wskazać błędy, zanim trafiły do publikacji. Tak powinno wyglądać dziennikarstwo: najpierw sprawdzenie faktów, potem publikacja. Nie odwrotnie. Jestem oburzony. Media nie mogą budować politycznej narracji kosztem prawdy. Większość osób nie zauważy kłamstwa, nie zażąda sprostowania i nie będzie miała szansy się obronić. Nie żądam przychylności. Nie żądam łagodnego traktowania. Ale oskarżam media o świadome polaryzowanie społeczeństwa poprzez niezgodne z prawem niezachowanie rzetelności i obiektywizmu. Żądam rzetelności. Żądam prawdy. #walczsercem #prawda #media #prawda #media #dziennikarstwo

Uniwersytet Warszawski na zlecenie ZNP przygotował raport na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela To jest raport, po którym MEN nie powinien spać spokojnie. Nie dlatego, że nauczyciele „narzekają”, że „znowu chcą więcej”. Tylko dlatego, że z danych wynika, że polska szkoła działa dziś na zdrowiu nauczycieli. Raport wskazuje, że: 📌 50% nauczycieli doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu stresu. 📌 Tylko 18% deklaruje niski poziom obciążenia. 📌 60% ma silne objawy somatyczne: bezsenność, przewlekłe bóle, wyczerpanie. 📌 82% czuje zmęczenie jeszcze zanim wyjdzie do pracy. 📌 85% potrzebuje więcej czasu, żeby po pracy dojść do siebie. 📌 64% po pracy czuje się wyczerpanych i „zużytych”. 📌 72% nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, że zostanie w zawodzie. 📌 Co czwarty nauczyciel już podejmuje kroki, żeby odejść z oświaty. To nie są „humory”. To nie jest „brak odporności”. To nie jest „taki zawód”. To jest systemowy alarm. Raport jasno pokazuje, że największym źródłem stresu nauczycieli nie są uczniowie. Nie dzieci. Nie młodzież. Nie sama praca wychowawcza. Największym źródłem stresu jest system. Z 20 najbardziej uciążliwych stresorów aż 13 ma charakter systemowy. 🧑‍🏫 Chaos legislacyjny. 🧑‍🏫 Ciągłe zmiany podstaw programowych i przepisów. 🧑‍🏫 Brak czasu na przygotowanie szkół do nowych obowiązków. 🧑‍🏫 Biurokracja, która zabiera czas na pracę z uczniem. 🧑‍🏫 Niskie wynagrodzenia nieadekwatne do odpowiedzialności. 🧑‍🏫 Wdrażanie edukacji włączającej bez ludzi, pieniędzy i realnego wsparcia. 🧑‍🏫 Brak ochrony prawnej nauczycieli. 🧑‍🏫 Presja rodziców. 🧑‍🏫 Praca po godzinach, w weekendy, wieczorami, przez e-dziennik i komunikatory. I potem przychodzi ktoś z ministerstwa i mówi: „trzeba zadbać o dobrostan”. Nie.Nie wystarczy mówić o dobrostanie. Nauczyciel to nie jest urządzenie wielofunkcyjne. Nie jest jednocześnie pedagogiem, psychologiem, terapeutą, sekretariatem, mediatorem, ochroniarzem, urzędnikiem od dokumentacji i całodobową infolinią dla rodziców. To człowiek. A człowiek ma granice. Dlatego rekomendacje z raportu powinny trafić prosto na biurko Minister Edukacji: ✅ stabilne prawo i realne vacatio legis; ✅ zasada: każdy nowy obowiązek musi mieć przypisane zasoby - ludzi, pieniądze i czas; ✅ radykalne ograniczenie biurokracji; ✅ odciążenie nauczycieli od zadań administracyjnych; ✅ realne wsparcie edukacji włączającej; ✅ ochrona czasu wolnego nauczycieli - koniec pracy 24/7 przez e-dzienniki i komunikatory; ✅ jasne zasady kontaktu z rodzicami; ✅ wsparcie prawne nauczycieli w sytuacjach konfliktowych; ✅ urlopy regeneracyjne i realna profilaktyka wypalenia; ✅ odbudowa prestiżu zawodu nauczyciela; ✅ godne wynagrodzenia, bo odpowiedzialność bez godnej płacy to nie misja, tylko wykorzystywanie. MEN musi wreszcie przestać traktować nauczycielskie powołanie jak darmowe paliwo dla niewydolnego systemu. Nauczyciele nadal chcą uczyć. Raport pokazuje, że wielu z nich nadal widzi sens swojej pracy. Nadal czerpią satysfakcję z kontaktu z dziećmi i młodzieżą. Nadal chcą być dla uczniów ważnymi dorosłymi. Ale coraz częściej robią to kosztem siebie. I to jest najgorszy wniosek: system nie opiera się dziś na dobrym zarządzaniu. System opiera się na przeciążeniu ludzi, którzy jeszcze nie odeszli. Mamy problem bezpieczeństwa edukacyjnego państwa. Bo bez nauczycieli nie ma dobrej szkoły. Bez dobrej szkoły nie ma przyszłości dzieci. Bez stabilnej edukacji nie ma silnego państwa. Dlatego MEN powinno przestać produkować konferencje, hasła i kolejne reformy bez zaplecza. Czas na konkrety: mniej chaosu, mniej papierów, więcej ludzi, więcej wsparcia, więcej szacunku. Polska szkoła nie zawali się dlatego, że nauczyciele nie chcą pracować. Może się zawalić dlatego, że przez lata pracowali ponad siły, a państwo udawało, że tego nie widzi. #walczsercem #edukacja #posel #edukacja #nauczyciele #zdrowie

Panie i Panowie, uporządkujmy fakty, bo w tej sprawie zaczęło się więcej krzyku niż rozmowy. Tak - przeprowadziłem kontrolę poselską w OHP. Nie dlatego, że „walczę z kobietami”. Nie dlatego, że przeszkadza mi pomoc osobom cierpiącym. Tylko dlatego, że dostałem zgłoszenie o możliwej dyskryminacji w publicznej instytucji. I co się okazało? Publiczny pracodawca wprowadził dodatkowy dzień wolny w miesiącu dla kobiet z powodu bolesnej menstruacji uniemożliwiającej pracę. Sama idea - zauważenie bólu, danie pracownicy oddechu, zachowanie wynagrodzenia - jest godna pochwały. Ale dobre intencje nie zwalniają z obowiązku tworzenia rozwiązań zgodnych z prawem, równościowych i sensownych. Bo mamy tu kilka poważnych kwestii. Po pierwsze: komendant OHP przyznał, że wcześniej ten problem nie był zgłaszany, a ankieta wśród pracowników pokazała tylko 38% poparcia dla takiego rozwiązania. Po drugie: pracownica musi złożyć oświadczenie o bolesnej miesiączce, a nieobecność jest ewidencjonowana specjalnym kodem w karcie pracy. Czyli publiczny pracodawca zaczyna tworzyć rejestr bardzo wrażliwych informacji o zdrowiu pracowników. Po trzecie: z tego dnia korzysta prawie co druga pracownica. To rodzi pytanie: czy mamy w OHP epidemię tak silnego bólu, że uniemożliwia pracę (lekarze wskazują, że około 8-10% kobiet przechodzi okres na tyle boleśnie, że uniemożliwia to wykonywanie obowiązków)? A jeśli tak - dlaczego pracodawca nie robi profilaktyki, badań, wsparcia medycznego, tylko po prostu wysyła obolałe kobiety do domu na jeden dzień? Po czwarte: rozwiązanie obejmuje kobiety w każdym wieku, nawet po menopauzie, ale nie obejmuje kobiet ciężarnych. W teorii obejmuje też kobiety po uzgodnieniu płci. Czyli zamiast jasnej zasady zdrowotnej mamy chaos prawny, biologiczny i organizacyjny. Nie kwestionuję bólu menstruacyjnego. Nie kwestionuję prawa do wsparcia. Nie kwestionuję tego, że pracodawca może chcieć pomóc. Kwestionuję to, że publiczna instytucja tworzy przywilej oparty na płci i jednym typie dolegliwości, zamiast stworzyć rozwiązanie równe dla wszystkich pracowników. Bo wystarczyło zrobić to dobrze. Nie „dzień menstruacyjny”. Tylko dzień zdrowotny z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę. Bez pytania, czy boli brzuch, kręgosłup, głowa, stawy, endometrioza, migrena, rwa kulszowa czy inna przypadłość. Bez dzielenia ludzi na kobiety i mężczyzn. Bez tworzenia ewidencji intymnych informacji. Bez wykluczania kogokolwiek. To byłoby równościowe. To byłoby godne. To byłoby zgodne z ideą pomocy. A dziś słyszę, że skoro ktoś zadaje pytania o równość wobec prawa, to „atakuje kobiety”. Nie. Walka o prawa mężczyzn nie jest walką z kobietami. Walka o równość wobec prawa nie jest mizoginią. Pytanie o konstytucyjność rozwiązań w publicznej instytucji nie jest hejtem. Bo jeżeli dodatkowy przywilej pracowniczy wyłącznie dla jednej płci nie jest dyskryminacją, to zapytam przewrotnie: czy ulga podatkowa albo bony żywieniowe tylko dla mężczyzn, uzasadnione statystycznie wyższym zapotrzebowaniem kalorycznym, też nie byłyby dyskryminacją? No właśnie. Państwo nie może działać na zasadzie: „nasza nierówność jest dobra, wasza nierówność jest zła”. Albo traktujemy ludzi równo, albo bawimy się w ideologiczne wyjątki. Ja wybieram równość. Wybieram prawo. Wybieram pomoc dla osób cierpiących - ale pomoc mądrą, sprawiedliwą i niewykluczającą. I tak: będę dalej walczył o prawa mężczyzn. Nie przeciwko kobietom. Tylko przeciwko hipokryzji, podwójnym standardom i państwu, które zapomina, że równość nie działa tylko wtedy, gdy pasuje do narracji. #walczsercem #rowneprawa #mezczyzna #rowneprawa #równość #praca

Maski opadły. Wiceszefowa @nowePSL @Paslawska napisała, że „nie istnieje coś takiego jak alienacja rodzicielska”. To nie jest tylko absurdalna wypowiedź. To jest wypowiedź szkodliwa dla dzieci, rodziców i całych rodzin. Bo istnieje zjawisko bezpodstawnego utrudniania dziecku kontaktu z drugim, bezpiecznym rodzicem. Istnieją ojcowie, którzy miesiącami i latami nie widzą swoich dzieci. Istnieją matki, którym odebrano codzienność z własnym dzieckiem. Istnieją dziadkowie, którzy umierają bez kontaktu z wnukami. Istnieją dzieci, które słyszą, że drugi rodzic ich nie kocha, porzucił, jest zły, nie zasługuje na rozmowę, telefon, spotkanie, przytulenie. I po czasie dziecko rzeczywiście „nie chce kontaktu”. Tylko pytanie brzmi: czy nie chce, bo naprawdę jest zagrożone, czy dlatego, że zostało wciągnięte w wojnę dorosłych? To właśnie trzeba badać. Uczciwie. Mądrze. Bez ideologii. Bez automatycznego stawania po jednej stronie konfliktu. Nikt rozsądny nie mówi, że każde odrzucenie rodzica to alienacja. Są sytuacje przemocy, uzależnień, zaniedbań i realnego zagrożenia. Dziecko trzeba chronić. Ale twierdzenie, że alienacja rodzicielska „nie istnieje”, jest tak samo nieodpowiedzialne, jak twierdzenie, że żaden rodzic nigdy nie manipuluje dzieckiem w trakcie rozstania. To jest dezinformacja. To jest zamykanie oczu na cierpienie tysięcy rodzin. To jest policzek dla dzieci, które tracą rodzica nie dlatego, że ten rodzic je skrzywdził, ale dlatego, że dorośli zrobili z nich narzędzie walki. Dziecko nie jest trofeum po rozstaniu. Dziecko nie jest kartą przetargową. Dziecko nie jest własnością matki ani ojca. Dziecko ma prawo do bezpiecznej relacji z obojgiem rodziców. Dlatego dziś, przed Sejmem, rodzice będą manifestować. Nie przeciwko matkom. Nie przeciwko ojcom. Przeciwko systemowi, który pozwala latami odcinać dziecko od najbliższych. A politycy, którzy negują ten problem, powinni wyjść do tych ludzi i powiedzieć im to prosto w oczy. Powiedzieć ojcu, który nie widział dziecka od dwóch lat, że problem nie istnieje. Powiedzieć matce, której dziecko zostało od niej odcięte, że to tylko „wygodne hasło”. Powiedzieć dziadkom, którzy nie mogą zobaczyć wnuka, że to tylko spór dorosłych. Nie. To nie jest tylko spór dorosłych. To jest dramat dzieci. I czas wreszcie przestać udawać, że go nie ma. #walczsercem #StopAlienacji #PrawoRodzinne #StopAlienacji #PrawoRodzinne #DramatDzieci