Nawrocki właśnie w rekordowym tempie udowodnił to, o czym od lat krzyczą konstytucjonaliści. Urząd prezydenta w obecnej formie nie wzmacnia państwa – on je paraliżuje. Zamiast być strażnikiem Konstytucji i symbolem jedności, stał się partyjnym hamulcowym. Zamiast łagodzić konflikty – dokłada kolejne. Zamiast reprezentować wszystkich Polaków – realizuje strategię jednej opcji. Prezydent miał być bezpiecznikiem. Jest bezpiecznikiem… dla przegranych wyborów.Kosztuje nas setki milionów złotych w każdej kadencji, a jego najskuteczniejszym narzędziem jest blokowanie decyzji demokratycznie wybranego Sejmu i rządu. Po co nam instytucja, która w praktyce działa jak przedłużenie partyjnego sztabu? Nawrocki nie wymyślił tego problemu. On go po prostu obnażył w pełnej krasie. Pokazał, jak łatwo najwyższy urząd można sprowadzić do roli politycznej barykady. Czas zadać głośne pytanie: Czy Polska naprawdę potrzebuje prezydenta z tak szerokim prawem weta, skoro służy ono głównie partyjnym interesom? To nie jest atak na demokrację. To obrona skutecznego państwa. Demokracja to nie mnożenie kosztownych weta. To instytucje, które służą obywatelom, a nie je zakładają w dyby.Urząd prezydenta przestał być symbolem wspólnoty. Stał się symbolem blokady. Czas przestać udawać, że wszystko działa jak powinno. #Polska #Demokracja #Konstytucja



