Wolny rynek nie działa w ochronie zdrowia z jednego bardzo prostego powodu. Sprawdza się on wtedy kiedy popyt i podaż mogą na siebie wpływać. Rosną ceny? Spada popyt. Spada popyt? Spadają ceny. Jeśli nie stać mnie na Ferrari, to go po prostu nie kupię - wybiorę tańszą markę, auto używane, rower lub po prostu pojadę autobusem. Mam alternatywy, które zmniejszają mój popyt na konkrety produkt lub usługę. Pacjent nie jest natomiast zwykłym klientem - często nie może odłożyć „zakupu”, porównać ofert ani zrezygnować z leczenia. Ma mniej wiedzy niż lekarz, a stawką jest życie, jego lub najbliższych. Dlatego "popyt" jest nieograniczony, co sprawia, że strona podażowa może to bezceremonialnie wykorzystywać. Rynek ma też tendencję do kierowania zasobów tam, gdzie można najwięcej zarobić, a nie tam, gdzie potrzeby zdrowotne są największe. Bardziej opłacalne są proste, częste i dobrze płatne procedury niż profilaktyka, opieka nad przewlekle chorymi, medycyna ratunkowa czy leczenie ludzi ubogich i starszych. Ubezpieczyciele z kolei mają naturalną motywację, by unikać pacjentów drogich, ograniczać zakres świadczeń i podnosić składki osobom chorym. Z punktu widzenia firmy to racjonalne. Z punktu widzenia społeczeństwa oznacza to jednak, że osoby najbardziej potrzebujące pomocy mogą mieć do niej najtrudniejszy dostęp. Dlatego wolny rynek nie normalizuje opieki medycznej, tylko ją wypacza - co widać na przykładzie USA. "Racjonalnie" to wielu osób się po prostu "nie opłaca" leczyć. I dlatego właśnie racjonalizm w opiece zdrowotnej cywilizowanych krajów się nie sprawdza. #Zdrowie #WolnyRynek #OpiekaZdrowotna





