🇵🇱 Drodzy Polscy Przyjaciele! W ostatnich dniach chwaliłem Wasze drogi, Żabki, Orliki… wczoraj jeszcze nasze termy. Ale teraz zasiądźmy do stołu. Bez kilometrów i rywalizacji. Po prostu: co Wy jecie, co my jemy - i co kradniemy sobie nawzajem z talerza. 😁 Z Waszych dań my, Węgrzy, często zakochujemy się w prostych, sycących rzeczach. Pierogi ruskie. Żurek z kiełbasą. Oscypek z żurawiną. Kotlet schabowy z kapustą kiszoną. Do tego zimne piwo albo czysta wódka. Żadnych cyrków, pełny brzuch, koniec dyskusji. A Wy u nas? Słyszę to już od lat. Lángos. Gulasz. Kürtöskalács. Lecsó. No i oczywiście pálinka, po której człowiek nagle zaczyna rozumieć węgierską historię. Jak schodzicie na południe, z bufetu zawsze najpierw znika ten tłuściutki, czosnkowy, serowy lángos. Nie kłammy, lángos to Wasz letni romans z Węgrami. I jest jeszcze coś, bez czego u nas lato nie jest latem: Fröccs. Wino z sodą. Proste? Proste. Ale to nasza narodowa klimatyzacja w kieliszku. Mały fröccs, duży fröccs, „długi krok”, „sportowy”… ile wina, tyle sody, tyle nastroju. W upał to nie napój. To system przetrwania. Inny klimat, ten sam apetyt. Wy kisicie, parujecie i lepicie ciasto. My papryką palimy, w tłuszczu kąpiemy i wino z sodą mieszamy, jakby to była nasza filozofia. Więc nie ma rankingu. Kiedy jestem u Was, siadam do miski pierogów - a gdy Wy wpadacie na południe, wciskam Wam w rękę zimnego fröccsa i gorącego lángosa. Ale zdradźcie mi: jakie jest to jedno Wasze danie w Polsce, bez którego nie ma życia, i na co polujecie w pierwszej kolejności zaraz po przekroczeniu węgierskiej granicy? Bierzcie widelce. Stół jest wspólny. 🇭🇺🤝🇵🇱🍲🍷 #Polska #Węgry #Kuchnia #Pierogi #Lángos #Fröccs #Gulasz #PolakWęgier #Polska #Kuchnia #Jedzenie

