Korki od szampana w Magdeburgu wystrzeliły, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy, AfD wygrało, lecz rządzić nie będzie. Wszyscy na Twitterze wpadają w histerię o powrocie lat 30. i upadku republiki, a wystarczy spojrzeć na chłodną arytmetykę parlamentarną. Owszem, AfD zdobyło potężne 44%, ale z wstępnych szacunków wynika, że mają około 39 mandatów w 83-osobowym Landtagu. Do samodzielnej większości potrzeba 42. Ten drobny szczegół zmienia wszystko. Kordon sanitarny wokół partii uznanej przez kontrwywiad za prawicowy ekstremizm nadal stoi. Nikt z nimi w koalicję nie wejdzie. Co to oznacza w praktyce? Pierwsza opcja: wymuszony potworek. Koalicja wszystkich przeciw AfD, od pobitej CDU (spadek na 17–18%), przez socjaldemokratów, aż po lewicę. Taki gabinet byłby sparaliżowany wewnętrznymi konfliktami od pierwszego dnia i stałby się najlepszą pożywką dla radykałów w kolejnych wyborach. Druga opcja: rząd mniejszościowy. W niemieckich realiach to permanentny kryzys budżetowy i polityczne harakiri, zresztą sam Siegmund już kręci na to nosem w wywiadach. Trzecia opcja: całkowity pat i powtórka wyborów za kilka miesięcy. I tu jest sedno sprawy. Prawdziwym dramatem na dziś nie jest to, że AfD zacznie jutro realizować swoje skrajne fantazje z Poczdamu, bo landtag nie decyduje o polityce zagranicznej, granicach państwa czy wyjściu z UE. Prawdziwym dramatem jest to, że Saksonia-Anhalt dostaje zablokowany parlament i status politycznego trędowatego. Mając ponad jedną trzecią głosów, AfD zyskuje tzw. mniejszość blokującą - może paraliżować wybór sędziów czy zmiany konstytucyjne. A gospodarka? Land wymiera i dramatycznie się starzeje. Hasła o „odsyłaniu obcych” zderzają się ze ścianą: bez pracowników z zagranicy za chwilę staną szpitale, domy opieki i linie produkcyjne. Do tego ekonomiści z IWH wyliczają w obietnicach partii dziurę budżetową na 2,2 mld euro rocznie. Rozdawać chcą wszystkim, podatki chcą obniżać, a rachunek ma pokryć mityczna „likwidacja marnotrawstwa”. Znamy to aż za dobrze. Zamiast naprawiania przychodni i szkół będziemy mieli wojnę kulturową, ucieczkę inwestorów i młodych ludzi pakujących walizki na zachód. Zagłosowali z dąsu, żeby ukarać Berlin? No to ukarali... głównie samych siebie. #SaksoniaAnhalt #AfD #Niemcy #Wybory #Polityka #AfD #Polityka #Niemcy