Dzień doBerek🤗 Dzisiaj nie mogłem wstać. Znaczy mogłem, ale nie chciałem i spałem i spałem, znaczy nie spałem, bo wszystko wiedziałem, ale spałem. Zaczęło się od tego, że Andrzej nie spał i chciał znowu, żebym z nim wychodził na szczoszka, ale wtedy spałem z zamkniętymi oczami i udawałem, że nie wiem o co mu podchodzi. Motorowałem go do tego, żeby przezwyciężył swoje lęki i poszedł sobie sam. No ale on był namolny i tak przyłaził i przyłaził chyba co pół godziny, albo nawet co 30 minut? W każdym razie jak już był 4 razy, to o 8 wstałem i dałem się zaprosić na wyjście, ale tylko do ogrodu, bo tam na zielonej trawie się robią takie super żółte kółka. Pięknie to wygląda. No i wróciłem do domu i spałem jeszcze do 9. A potem poszliśmy na spacer i już nie mogłem udawać, bo mnie strasznie nosi, więc biegałem i łapałem motyle. Znaczy nie załapałem żadnego, ale byłem blisko, a jednego to nawet wykopałem, ale poleciał. Tak jak te wrony, co były na polu obok i jak pobiegłem do nich się przywitać, to uciekły. No nic, teraz już jestem w domu i będę się domagał żwacza, w sensie drugiego, bo dzisiaj ani Leo ani Lusia mi swojego nie oddali. Oczywiście zapamiętam im to i przepomnę w swoim czasie. No i jadę potem na budowę, to pobiegam nad Wisłą i wam powiem potem, czy było coś fajowego bardzo, czy tylko trochę. No to pa Wasz Marko❤️ P.S. Nie zapomnijcie mnie zaobserwować😎 #Dzieńdoberek #Spacer #Przyroda
