Polska minister do spraw *równości* popiera prawną dyskryminację ze względu na płeć, a uzasadnia to odpowiedzialnością zbiorową. Trudno o coś bardziej sprzecznego z zachodnią tradycją równości wobec prawa i wolności jednostki. Robi to zarówno w kwestii emerytur, jak i w kwestii prawa do opieki nad dziećmi. Usunąć dyskryminację płciową w emeryturach? Nie, bo nie wszyscy dzielą się obowiązkami domowymi. Usunąć dyskryminację płciową w prawie opiekuńczym? Nie, bo istnieje zjawisko przemocy. W obu przypadkach zachowanie części grupy staje się podstawą do dyskryminacji każdego jej członka. To jest odpowiedzialność zbiorowa, zasada, którą cywilizowane porządki prawne odrzuciły dawno temu. Istotą rządów prawa jest to, że prawo traktuje ludzi według tego, co faktycznie robią, a nie według tego, do jakiej grupy należą. Jeśli uzasadnieniem wcześniejszej emerytury ma być praca w domu, to kryterium mogłoby być wykonywanie takiej pracy, nie płeć. Niesamowite, że Polska wybrała ministrę do spraw *równości*, która bezpośrednio popiera prawną dyskryminację ze względu na płeć. #Równość #Dyskryminacja #Prawo
