Postaram się odpowiedzieć. Nie po raz pierwszy spotykam się z tym argumentem, więc może warto zająć stanowisko przy szerszej widowni. Polska polityka na pierwszy rzut oka wydaje się wewnętrznie sprzeczna. Tam, gdzie wygodnie, powoływaliśmy się na argumenty etniczne, a tam, gdzie ich nie mieliśmy, na argumenty historyczne. Sprawia to wrażenie, że Polska sięgała łapami po wszystko, co tylko mogła chwycić. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Po pierwsze: odrodzenie państwa polskiego nie było zawieszone w próżni i na arenie międzynarodowej opierało się na jasno wyrażonej woli Ententy. Ta natomiast przyjęła koncepcję budowy państw etnicznych z niewielkimi wyjątkami. Po drugie: Polska miała uzyskać terytoria bezsprzecznie polskie oraz dostęp do morza. W praktyce nie było to takie łatwe, bo Niemcy nie chcieli oddawać nawet wybitnie polskiej Wielkopolski, nie mówiąc o Pomorzu czy etnicznie polskim Górnym Śląsku. Po trzecie: Ententa, chwilę po przyjęciu koncepcji etnicznej w Europie Środkowo-Wschodniej, wyraziła zgodę na utworzenie Czechosłowacji. Czechy miały zaś zachować granice historyczne, czyli w praktyce 3 mln Niemców, którzy byli tam wrogim żywiołem. Dlaczego zatem Polska miała nie podnosić takich praw np. w stosunku do niemieckojęzycznego Gdańska, który był dla nas kwestią gospodarczego przeżycia? Po czwarte: Polska, jeszcze przed zakończeniem wojny na zachodzie, weszła w spór terytorialny w Galicji Wschodniej z ZURL, która chciała postawić wszystkich przed polityką faktów dokonanych. To oczywiste, że posiadając prawa historyczne, polski Lwów i większe miasta oraz ogólnie ok. 35% ludności, 70% ziemi oraz 80% majątku w całym regionie, Polska nie mogła zgodzić się na zepchnięcie na zachód od Sanu. Po piąte: Ewidentnie polskojęzyczna Wileńszczyzna powinna należeć do Polski zgodnie z koncepcją przyjętą przez Ententę. Tak samo z Cieszynem. Czemu zatem wyszły z tym takie problemy? Czemu dzisiaj Litwini i Czesi nie biją się w pierw, że wyciągnęli łapy po obce ziemie? Bo uważają, że mieli prawa historyczne. Oczekiwanie zatem, że Polska ich nie będzie miała, jest totalnym odklejeniem. Po szóste: Polska aktywnie szukała sposobów, by ułożyć sobie granicę na wschodzie. Ale nie było łatwo. Propozycje rozgraniczenia Galicji Wschodniej rozbijały się o upór ZURL, która nie chciała przyjąć nawet przyzwoitej granicy. Litwini odrzucili linię Focha. Wszelkie propozycje kantonalne, federacyjne itp. rozbiły się o brak dobrej woli. Każdy walczył o swoje i zaczął stosować niedozwolone chwyty, więc Polska również przyjęła podobną postawę. Logiczne. Po siódme: Ententa w praktyce chciała, abyśmy oddali im całkowity mandat do decydowania o losie ziem na wschód od Linii Curzona. Na wypadek gdyby wygrała jednak Biała Rosja. Czy muszę to szerzej komentować? HELL NO. Po ósme: Tyle było pitolenia o granicach etnicznych i sprawiedliwym dostępie do morza, a tymczasem Polska w traktacie wersalskim nie dostaje ani Górnego Śląska ani Mazur. Bo Brytyjczykom nagle zrobiło się szkoda Niemców i pojawiły się nowe argumenty. Polityczne. Gospodarcze. Histotoryczne. Ten pokój mógł być dla nas zdecydowanie korzystniejszy terytorialnie. No ale nie był, bo zostaliśmy w pewnym sensie oszukani. Po dziewiąte: Polska popełniła wiele błędów w latach 1918-1920, ale jak na skalę tego, co działo się wówczas w Europie, nie była krajem, który jakkolwiek wyróżniałby się na plus lub minus pod względem pazerności terytorialnej. Litwini chcieli przejąć Wilno bez względu na stosunki narodowościowe? Nie pozwoliliśmy im na to. Ukraińcy chcieli wykopać Polskę za San. Wywołali wojnę, którą przegrali. Mimo prób mediacji ze strony ententy. Niemcy nie chcieli nawet oddać nam Wielkopolski. Pomimo tego, że doświadczyli boleśnie na własnej skórze polskiego powstania. Rosjanie chcieli nas zamknąć w Linii Curzona, a bolszewicy w ogóle zliwidować, więc tego komentować chyba nie muszę. Czechów też nie będę omawiał, bo dostali to, czego chcieli, z pogwałceniem cywilizowanych zasad prowadzenia stosunków międzynarodowych. Reasumując: Naprawdę byłbym za tym, aby o granicach w Europie w tamtym czasie decydowały jasne i uczciwe zasady. Ale nikt ich nie chciał wówczas przestrzegać. Łącznie z największymi wygranymi, czyli Wielką Brytanią i Francją. W takich okolicznościach naprawdę trudno oczekiwać, aby inne państwa grały we frajerską grę i wygrywały głupie nagrody. Szczerze wolałbym, aby Polska dostała Gdańsk i Górny Śląsk, Mazury i Zaolzie, ale była nieco mniejsza na wschodzie, np. o część Wołynia i Polesia. No ale nie było to możliwe. #Polska #historia #polityka














